Międzynarodową federacją (IBA, dawniej AIBA) przez kolejną kadencję – co najmniej do 2026 roku – pokieruje Umar Kremlow, czyli protegowany Kremla, który pięć lat temu bił rekord Guinnessa, organizując na placu Czerwonym trening z udziałem 3 tys. osób i byłego mistrza wagi ciężkiej Nikołaja Wałujewa, a niedawno w towarzystwie Władimira Putina otworzył Międzynarodowe Centrum Bokserskie w Moskwie.

Czytaj więcej

Euro 2024. Rosja nie zagra na piłkarskich Mistrzostwach Europy

Wybory w maju wygrał przez aklamację. Opozycji nie było, bo nadzorująca je Boxing Integrity Unit (BIU) zawiesiła Borisa van der Vorsta za prowadzenie kampanii poza dozwolonym okresem oraz niedozwoloną współpracę z czterema innymi kandydatami, którzy stworzyli Sojusz Wspólnej Sprawy, obiecując więcej przejrzystości oraz etycznego zarządzania w boksie.

Czekali na wsparcie

Holender odwołał się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS), ale elekcję opóźniono tylko o dzień – z piątku na sobotę. Wzięli w niej udział przedstawiciele Rosji oraz Białorusi, bo choć tamtejsi bokserzy po zbrojnej agresji na Ukrainę zostali zawieszeni, to federacje już nie. Juryści z Lozanny uznali później, że van der Vorst mógł kandydować, co zaowocowało Nadzwyczajnym Kongresem IBA.

Głosowanie opóźniono o godzinę ze względu na „problemy techniczne”, ale możliwe, że czekano po prostu na spóźnione wsparcie, skoro po tym czasie kworum wzbogaciło się o 24 osoby.

Ostatecznie przedstawiciele 106 ze 140 krajowych federacji uznali, że wyborów powtarzać nie trzeba, opowiadając się za urzędującym prezesem.

„Ekstremalne zaniepokojenie” sytuacją wyraził Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl), który już wcześniej odebrał IBA prawo organizacji kwalifikacji do igrzysk oraz samego turnieju olimpijskiego w Paryżu (2024). To może być początek końca, bo boksu amatorskiego nie ma dziś na liście dyscyplin kolejnych igrzysk, w Los Angeles (2028), i trudno oczekiwać, aby w najbliższym czasie się tam pojawił. Władze ruchu olimpijskiego uznały za alarmujący nie tylko brak wyborów, ale także fakt, że kilka dni wcześniej Kremlow podpisał się pod zawieszeniem federacji ukraińskiej, której przedstawiciele nie mogli wziąć udziału w głosowaniu. Sekretarz generalny George Yerolimpos wyjaśniał, że chodziło o nieuprawnioną ingerencję rządu w proces wyboru władz federacji.

– Decyzja o braku wyborów to kompletna katastrofa – nie kryje szef szwedzkiej federacji Per-Axel Sjoholm, który podczas Kongresu apelował o przeprowadzenie elekcji.

– Nie doczekaliśmy się demokratycznego procesu, na jaki zasługuje nasza dyscyplina, ale będziemy dalej walczyć o olimpijską przyszłość. Teraz musimy to wszystko wytłumaczyć sportowcom – dodaje van der Vorst.

Kremlow szefem amatorskiego boksu został w 2020 roku. Wspierał go Gazprom, który spłacił długi IBA i tylko w ubiegłym roku miał wstrzyknąć do budżetu organizacji 29 mln euro. Pieniądze były paliwem oraz narzędziem szantażu. Podobno podczas jednego z posiedzeń Rady Dyrektorów – do protokołów dotarli dziennikarze „Timesa” – groził, że „jeśli odejdzie ze stanowiska, to boks zbankrutuje”.

Prezes podnosi gardę

IBA jest dziś bankrutem moralnym. MKOl jeszcze przed igrzyskami w Tokio, wstrząśnięty skalą korupcji, odebrał jej prawo organizacji turnieju olimpijskiego. Później, na życzenie Kremlowa, przeszłość organizacji zaczął rozliczać pierwszy śledczy świata sportu Richard McLaren. Raport jego zespołu pokazał, jak fałszowano wyniki walk zarówno podczas igrzysk w Rio, jak i mniejszych imprez.

System był prosty, skorumpowani sędziowie dostawali do prowadzenia konkretne walki. Możliwe, że na polecenie syndykatów hazardowych.

Korupcyjną fabułę o nowe wątki w rozmowie z „Timesem” uzupełnił kilka dni temu były dyrektor wykonawczy IBA, Koreańczyk Ho Kim, który założył płaszczyk sygnalisty.

Opowiedział o łapówkach przekazywanych wewnątrz książek podczas mistrzostw świata, sześciocyfrowych ofertach za układanie obsad podczas igrzysk w Londynie oraz pieniądzach rozdawanych delegatom w trakcie wyborów w 2006 roku, kiedy z sukcesem prowadził kampanię Tajwańczyka Wu Chinga-kuo.

Prezes, znany jako CK Wu, rządził amatorskim boksem przez 11 lat i wpędził organizację w długi sięgające 15 mln franków szwajcarskich. Dopiero w 2017 roku zastąpił go sojusznik Gafur Rachimow, którego Departament Skarbu USA nazwał kiedyś „czołowym uzbeckim kryminalistą” oraz oskarżył o handel heroiną. Teraz barwną galerię postaci uzupełnił Kremlow.

– Pokazaliśmy, że jesteśmy niezależni. Teraz musimy wykonać olbrzymią pracę, aby boks pozostał w programie igrzysk, ale mamy szersze plany. Musimy bronić naszych interesów. Nie powinniśmy mówić o sobie jako o boksie olimpijskim, tylko raczej o boksie IBA – zapowiada i choć próbuje podnosić gardę, to jego dyscyplinie grozi nokaut.