Gdy pod koniec września ubiegłego roku w Londynie Usyk, były absolutny czempion kategorii junior ciężkiej, pokonał pewnie Joshuę i odebrał mu tytuły IBF, WBA, WBO, uznano to za sporą niespodziankę. Dziś jest już wyraźnym faworytem bukmacherów, także większość ekspertów stawia na jego wygraną w Arabii Saudyjskiej.

Kiedy 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę, a Usyk szybko wrócił do domu z Londynu, gdzie negocjowano już warunki rewanżu, wydawało się, że tej walki nie będzie. Nowy mistrz wagi ciężkiej przywdział mundur i z bronią w ręku postanowił walczyć za ojczyznę.

Czytaj więcej

Legendarny bokser do Putina: Niech pan zatrzyma tę wojnę!

Wkrótce jednak temat rewanżu wrócił. Po rozmowach z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim Usyk uznał, że walcząc w ringu, może zrobić dużo dobrego dla tych wszystkich, którzy bronią Ukrainy. Wyjechał z kraju i wiele tygodni spędził w Dubaju, przygotowując się do starcia z Joshuą.

Ostatnio głośno było o tym, że zamierzał za własne pieniądze wykupić prawa telewizyjne do walki, by Ukraińcy nie musieli płacić za możliwość jej obejrzenia, ale ostatecznie Arabowie, właściciele praw, oddali je za darmo.

Szejkowie zagwarantowali około 80 mln dolarów, by móc zorganizować ten rewanż u siebie. Joshua ma dobre wspomnienia z Dżeddy. W grudniu 2019 roku odzyskał tam swoje mistrzowskie pasy, wygrywając na punkty z Andym Ruizem Jr., który sześć miesięcy wcześniej znokautował go w Nowym Jorku. Teraz też wierzy, że Arabia Saudyjska będzie dla niego szczęśliwa. Ale 35-letni Ukrainiec ulepiony jest z innej gliny niż Ruiz Jr, Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, który do drugiej walki z Joshuą nie przygotował się tak, jak powinien.

Dla Usyka rewanż z Joshuą będzie dopiero czwartym pojedynkiem w wadze ciężkiej. Wcześniej był wielkim mistrzem kategorii junior ciężkiej. Pierwszy z pasów (WBO) zdobył w Polsce, wygrywając we wrześniu 2016 roku z broniącym tytułu Krzysztofem Głowackim. Dwa lata później został zwycięzcą znakomicie obsadzonego turnieju World Boxing Super Series (WBSS), pokonując w Moskwie reprezentującego Rosję Murata Gasijewa, i wszystkie cztery, prestiżowe pasy, należały już do niego.

Wtedy po raz pierwszy powiedział, że przenosi się do królewskiej kategorii, by utrzeć nosa olbrzymom. Sam nie jest ułomkiem, mierzy 191 cm, waży dobre sto kilogramów, ale tacy jak Tyson Fury czy Joshua są więksi i ciężsi.

33-letni Joshua, syn nigeryjskich emigrantów, chyba nie dopuszczał myśli, że może przegrać z kimś z niższej kategorii. W 2012 roku w Londynie zdobył złoty medal olimpijski w wadze superciężkiej (+91 kg), a Usyk w ciężkiej (91 kg).

Usyk zaczynał od kat. średniej (75 kg), był złotym medalistą ME w półciężkiej (81 kg) i MŚ w 91 kg. Kiedy wygrywał z Głowackim w Ergo Arenie, Joshua miał już pas IBF najcięższej kategorii po znokautowaniu Charlesa Martina.

Usyk dorastał w cieniu wielkich ukraińskich mistrzów pięści, braci Witalija i Władimira Kliczków, a później swego przyjaciela Wasyla Łomaczenki. Dziś wychodzi w tej niezwykłej rywalizacji na prowadzenie.

W jego walkach nie ma złej krwi. Do rywali odnosi się z szacunkiem – podobnie zresztą jak Joshua – nie szuka skandali. Jest spokojny, pewny siebie, mocno uduchowiony, takim go zapamiętaliśmy z konferencji prasowej w Warszawie, sześć lat temu.

Obaj świetnie grali w piłkę nożną. Joshua jako młody chłopak biegał 100 m w 11 sekund. Rękawice bokserskie założył, mając 18 lat, a trzy lata później w Baku był już wicemistrzem świata, przegrywając finał jednym punktem z reprezentującym Azerbejdżan Magomedrasulem Medżidowem.

Aleksander Krasiuk, ukraiński menedżer Usyka, jest przekonany, że rewanż będzie trudniejszy niż pierwsza walka na stadionie Tottenhamu.

– Joshua zaatakuje, będzie chciał Ołeksandra zniszczyć w pierwszej fazie walki, ale go nie złamie, bo Usyka nie można złamać – twierdzi Krasiuk.

Brytyjczyk przygotowywał się do rewanżu z nowym trenerem, Robertem Garcią. Amerykanin meksykańskiego pochodzenia to były zawodowy mistrz świata, a od lat szkoleniowiec z sukcesami. Z pewnością nie będzie poklepywał Anthony’ego po plecach, gdy zwycięstwo zacznie się oddalać, tak jak było w pierwszej walce. Ale sam z Usykiem nie wygra. Jeśli Joshua nie uwierzy, że to możliwe, to przegra raz jeszcze.

Jego słów, że gdyby Ukrainiec nie był leworęczny, to poradziłby sobie bez problemu, nie można traktować poważnie. Nie w tym rzecz. Joshua wygrywał ze znakomitymi mańkutami, wie, jak z nimi boksować, ale wielkość Usyka nie polega tylko na odwrotnej pozycji. To Pan Bokser, jak zwykł mawiać Dariusz Michalczewski, elita tego fachu, pięściarz kompletny. Wspaniały technik i taktyk, do tego twardy mentalnie. Ma charakter mistrza, dlatego wygrywa.

Joshua szanse na zwycięstwo będzie miał tylko wtedy, gdy podejmie ryzyko. Tyle że taki atak, jeśli spotka się ze skuteczną odpowiedzią, zrodzi bolesne konsekwencje. Jak Usyk skontruje, to Joshua będzie miał problem. Wygląda jednak na to, że innej drogi w tym królewskim pojedynku nie ma. Dlatego ten rewanż jest tak intrygujący, bo nic nie jest w nim do końca pewne.

Galę z Arabii Saudyjskiej pokaże DAZN, również z polskim komentarzem. Początek transmisji w sobotę o godz. 19.00.