Wilder zaczął bardzo agresywnie, licznymi ciosami na korpus rywala. "Gypsy king" z kolei starał się zachować spokój, czekając na swoją szansę. W drugiej rundzie Fury nieco się rozkręcił, ale w ringu było więcej "brudnego" boksu i klinczu. Brytyjczyk zdołał kilka razy trafić przeciwnika - pisze Onet.

W trzeciej rundzie najpierw Wilder kilka razy niebezpiecznie trafił Brytyjczyka, ale wkrótce posłał go na deski. Wydawało się, że to początek końca Amerykanina. Fury nie rzucił się w czwartym starciu od pierwszych sekund, zachowując zimną krew, starał się narzucić swoje tempo. Wilder wrócił do żywych i trafił Tysona mocnym ciosem. Po chwili Brytyjczyk znów leżał na deskach. "Króla cyganów" od porażki uchronił gong.

Czytaj więcej

Tyson Fury (z lewej) i Deontay Wilder w Las Vegas
Walka Fury - Wilder. Na polu minowym

Potem "Bronze bomber" agresywnie ruszył na Fury'ego. W siódmej rundzie ponownie było blisko, aby Amerykanin wylądował na deskach. Natarcia Tysona Fury'ego były bardzo stanowcze. Z kolei "Bronze bomber" z minuty na minutę słabł fizycznie. Przed wejściem do dziewiątej odsłony w narożniku Amerykanina zjawił się lekarz, po chwili konsultacji pozwolił mu dalej uczestniczyć w walce.

W dziesiątej rundzie "Gypsy king" trafił rywala obszernym prawym. Ten padł na kolana, a sędzia musiał go liczyć. Fury postanowił, że to czas na wykończenie przeciwnika, ale Wilder utrzymywał się na nogach. W ostatnich sekundach zepchnął Brytyjczyka do głębokiej defensywy.

Przyszedł czas na starcia mistrzowskie. Osłabiony kondycyjnie Amerykanin ledwie utrzymywał się na nogach, co wykorzystał Tyson Fury. Po upadku w 11. rundzie Wilder już nie wstał, a arbiter zakończył pojedynek.

We wcześniejszej walce podczas gali w Las Vegas boksujący w wadze ciężkiej Adam Kownacki (20-2, 15 KO) po raz drugi w karierze przegrał przed czasem z Finem Robertem Heleniusem (31-3, 20 KO). Walka została przerwana w szóstej rundzie.