To suma gwarantowana, wypłata będzie zapewne większa. Kontrakt z platformą internetową DAZN na najbliższe pięć lat podpisał Oscar De La Hoya, szef firmy Golden Boy Promotions, która promuje Alvareza.

Wcześniej na osiem lat z DAZN związał się angielski promotor Eddie Hearn, który ma w swojej grupie mistrza wagi ciężkiej Anthony’ego Joshuę. Ale nie tylko. Dysponując miliardem dolarów – na tyle opiewa kontrakt – Hearn może skusić każdego. No prawie każdego, bo wciąż znaczące argumenty w swoich rękach ma 86-letni Bob Arum, związany z telewizją ESPN.

Wygląda więc na to, że internet i telewizje otwarte to przyszłość boksu. Płatna telewizja HBO ostatnio ogłosiła, że kończy pokazywanie zawodowych walk bokserskich. A przecież wszystko co najważniejsze w ostatnich kilku dekadach związane jest z tą stacją. Bardzo prawdopodobne, że w przyszłym roku podobną decyzję podejmie Showtime. Tak twierdzi Arum, dinozaur na rynku bokserskim, a on wie, co mówi.

Ale to może być dobry sygnał dla zawodowego boksu. Sumy, którymi w ostatnim czasie dysponował Al Haymon, a teraz Eddie Hearn, czy wzrastająca oglądalność walk na otwartych antenach telewizji Fox czy ESPN świadczą o tym, że kierunek jest właściwy.

Internet z kolei kusi ceną. Za niespełna 10 dol. miesięcznie można na platformie DAZN oglądać nie tylko zawodowy boks.

365 mln dol. za 11 walk dla Alvareza musi robić wrażenie. Ale 20 lat temu Evander Holyfield za rewanż z Mikiem Tysonem miał zagwarantowane 35 mln, a jego rywal tylko 5 mln mniej. Oscar De La Hoya za przegrany (niesłusznie) pojedynek z Felixem Trinidadem w 1999 roku otrzymał prawie 30 mln.

Dziś bardziej niż gigantyczne pieniądze dla Alvareza mogą szokować wypłaty za pojedyncze wydarzenia, takie jak walka Floyda Mayweathera Jr z Mannym Pacquiao, czy komiczny pojedynek Amerykanina z byłym już mistrzem MMA Conorem McGregorem. Mayweather Jr zarobił ponad pół miliarda dolarów i specjalnie się nie napracował. A to nie koniec tego cyrku.

Szykuje się jeszcze jeden skok na kasę, tym razem rywalem Mayweathera Jr będzie pochodzący z Dagestanu Rosjanin, Chabib Nurmagomiedow, inny mistrz MMA. Ostatnio było o nim głośno, bo sprał na kwaśne jabłko McGregora i wywołał w Las Vegas awanturę, która kosztować go będzie 2 mln dol. i dyskwalifikację. Jeśli dojdzie jednak do walki z Mayweatherem Jr (na zasadach bokserskich), to Nurmagomiedow przegra pierwszy raz w karierze, ale finansowe straty odrobi z nawiązką.

McGregor przegrał rok temu przed czasem z Mayweatherem Jr i zarobił 100 mln dol. Amerykanin skasował trzy razy więcej. Teraz jego honorarium też będzie dziewięciocyfrowe, choć wiadomo jak się ta zabawa skończy, ale pay-per-view za 100 dol. pójdzie jak woda.

W internecie walki Alvareza czy Joshui będą dziesięciokrotnie tańsze. Kontrakt Hearna z DAZN jest tak skonstruowany, że rocznie musi zorganizować po 16 gal w USA i Wielkiej Brytanii. Joshua to wisienka na torcie, walki z jego udziałem będą magnesem, ale angielski promotor, który jako pierwszy poszedł internetowym tropem, ma w swojej grupie coraz więcej znakomitych pięściarzy.

De La Hoya idzie podobną drogą. On też ma asa, jakim jest Alvarez. 28-letni Meksykanin walczy na zawodowych ringach od 13 lat, wygrał 53 walki, przegrał tylko raz, z Floydem Mayweatherem Jr. Dwukrotnie walczył z Giennadijem Gołowkinem, pierwszy pojedynek zremisował, drugi minimalnie wygrał i ma mistrzowskie pasy w wadze średniej.

Za Alvarezem jego rodacy pójdą w ogień, wykupią nie tylko bilety, ale też internetowe subskrypcje, właściciele DAZN mogą być więc spokojni, inwestycja zarówno w „Canelo” jak i w Eddiego Hearna z Anthonym Joshuą w pakiecie przyniesie spodziewane efekty.