Każdy z nich jest pięściarzem wybitnym i wyjątkowym zarazem. Można do tego grona dołączyć jeszcze Saula Alvareza czy Anthony'ego Joshuę, dodać kilka innych znakomitości zawodowych ringów, ale Usyk, Łomaczenko i Crawford zrobili najwięcej, by postawić ich na podium. Z powodzeniem można ich zamienić miejscami, w moim rankingu bez podziału na kategorie to Łomaczenko jest liderem.

Ukrainiec Ołeksandr Usyk wygrał w tym roku prestiżowy turniej Word Boxing Super Series (WBSS), deklasując w finale rosyjskiego króla nokautu Murata Gassijewa. Niewielu spodziewało się, że tak będzie wyglądał pojedynek w Moskwie.

Leworęczny Usyk zwykł powtarzać pytany o swoje atuty: nogi karmią wilka. I raz jeszcze pokazał w praktyce, że nikt w wadze junior ciężkiej (90,7 kg) nie ma takiej pracy nóg jak on. Jest po prostu nieuchwytny dla rywali, a Gassijew był kolejnym, który się o tym boleśnie przekonał. Usyk zunifikował wszystkie pasy (WBC, WBA, IBF, WBO) i został niekoronowanym królem tej kategorii.

Dwaj z Ukrainy

Kilka miesięcy później jako pierwszy w historii postawił je wszystkie na szali, walcząc w Manchesterze z Tonym Bellewem. Anglik zaczął wspaniale, ale tego dnia Usyk byłby nieosiągalny dla nikogo i w ósmej rundzie wygrał przez nokaut.

Czy Ukrainiec jest lepszy od Łomaczenki albo Crawforda? To pytanie bez odpowiedzi. Nie ta waga, inni rywale, ale poziom umiejętności i wrażenia artystyczne podobne.

Rodak Usyka i jego przyjaciel, także Ukrainiec, Wasyl Łomaczenko to też fenomen. 396 wygranych walk w amatorskiej karierze i tylko jedna porażka, w finale mistrzostw świata w Chicago (2007). Łomaczenko jest dwukrotnym mistrzem olimpijskim w wadze piórkowej (2008) i lekkiej (2012), dwukrotnym mistrzem świata i Europy.

Na zawodowych ringach ma już cztery pasy w trzech kategoriach wagowych (piórkowa, superpiórkowa, lekka). W tym roku znokautował znakomitego Jorge Linaresa z Wenezueli i został mistrzem wagi lekkiej, a niedawno pokonał Portorykańczyka Jose Pedrazę w starciu o kolejny pas w tej wadze.

Usyka i Łomaczenkę boksu uczył ojciec tego drugiego, Anatolij Łomaczenko. Dziś stoi tylko w narożniku swojego syna, ale doradza też Usykowi. Warto dodać, że w kadrze Ukrainy miał jeszcze jednego czempiona, Ołeksandra Gwozdyka, który ostatnio znokautował Adonisa Stevensona, odbierając mu nie tylko pas WBC w wadze półciężkiej, ale niestety również dużo zdrowia.

Usyk i Łomaczenko, co warto podkreślić, nie są kilerami, którzy budzą strach, tak jak swego czasu Mike Tyson. To artyści, którzy w ringu malują obrazy.

Wilder–Joshua: ?na to czeka świat

Amerykanin Terence Crawford też jest czarodziejem, nigdy nie wiadomo, co wymyśli. Ma tytuły w trzech wagach, jego walka z Łomaczenką byłaby w kategoriach sportowych takim wydarzeniem, jak kiedyś starcie Raya Sugara Leonarda z Thomasem Hearnsem.

Dzielą ich wprawdzie dwie kategorie, ale wielkim pięściarzom to nie przeszkadzało. Roberto Duran, mistrz wagi lekkiej, wygrywał z Sugarem Leonardem, mistrzem wagi półśredniej, a Shane Mosley z Oscarem de La Hoyą.

Dla Meksykanów brak na podium Saula Alvareza to zniewaga. Dla nich „Canelo" jest najlepszy, pokonał przecież Giennadija Gołowkina. Co do tego, że jest wybitnym mistrzem, zgoda, ale w tym roku stawiam go za Usykiem, Łomaczenką i Crawfordem.

Podobnie jest z Brytyjczykiem Anthonym Joshuą. Zwycięstwa z Josephem Parkerem i Aleksandrem Powietkinem to za mało, choć ten pierwszy, przystępując do walki z Joshuą na Wembley, był mistrzem WBO, a Rosjanin to przecież złoty medalista olimpijski oraz były amatorski i zawodowy mistrz świata.

Inny z czempionów wagi ciężkiej, Deontay Wilder, znokautował Kubańczyka Luisa Ortiza, sam będąc na skraju przepaści, i szczęśliwie zremisował z Tysonem Furym, który w ostatniej rundzie leżał wprawdzie bez czucia na deskach, ale wstał i jeszcze postraszył Amerykanina przed końcowym gongiem. Wilder, by zostać bokserem roku, musiałby wygrać z Joshuą. Na tę walkę czeka cały świat, ale najpierw będzie chyba rewanż z Furym.

Coraz więcej mistrzów zawodowego boksu pochodzi z postradzieckich krajów. Usyk i Łomaczenko to gwiazdy, Gwozdyk też ma ogromne możliwości. A przecież są jeszcze Artur Bietierbijew i Dmitrij Biwoł (obaj waga półciężka), Iwan Berinczyk i Kirył Relich (superlekka), Artiom Dalakian (musza) oraz całkiem spora grupa tych, którzy być może już w nadchodzącym roku będą na szczycie. W sobotę na ringu w Nowym Jorku szczęścia poszuka Matwiej Korobow, przed laty dwukrotny mistrz świata amatorów wagi średniej. Jego rywalem będzie Jermall Charlo, mistrz interim WBC.

Są jeszcze Giennadij Gołowkin czy Siergiej Kowaliow, którzy nie zamierzają godzić się z utratą królestwa, a że wciąż stać ich na wielkie, zwycięskie walki, to prawdopodobnie na tron wrócą.

Już bez Gmitruka

Dla Polaków to był średnio udany rok. W pełni zadowolony może być tylko Krzysztof Głowacki, który w drugiej edycji turnieju WBSS w wadze junior ciężkiej awansował do półfinału po wygranej z Rosjaninem Maksimem Własowem, zdobywając przy okazji pas interim WBO.

Dwa lata temu ten właściwy pas Głowacki stracił, przegrywając w trójmiejskiej Ergo Arenie z Usykiem. Ukrainiec pobił wtedy rekord Evandera Holyfielda, zdobywając tytuł w dziesiątej walce, szkoda tylko, że kosztem Głowackiego.

Inny z naszych „junior ciężkich" Mateusz Masternak miał mniej szczęścia W ramach tego samego turnieju WBSS stoczył świetny, wyrównany pojedynek z Kubańczykiem Yunierem Dorticosem, ale sędziowie nie byli mu przychylni.

Podobnie jak wiosną Maciejowi Sulęckiemu (waga średnia), który w Barclays Center w Nowym Jorku uległ nieznacznie Danielowi Jacobsowi. Kwestią czasu jest jednak jego walka o mistrzowski tytuł.

Niestety, w narożniku Sulęckiego nie będzie już Andrzeja Gmitruka, zmarłego nagle miesiąc temu. 67-letni Gmitruk był też trenerem Artura Szpilki oraz Izu Ugonoha, który niedawno związał się kontraktem promotorskim z Dariuszem Michalczewskim. Dziś Izu i Szpilka szukają nowego szkoleniowca, a Sulęcki już trenuje z Piotrem Wilczewskim, byłym zawodnikiem, a później asystentem Gmitruka.

Nr 1 – Kownacki

Trzeba też koniecznie wspomnieć o Kamilu Szeremecie, który efektownie sięgnął po tytuł mistrza Europy wagi średniej i w podobnym stylu go obronił, oraz o 42-letnim Tomaszu Adamku, jedynym polskim mistrzu świata dwóch kategorii. Adamek najpierw znokautował w Częstochowie Joeya Abella, a później w podobny sposób został potraktowany w Chicago przez Jarrella Millera, dobrego kolegę Adama Kownackiego, który wyrasta na nr 1 polskiej wagi ciężkiej.

Mieszkający w Nowym Jorku „Baby Face" jest w pierwszej dziesiątce najlepszych pięściarzy świata w tej kategorii, wygrał w tym roku z Gruzinem Iago Kiładze i byłym mistrzem WBO Charlesem Martinem, a przed nim styczniowy pojedynek z Geraldem Washingtonem, który w przypadku zwycięstwa wyniesie go w rankingach jeszcze wyżej.

To chyba właśnie Kownacki może dostarczyć nam w przyszłym roku największych emocji.