Rzeczpospolita: Jeszcze nie tak dawno temu mówił pan o zakończeniu kariery, a teraz znów pojawia się szansa walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Jeśli pokona pan Jarrella Millera, to 15 grudnia pan, a nie on, zmierzy się z Portorykańczykiem Fresem Oquendo. Stawką będzie pas regularny WBA w wadze ciężkiej.

Tomasz Adamek: Właśnie to potwierdzono. Mam nadzieję, że wykorzystam szansę, ale to nie ja piszę scenariusze.

Inne zdanie w tej kwestii ma pański rywal. Znacznie młodszy „Big Baby" twierdzi, że szybko pana znokautuje i usunie z drogi, która wiedzie na szczyt wagi ciężkiej.

To, co Miller mówi, nie ma żadnego znaczenia. Słowami nie wygrywa się walk. Zobaczymy, co pokaże w ringu. Jego teksty nie robią na mnie wrażenia, zbyt długo walczę, spotykałem różnych przeciwników. Jedni gadali więcej, inni mniej, liczyło się tylko to, co prezentowali, gdy zabrzmiał pierwszy gong.

Pański trener Gus Curren twierdzi, że Adamek może walczyć z każdym...

Całe życie tak było, i nic się nie zmieniło. Nikogo się nie bałem, przed nikim nie uciekałem. Tak jest i teraz.

Z tak ciężkim rywalem pan jednak jeszcze nie walczył. Miller będzie ważył 30 kg więcej niż pan. A mimo tej wagi dobrze się rusza, zadaje mnóstwo ciosów i ma świetną kondycję.

Walczyłem z różnymi rywalami – większymi, mniejszymi, cięższymi i lżejszymi. Ten faktycznie wniesie do ringu sporo kilogramów, ale ja będę szybszy. I myślę że bez problemów wytrzymam 12 rund.

30-letni Miller jest czołowym zawodnikiem wagi ciężkiej. Z Fredem Kassim, z którym pan wygrał na punkty, rozprawił się szybko. Przed czasem pokonał też Mariusza Wacha i Geralda Washingtona. Ostatni rywal, Francuz Johann Duhaupas nie dał się wprawdzie znokautować, ale przegrał wyraźnie.

Takie porównania nie mają większego sensu. Miller w walce z Wachem nic specjalnego nie pokazał, Mariusz doznał kontuzji i został poddany, taka jest prawda. Powiedzmy, że wiem, czego się po Millerze spodziewać i jak z nim walczyć. Ale ja nigdy niczego nie obiecuję, bo wiem, że decyzje i tak zapadają tam, na górze.

Nie miał pan wątpliwości, by się zgodzić na walkę z Millerem? Nie pomyślał pan, że ryzyko jest zbyt duże?

Zgodziłem się szybko. „Zróbmy to" – odpowiedziałem. Trener Curren też zapalił się do tej propozycji od razu. Jest przekonany, że dam radę. Wiele będzie zależeć od mojej dyspozycji w sobotę. Gdy w dniu walki wstanę rano, będę już wiedział, czy jest tak, jak powinno być. Podczas przygotowań w Vero Beach zrobiliśmy wszystko, by mieć kondycję nie na 12, a na 15 rund. Nastawiam się na trudny pojedynek, w którym decydująca powinna być moja szybkość.

Miał pan bardzo dobrych i znanych sparingpartnerów, Bryanta Jenningsa i Bermane'a Stiverne'a. Obaj walczyli o mistrzostwo świata, obaj mają duże doświadczenie. To był dobry pomysł, by ich zaprosić na Florydę ?

Jestem z tych sparingów bardzo zadowolony. Jennings cały czas szedł do przodu, wywierał presję, tak jak to robi Miller. Stiverne też zmusił mnie do wielkiego wysiłku i był bardzo przydatny. Obaj zrobili naprawdę dobrą robotę.

Który mocniej bije?

Stiverne – większy, wolniejszy, ale jego ciosy mają wymowę.

Mówił pan w wywiadach, że był to chyba najcięższy obóz w pańskiej karierze.

Tak było. Lato na Florydzie jest bardzo gorące i wilgotne. A doktor Jakub Chycki i Gus Curren mnie nie oszczędzali. Na szczęście przyleciałem do Vero Beach w naprawdę niezłej dyspozycji, rozpoczynaliśmy przygotowania z jeszcze wyższego pułapu niż do ostatniej walki z Joeyem Abellem. Byłem gotowy na taki wysiłek.

Wraca pan po dziesięciu latach do Chicago. Stoczył pan w tym mieście trzy wygrane walki – dwie mistrzowskie z Australijczykiem Paulem Briggsem i trzecią z Amerykaninem Garym Gomezem, już w wadze junior ciężkiej.

Tej pierwszej, w 2005 r., nigdy nie zapomnę. Prawie 12 rund biłem się ze złamanym nosem. Kontuzji doznałem podczas przygotowań, powinienem ten pojedynek odwołać, ale stawką był pas WBC w wadze półciężkiej, wiedziałem, że taka okazja może się nie powtórzyć.

Żona przyleci do Chicago?

Trudno powiedzieć, raczej nie, choć nigdy nie wiadomo. Wiem tylko, że się denerwuje, więc lepiej niech zostanie w domu i tam modli się o mnie.

A Ziggy Rozalski, który tyle lat pomagał panu w karierze ?

Powiedział, że będzie się modlił, ale to nie na jego nerwy, by oglądać pojedynek z bliska. Od dawna radzi bym zakończył karierę. Powtarza: „Masz rodzinę, pieniądze, po co ryzykujesz?". Ale ja czuję, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Nie zamierzam jednak walczyć w nieskończoność, jeszcze jedna, dwie walki i zawieszam rękawice na kołku.

Na koniec – jak zdrowie przed walką?

Odpukać, mam mocny organizm, tak jak nerwy. To widać dar od Boga, że kontuzje mnie omijają, a stres mnie nie spala. Najważniejsze, że moje akumulatory są solidnie naładowane. Taktyka zakłada, że będę od Millera szybszy i wystarczy mi sił do końcowego gongu. W sobotę chcę pokazać góralskie serce i wygrać tak, by sędziowie nie mieli wątpliwości.

Walka Adamek – Miller w Polsacie Sport (początek gali z Chicago od 1.00 w nocy z soboty na niedzielę)