Prof. Robert Gil: Cholesterol atakuje bezboleśnie

Z szacunków wynika, że zaburzenia cholesterolu w Polsce ma co najmniej 10 mln osób. Problem jest potężny i żeby sobie z nim poradzić, trzeba usprawnić system – mówi prof. Robert Gil, kardiolog, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Publikacja: 24.10.2023 03:00

prof. Robert Gil

prof. Robert Gil

Foto: mat. pras.

Materiał powstał we współpracy z Forum Ekonomicznym

Jak to się dzieje, że mimo olbrzymiego rozwoju kardiologii, także w Polsce, choroby sercowo-naczyniowe nadal pozostają przyczyną numer jeden zgonów w naszym kraju?

Najprościej byłoby to skonkludować stwierdzeniem: natura ludzka słabą jest, nie umiemy odmawiać sobie przyjemności w postaci niezdrowego jedzenia i niezdrowego trybu życia. Do tego: boimy się konfrontacji z lekarzem i nie lubimy przyjmować leków z prawdziwego zdarzenia. Ale myślę, że to jest tylko część prawdy. Winny jest też tzw. system, i to nie tylko w Polsce. System ochrony zdrowia, bo o nim mowa, w jakimś stopniu zawodzi wszędzie, a u nas zawodzi wybitnie.

Jak to się objawia?

Przede wszystkim tym, że system jest nastawiony na człowieka chorego. W przypadku chorób sercowo-naczyniowych system 24-godzinnego leczenia pacjentów z ostrymi zespołami wieńcowymi funkcjonuje doskonale. Ale tutaj gasimy pożary, reagujemy na konkretne schorzenie i stan pacjenta. Spójrzmy na wiek takich chorych. On mimo wydłużenia życia człowieka jednak się obniża. Ostatnio trafia do nas więcej pacjentów młodszych niż jeszcze kilka lat wstecz, w tym poniżej 45. roku życia. W ich przypadku, a także pacjentów starszych, często mamy sytuację, że jest to ich pierwszy poważniejszy kontakt z ochroną zdrowia. A z wywiadu wynika, że na przykład nadciśnienie tętnicze oraz podwyższony cholesterol to, owszem, były kiedyś stwierdzone, ale z jakiś powodów nie doszło do właściwego leczenia…

Dlaczego?

Otóż stawiam tezę, że system ochrony zdrowia nie jest specjalnie zainteresowany pierwszą fazą rozwoju człowieka – od dzieciństwa do mniej więcej przysłowiowej czterdziestki, kiedy to właśnie zaczynają się problemy zdrowotne. To doskonale koresponduje z wysokością wydatków systemu ochrony zdrowia na poszczególne roczniki pacjentów. System bardzo mało wydaje na ludzi młodych. Najwięcej środków idzie na pacjentów w wieku produkcyjnym, między 45. a 65.–70. rokiem życia. Choroby układu sercowo-naczyniowego w tym okresie przyspieszają. Pacjentami w wieku podeszłym znów system niespecjalnie się interesuje. W rezultacie mamy taką strukturę zgonów, jaką mamy, i jak na razie żadnych widoków, aby system zmienić. Głęboko wierzę, iż dopóki go nie zmienimy, dopóki nie zaczniemy patrzeć na epidemiologię naszego społeczeństwa, w tym na profil zdrowotny osób młodych, dopóty zawsze będzie problem, aby starczyło pieniędzy na tę grupę pacjentów w wieku produkcyjnym. Oczywiście mówię o leczeniu nowoczesnym i efektywnym, korzystającym z dynamicznego rozwoju medycyny. Nie od dziś przecież wiadomo, że „ostre leczenie”, ratujące ciężko chorych, jest dużo droższe od profilaktyki.

Jak ci młodsi pacjenci powinni czytać sygnały, że może być źle?

Tutaj jest kolejny problem, który tworzy nasz system ochrony zdrowia. My w ogóle nie powinniśmy takich pytań zadawać. Już dzieci i nastolatkowie powinni być badani pod kątem obciążenia ryzykiem sercowo-naczyniowym. System powinien wręcz wymuszać – w pozytywnym znaczeniu – te dodatkowe badania. Nie bez przyczyny przywołałem przykład pacjentów w okolicach 45. roku życia, bo do tego wieku schorzenia sercowo-naczyniowe nie dają specjalnych sygnałów chorobowych, np. bólu czy duszności. Nie mamy żadnych objawów, jesteśmy pozornie względnie sprawni i zdrowi. Tutaj nam może pomóc tylko świadomość, że trzeba się badać i w razie potrzeby – leczyć. A przecież już podczas wojny koreańskiej u bardzo młodych Amerykanów znajdowano zmiany miażdżycowe w tętnicach wieńcowych. To były bodajże pierwsze doniesienia mówiące o tym, że na choroby sercowo-naczyniowe można chorować w tak młodym wieku. Te zmiany „nie bolą”, można z nimi normalnie funkcjonować, ale bez ich korekty może być bardzo źle. Tyle że pacjent musi być tego świadomy, system musi wymuszać tę świadomość również poprzez identyfikację, co się dzieje w najbliższej rodzinie pacjenta, na ile istotne jest tutaj obciążenie rodzinne.

Zmiany miażdżycowe „nie bolą”, można z nimi normalnie funkcjonować, ale bez ich korekty może być bardzo źle

Jak dużym problemem w Polsce są zaburzenia cholesterolu?

Statystyka medyczna w Polsce ma to do siebie, że wiele rzeczy jest estymowanych. Z tych szacunków wynika, że zaburzenia lipidowe w Polsce ma co najmniej 10 mln osób. Najbardziej skrajne kalkulacje mówią, że należy to pomnożyć przez dwa. Niestety, nie mamy danych, które można uznać za całkowicie wiarygodne. Nie ma żadnej ogólnej bazy danych. Ale problem, tak czy inaczej, jest potężny.

Tylko że pacjent może po prostu nie chcieć się badać.

Ale można coś dla niego zrobić wcześniej. W przedszkolach, szkołach są robione bilanse zdrowia dzieci. Mogą służyć ostrzeżeniu – na przykład rodziców – że dziecko należy do grupy ryzyka. Można też przy okazji tych bilansów młodemu człowiekowi tłumaczyć, żeby nawet po ukończeniu szkoły koniecznie się badał. Nie mówiąc już o tym, że takie bilanse to kopalnia wiedzy i danych dla systemu, która dzięki np. big data pozwala zaplanować późniejsze wydatki. Chciałbym też zauważyć, że przejście do pracy po ukończeniu szkoły czy studiów zmienia kompletnie dyspozycyjność czasową, mamy po prostu mniej czasu. I już zupełnie nie myślimy o zdrowotnym rachunku sumienia, o tym, czy jesteśmy tak sprawni jak wcześniej, i chociażby o tym, czy jeszcze zmieścimy się w przysłowiowy garnitur maturalny. A powinniśmy. Drugim momentem, w którym powinniśmy się porządnie zbadać, zbadać też wydolność organizmu, to okolice 40. roku życia. To jest ostatni moment, kiedy możemy się zacząć skutecznie leczyć, niejako uciec przed ostrymi incydentami sercowo-naczyniowymi.

Czy przynajmniej tutaj system daje możliwości?

Na szczęście tak. Wypadamy całkiem nieźle. Podstawowe leki na podwyższony cholesterol – statyny – są tanie. Ezetymib, lek skuteczny w terapii łączonej dla pacjentów mocno zagrożonych, też mamy w akceptowalnej cenie. Podobnie badania, nawet wykonywane prywatnie, nie należą do specjalnie drogich... To są śmieszne pieniądze w porównaniu z wydatkami Polaków na rzeczy niezdrowe. Mamy też ofertę dla pacjentów bardzo zagrożonych, czyli wysokospecjalistyczny program leczenia hipercholesterolemii (tzw. B.101) z  najnowszymi i najbardziej skutecznymi lekami (inhibitory PCSK9, inklisiran). Ostatnio ten program stał się dostępny dla pacjentów po przebytych zawałach, co jest bardzo dobrym posunięciem. Gorzej, że cel terapeutyczny w programie odbiega od światowych norm – mówią one, że pacjent powinien mieć poziom cholesterolu LDL poniżej 55 mg na decylitr i mniej, natomiast w Polsce ta norma została określona na 100 mg/dl. Stąd paradoksalnie uzyskując daleki od optimum wynik leczenia, taki pacjent „nie potrzebuje” tych najnowszych leków. Na szczęście mamy sygnały z Ministerstwa Zdrowia, że do końca roku zostanie wprowadzona norma 70 mg na decylitr. Bardzo na to liczymy! To taki pierwszy krok, który jednak umożliwi objęcie najnowocześniejszym leczeniem znacznie większej grupy pacjentów, po prostu przedłuży im życie.

Czytaj więcej

Polski wynalazek to rewolucja dla cukrzyków. Wystarczy ślina

Zmienia się również program „KOS-zawał”. Czy w satysfakcjonujący sposób?

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne już rok temu chciało powiązać „KOS-zawał” z programem „B.101”. Przecież to żadna tajemnica, iż „KOS-zawał” obejmuje pacjentów, którzy powinni być największymi beneficjentami ww. programu. Stąd propozycja programu „KOS-zawał plus”, który wiązałby te dwie inicjatywy. Zdawaliśmy sobie sprawę z wysokich kosztów nowego programu, dlatego zaproponowaliśmy pilotaż i sprawdzenie tych kosztów oraz skuteczności przedsięwzięcia. Do tego nie doszło, natomiast w samym programie „KOS-zawał” wprowadzono pewne mechanizmy, nazwijmy to, większej atencji dla spraw związanych z poziomem cholesterolu oraz premie dla ośrodków, które wykażą się skutecznością w leczeniu pacjentów w tym zakresie. Jest to jakiś krok do przodu, chociaż w tej sytuacji kluczowe jest obniżenie celu terapeutycznego do 70 mg/dl i tym samym wprowadzenie jak największej grupy pacjentów do „B.101”.

Jakie są dalsze plany PTK?

Nawiązując do tej tezy zaniedbania wczesnej profilaktyki, chcemy się zająć kardiologią dziecięcą. Mamy już pełnomocnika zarządu PTK ds. kardiologii dziecięcej, a w nowym Dekalogu Polskiej Kardiologii umieszczony został punkt podkreślający potrzebę wspomożenia tej części kardiologii. Chodzi m.in. o kwestie analizy bilansu u dzieci w stronę ryzyk związanych z cholesterolem. Kolejna sprawa to oczywiście jak najszersze propagowanie i promowanie wczesnej diagnostyki, w tym genetycznej. Ale najważniejsza jest walka o to, żeby zlikwidować polskie cele leczenia i zacząć stosować cele międzynarodowe. To przecież absurd – jeżeli mówimy, że nasza kardiologia jest taka dobra, na światowym poziomie, to dlaczego cele terapeutyczne mają być lokalne, modyfikowane do Polski? Na to nie może być zgody, a jeżeli nie ma pieniędzy na wprowadzenie norm międzynarodowych, przyznajmy się do tego i przekonujmy społeczeństwo o potrzebie takich wydatków z własnych zasobów, a nie idźmy na dziwne kompromisy. Rok 2023 został ogłoszony rokiem walki z hipercholesterolemią i podczas tego roku na wielu konferencjach i spotkaniach pokazujemy, jak słabo, jak mało skutecznie leczymy klasycznymi lekami. Musimy to poprawić m.in. po to, aby tymi drogimi, aczkolwiek skutecznymi, lekami najnowszych generacji leczyć tych najbardziej zagrożonych. A sam rok walki z hipercholesterolemią stanie się pewnie początkiem walki nieustannej z hipercholesterolemią, gdyż przypomnę, że problem dotyczy co najmniej jednej trzeciej ludzi w Polsce. No i po roku choćby nie wiem jak skutecznej walki z nią nagle się nie skończy.

Materiał powstał we współpracy z Forum Ekonomicznym

Materiał powstał we współpracy z Forum Ekonomicznym

Jak to się dzieje, że mimo olbrzymiego rozwoju kardiologii, także w Polsce, choroby sercowo-naczyniowe nadal pozostają przyczyną numer jeden zgonów w naszym kraju?

Pozostało 98% artykułu
Diagnostyka i terapie
Są szanse na refundację nowoczesnych metod diagnostyki molekularnej w Polsce
Diagnostyka i terapie
Bez nowoczesnych badań nie pokonamy raka
Diagnostyka i terapie
Hipofosfatazja. Jest lek, nie ma refundacji. Rodzice piszą do Ministerstwa Zdrowia
Materiał partnera
Jak lepiej zadbać o pacjentów z SM?
Diagnostyka i terapie
Rak piersi nie wybiera. Chora często dowiaduje się zbyt późno