Niezapowiedziane kontrole poza zawodami to fundament systemu walki z nielegalnym wspomaganiem, bo choć wykrywalność niektórych substancji jest ograniczona w czasie, to efekty ich przyjęcia trwają długo. Właśnie dlatego czołowi sportowcy muszą na początku każdego kwartału uzupełniać w systemie elektronicznym ADAMS plany pobytowe na kolejne miesiące.

Organy walczące z dopingiem w sporcie podchodzą do przestrzegania tych reguł bardzo surowo.

Unikanie kontroli sprawiło, że na igrzyskach w Tokio zabrakło gwiazd: amerykańskiego mistrza świata w sprincie Christiana Colemana czy pochodzącej z Bahrajnu trzeciej najszybszej kobiety w dziejach biegu na 400 m Salwy Eid Naser.

Ukraińcy surowymi przepisami nie musieli się martwić. Tak wynika z raportu, który opublikowała Światowa Agencja Antydopingowa (WADA).

Wizyta u lekarza

„Operacja Herkules", podczas której śledczy zbierali dowody łamania przepisów przez Narodową Agencję Antydopingową Ukrainy (NADC), trwała dwa lata. Wnioski są druzgocące.

Ukraińscy działacze mieli uprzedzać sportowców o niezapowiedzianych kontrolach, niektórych wzywano na badania do siedziby organizacji.

– Dowody sugerują, że często dochodziło do tego przed ważnymi międzynarodowymi zawodami. Zdarzało się, że w biurze NADC na testy czekała cała reprezentacja z danej dyscypliny sportu – mówi dyrektor pionu śledczego WADA Gunter Younger.

Czytaj więcej

Witold Bańka: Oszustem nie zostajesz w jedną noc

To w praktyce oznacza, że pobrane od nich próbki były nielegalne. Proceder trwał od 2012 r. i choć nikt nie wpadł na dopingu, to możliwość przygotowania się na kontrole stawia pod znakiem zapytania wszystkie późniejsze sukcesy tamtejszych sportowców.

Podobno doszło nawet do sytuacji, w której jeden z zawodników sam zgłosił się do „niezapowiedzianej" kontroli. Zadzwonił i się umówił – jak do lekarza.

Problemów Ukraińcy mają więcej. NADC w 2021 r. zaklasyfikowała sześć próbek pobranych podczas zawodów jako pochodzące z niezapowiedzianej kontroli. To oznacza, że sportowcy się ich spodziewali, a materiał był poddany innemu zakresowi analizy. Jego ponowne badanie zlecone przez WADA nie wykazało obecności substancji zabronionych.

– Dowody sugerują, że błędne zgłoszenie było wynikiem konieczności wypełnienia limitów testów poza zawodami, niezbędnych do wzięcia przez sportowca udziału w igrzyskach – mówi Younger.

Śledczy w ramach „Operacji Herkules" weryfikowali także oskarżenia dotyczące ukrywania dopingu przez Ukraińską Federację Lekkoatletyczną (FLAU). Doniesienia okazały się fałszywe, choć odkryto dowody przeciwko jednej osobie dotyczące handlu erytropoetyną (EPO). Teraz jej przypadkiem zajmie się Athletics Integrity Unit (AIU).

Zagraniczne media spekulują, że Ukraińcom może grozić nawet wykluczenie z przyszłorocznych igrzysk w Pekinie, ale to scenariusz mało prawdopodobny.

– Raport jest na stole. Czekamy na rekomendacje naszego Komitetu Monitorowania Zgodności z Kodeksem (CRC), a ostateczną decyzję podejmie Komitet Wykonawczy. Ukraińcy dostaną do realizacji działania naprawcze i jeśli się z nich nie wywiążą, to wtedy czekają ich poważne konsekwencje – wyjaśnia w rozmowie z „Rz" Witold Bańka.

Czytaj więcej

Christian Coleman – mistrz świata w sprincie i najsłynniejszy dopingowy kombinator
Agencja antydopingowa jak żona, czipy jak dla psa?

Szef WADA zwraca uwagę, że ukraińska agencja antydopingowa nie wykonała rekomendacji, które wymagają przeprowadzenia odpowiedniej liczby testów poza zawodami na sportowcach planujących występ na igrzyskach.

– Raport wykazał poważne złamanie przepisów. Niewykluczone, że gdyby ukraińska agencja postępowała zgodnie z regułami, to przez brak wymaganej liczby testów niektórzy sportowcy w ogóle nie pojechaliby na igrzyska – zauważa Bańka.

Koalicja rośnie w siłę

„Operacja Herkules" przyniosła już dymisję szefa NADC Iwana Kruliszczuka i jego zastępcy Jarosława Kruczka. Informację o ich odejściu przekazało tamtejsze ministerstwo sportu.

Ukraiński skandal przypomina wydarzenia z Wielkiej Brytanii, gdzie śledczy WADA prowadzili „Operację Echo".

Wykazała ona, że Agencja Antydopingowa Zjednoczonego Królestwa (UKAD) w lutym 2011 r. pozwoliła tamtejszemu związkowi kolarskiemu British Cycling na badanie próbek pobranych od zawodników pod kątem nandrolonu w prywatnym laboratorium.

„Operacja Echo" to dla brytyjskiego sportu głównie problem wizerunkowy. Osoby zamieszane w kontrowersyjny proceder już w UKAD nie pracują, a sama agencja wprowadziła procedury mające na celu uniknięcie podobnych przypadków w przyszłości. Younger pochwalił nawet jej władze za „pełną współpracę i transparentność".

– Jestem bardzo zadowolony z pracy naszych śledczych. Nieustannie zwiększamy możliwości w tej przestrzeni i prowadzimy coraz więcej dochodzeń – podkreśla Bańka.

WADA od lat współpracuje z Interpolem, a od niedawna w walce z dopingiem pomaga jej także Europol.

– Obecnie planujemy ponadto wart 1,5 mln euro projekt finansowany przez Unię Europejską dotyczący budowania zdolności śledczych narodowych agencji – zapowiada Bańka, sygnalizując, że antydopingowa koalicja rośnie w siłę. To kolejny sygnał, że oszuści nie mogą spać spokojnie.