Rozmowa Miasta dla ludzi i dla klimatu

Jednym z rezultatów wdrażania koncepcji miasta 15-minutowego jest zanik rozwarstwienia społecznego, dotychczas te obszary były podzielone na miejsca dla bogatych i dla mniej zamożnych – mówi prof. Carlos Moreno, wykładowca na Sorbonie w Paryżu, twórca idei przekształcania przestrzeni miejskiej.

Publikacja: 16.10.2023 09:00

Rozmowa Miasta dla ludzi i dla klimatu

Foto: L. Hernandez EFE /PAP

Rozwiązaniom związanym ze zrównoważonym rozwojem ostatnio często zarzuca się to, że są drogie i wprowadzane bez konsultacji z ludźmi. Czy tego rodzaju kryzys dotyczy również idei miasta 15-minutowego?

Ta idea jest humanistyczną wizją zmiany naszych miast. Stawia na lokalność – lokalny biznes, lokalne aktywności, tereny zielone, edukację, służbę zdrowia i sport. A co za tym idzie – na zwiększoną interakcję między ludźmi. Chcemy tworzyć miasta policentryczne w przeciwieństwie od dominujących teraz, poodrywanych od siebie stref. To stało się już globalną ideą podchwyconą przez wielu burmistrzów z całego świata. Owszem, słyszałem o tym, że istnieją hałaśliwe, niewielkie grupki ludzi, które uważają, że 15-minutowe miasta to swego rodzaju kontynuacja lockdownu i ograniczenie swobody poruszania się. To oczywiście nieprawda. Natomiast większość, łącznie z burmistrzami przyklaskuje tej idei i po prostu ją wdraża. W najróżniejszych miejscach – Rzymie, Walencji, Paryżu, Seulu, w Ameryce Południowej i Afryce. Tak naprawdę tylko to ma znaczenie. Dotyczy to także niewielkich miast, na przykład polskiego Pleszewa, którego burmistrz Arkadiusz Ptak jest wielkim zwolennikiem „piętnastominutowości".

A jakie są realne rezultaty? Miasta się zmieniają?

Tak. W Paryżu powstały całe obszary zgodne z ideą miasta 15-minutowego. Są to obszary zapewniające mieszkańcom dostęp do różnych usług, gdzie ulice są oddane ludziom, a nie samochodom, gdzie istnieje dostęp do całego wachlarza edukacji. Są tam tereny zielone i specjalne, kameralne centra handlowe z lokalnymi sklepami. Takie centra są zresztą jednym z istotnych narzędzi realizacji idei miasta 15-minutowego, dają ludziom możliwość robienia zakupów na miejscu, bez konieczności wypraw do galerii. Zmieniliśmy też funkcje wielu budynków, dotychczas na przykład przeznaczonych wyłącznie na biura. Teraz mają funkcję hybrydową – oprócz biur są tam mieszkania, sklepy czy przestrzenie przeznaczone na treningi sportowe. Taka transformacja budynków zachodzi zresztą w wielu miastach. Jednym z rezultatów jest zanik rozwarstwienia społecznego, dotychczas te obszary były podzielone na miejsca dla bogatych i dla mniej zamożnych, dla różnych grup. Zmniejsza się też ruch samochodowy, gdyż wielu mieszkańców znajduje pracę na miejscu.

Jakich obszarów dotyczy możliwość takiej transformacji? Przedmieść?

Nie. Absolutnie wszystkich. Centrów, dzielnic centralnych, przedmieść. To idea otwarta. Oczywiście nie ziści się od razu, po wielu dekadach wprowadzania segmentacji w miastach. Ale ważne jest, żeby władze lokalne – i to już się dzieje w wielu przypadkach – myślały o tym tworząc plany zagospodarowania przestrzennego miasta. Na przykład w Paryżu uchwalono takie plany oparte o ideę miasta 15-minutowego. Podobnie w regionie Ile-de-France, Mediolanie, Bolonii, w Szkocji, w Buenos Aires i Mexico City. Niesłychanie istotna w tworzeniu 15-minutowego miasta jest właśnie ta przestrzenna mapa drogowa, nieraz z realizacją rozłożoną na wiele lat.

A jakie są podstawowe korzyści dla mieszkańców?

Przede wszystkim nie traci się paru godzin dziennie na dojazdy. Otwierają się możliwości wielu różnych aktywności w miejscach publicznych, także aktywności kulturalnych w miejscowych kinach i teatrach. Edukacja jest na miejscu. Praca też jest na miejscu, w lokalnych usługach ale także praca zdalna dzięki specjalnie tworzonym przestrzeniom coworkingowym. Ale najważniejszym zyskiem dla mieszkańców jest podniesienie się jakości życia. I to jest strategiczny cel realizacji idei miast 15-minutowych.

Ale to przecież normalne w dużych miastach, że istnieją kwartały artystyczne, muzealne, teatralne czy uniwersyteckie. Funkcjonują, są atrakcją mimo, że potrafią znajdować się daleko od siebie.

Musimy przeprowadzić rozgraniczenie między codziennymi aktywnościami mieszkańców, a aktywnościami, które można nazwać specjalnymi, niecodziennymi. To co chcemy wprowadzić w miastach 15-minutowych to właśnie usługi i aktywności takiego codziennego użytku. Ale nikomu nie przyjdzie do głowy żeby w każdym takim mieście budować szpital, kampus uniwersytecki czy duże muzeum. Tam mają być kawiarnie czy biblioteki służące do codziennej aktywności.

Kto zapłaci za przekształcanie przestrzeni miejskiej w miasta 15-minutowe?

Wbrew pozorom to nie jest takiego drogie. Całe założenie opiera się na przekształceniu istniejącej infrastruktury. Przez lata wielkie pieniądze były przeznaczane na budowę nowej infrastruktury, tymczasem trzeba wykorzystać to, co już istnieje.

Jak to zrobić?

Poprzez optymalizację tego, co mamy. Pierwszym krokiem do kreacji miasta 15-minutowego jest uświadomienie sobie potrzeb i konieczności zmian. Statystyki mówią, że w miastach przez 60 proc. czasu budynki są pozamykane. Nie istnieją w przestrzeni społecznej. A nawet kiedy są otwarte, dostępne to spełniają tylko jedną rolę, monokultury mieszkaniowej czy biurowej. Tymczasem trzeba wykorzystać wszystkie ich możliwości, także od strony biznesowej. We Francji obserwujemy, że galerie handlowe działające od lat na przedmieściach miast są przekształcane w wielofunkcyjne nieruchomości, zgodnie z koncepcją 15-minutowego miasta. Takie działanie jest cenne dla ochrony klimatu, ponieważ ogranicza strumień samochodów jeżdżących co weekend do tych miejsc. Projekty wcielające koncepcję 15-minutowego miasta powstają również w Polsce. Jednym z nich jest wielofunkcyjny Wilanów Park w Warszawie.

Ale część mieszkańców po prostu lubi chaos, hałas czy anonimowość wielkich miast. Czy miasta 15-minutowe są ofertą dla nich?

Ta idea oferuje miejsce dla każdego i każdej aktywności. Ale przecież ludzie są całkowicie wolni i mogą wybierać to, co im odpowiada. Tutaj nie ma i nie może być niczego obowiązkowego. A czy największym problem w dużych miastach nie jest posiadanie jakiegokolwiek lokum przy obecnych bardzo wysokich cenach? A kwestia 15-minutowego miasta ma drugo- czy trzeciorzędne znaczenie.

Tutaj kluczowe znaczenie ma polityka miast w zakresie mieszkań socjalnych i funkcjonowania rynku mieszkaniowego. Moim zdaniem poważnym problemem jest to, że wrażliwy rynek mieszkaniowy prawie w całości jest poddany komercyjnym prawom całego rynku nieruchomości. Ale miasta 15-minutowe są przede wszystkim elementem polityki publicznej. Dlatego na przykład w Paryżu postawiono wielki nacisk na mieszkania socjalne, ich budowę i pozyskiwanie. Dzieje się to przy jednoczesnym ograniczaniu stawek czynszu dla mieszkańców. Taką politykę stosują również inne miasta, również te bogate, jak Zurych. Tylko trzeba przy tym odejść od traktowania budownictwa socjalnego jako synonimu ubóstwa. To ma być i już się staje synonimem jakości życia, przełamaniem niemożności i segmentacji spowodowanej brakiem własnego lokum.

Rozwiązaniom związanym ze zrównoważonym rozwojem ostatnio często zarzuca się to, że są drogie i wprowadzane bez konsultacji z ludźmi. Czy tego rodzaju kryzys dotyczy również idei miasta 15-minutowego?

Ta idea jest humanistyczną wizją zmiany naszych miast. Stawia na lokalność – lokalny biznes, lokalne aktywności, tereny zielone, edukację, służbę zdrowia i sport. A co za tym idzie – na zwiększoną interakcję między ludźmi. Chcemy tworzyć miasta policentryczne w przeciwieństwie od dominujących teraz, poodrywanych od siebie stref. To stało się już globalną ideą podchwyconą przez wielu burmistrzów z całego świata. Owszem, słyszałem o tym, że istnieją hałaśliwe, niewielkie grupki ludzi, które uważają, że 15-minutowe miasta to swego rodzaju kontynuacja lockdownu i ograniczenie swobody poruszania się. To oczywiście nieprawda. Natomiast większość, łącznie z burmistrzami przyklaskuje tej idei i po prostu ją wdraża. W najróżniejszych miejscach – Rzymie, Walencji, Paryżu, Seulu, w Ameryce Południowej i Afryce. Tak naprawdę tylko to ma znaczenie. Dotyczy to także niewielkich miast, na przykład polskiego Pleszewa, którego burmistrz Arkadiusz Ptak jest wielkim zwolennikiem „piętnastominutowości".

Pozostało 82% artykułu
Biznes
Światłowodowe zyski Orange Polska dzielą analityków. Co planuje telekom?
Biznes
Subskrypcje i cyfryzacja wśród głównych trendów. Które firmy na tym zyskają?
Biznes
System kaucyjny oburza branżę odpadów. Ale inne zainteresowane firmy się cieszą
Biznes
Abonenci Orange płacą więcej, ale to nie wystarczyło. Jest decyzja zarządu
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Biznes
Dlaczego Wiz odrzucił ofertę Alphabetu wartą 23 mld dolarów?