fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

IPN czekają oszczędności

Łukasz Kamiński chciał ograniczyć liczbę prokuratorów.
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Michał Szułdrzyński
Z powodu przeprowadzki zamknięty będzie przez kilka miesięcy dostęp do akt – mówi Łukasz Kamiński.
Rz: Instytut czeka wkrótce przeprowadzka. Wiadomo już, kiedy nastąpi?
Łukasz Kamiński, prezes Instytutu Pamięci Narodowej: Do nowej siedziby będziemy się sukcesywnie przenosić w ostatnim kwartale tego roku. Natomiast archiwum w nowe miejsce trafi dopiero w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Przez kilka miesięcy nie będzie też działał system elektronicznego dostępu do archiwum, a dziś połowa akt udostępniana jest w postaci cyfrowej. Z akt korzystają wszystkie piony instytutu, nie tylko osoby zewnętrzne, na pewno więc będzie to spore utrudnienie. Nie unikniemy też oszczędności związanych z przeprowadzką, przede wszystkim w działalności edukacyjnej i wydawniczej.
Jaką kwotę Skarb Państwa przeznaczył na IPN w tym roku?
Budżet został zwiększony o prawie 10 proc. i wynosi 246 mln. zł. Większość nowych środków związana jest z budową budynku magazynowo-biurowego dla archiwum, bez którego nie będzie możliwe opuszczenie starej siedziby. Nastąpił też wzrost wydatków związanych z płacami prokuratorów, których pensje, w przeciwieństwie do płac urzędników, nie zostały zamrożone.
Na początku swojej kadencji zapowiadał pan zmiany w pionie prokuratorskim, a konkretnie ograniczenie liczby prokuratorów.
Deklarowałem, że widzę potrzebę zmian, przede wszystkim stopniowego dopasowywania liczby prokuratorów do liczby prowadzonych spraw. Trzeba jednak pamiętać, że pion prokuratorski funkcjonuje na podstawie ustawy o IPN i ustawy o prokuraturze. W 2010 roku nastąpiła głęboka reforma ustawy o prokuraturze, która ma też swoje konsekwencje dla instytutu. Zlikwidowano wówczas możliwość wnioskowania przez prezesa instytutu do prokuratora generalnego o przesunięcie prokuratora do prokuratury powszechnej. Instytut nie ma więc teraz żadnych narzędzi polityki kadrowej wobec prokuratorów.
Był pan jednak przeciwnikiem likwidacji pionu śledczego i przeniesienia prokuratorów IPN do prokuratury powszechnej?
Takie rozwiązania postulował prokurator generalny. Ja uważam, że ściganie zbrodni z przeszłości jest specyficznym i odrębnym działaniem. W latach 90., kiedy to prokuratura powszechna ścigała te zbrodnie, a przecież żyło wówczas więcej zarówno świadków, jak i ewentualnych oskarżonych, mieliśmy w ciągu dekady tylko 28 skazanych przez sądy za zbrodnie stalinowskie, nie było wtedy jeszcze pojęcia „zbrodnia komunistyczna". A gdy w następnej dekadzie zajął się tym Instytut Pamięci Narodowej, mamy już 450 oskarżonych i ponad 150 prawomocnie skazanych. Ten model okazał się więc bardziej skuteczny.
Identyfikacja ofiar stalinowskiego terroru to jeden z najważniejszych projektów, jakimi zajmuje się obecnie IPN. Czy może zabraknąć pieniędzy na finansowanie prac ekshumacyjnych na Powązkach?
Nie wyobrażam sobie, by mogło ich zabraknąć. Instytut razem z Radą Pamięci Walk i Męczeństwa finansuje część dotyczącą poszukiwań miejsc pochówku i prace ekshumacyjne. Badania genetyczne prowadzi przede wszystkim Pomorski Uniwersytet Medyczny, dotychczas finansując je głównie z własnych środków. Jest też możliwość składania darowizn, nawet drobnych kwot. Są one bardzo potrzebne, ponieważ badania genetyczne są drogie. Dotychczasowe prace na Powązkach w kwaterze „Łączka" kosztowały już kilkaset tysięcy złotych, za kilka tygodni rozpocznie się ich drugi etap.
Projekt ten ma też przeciwników, którzy kwestionują sens tych poszukiwań. Pytają, dlaczego publiczne pieniądze idą na poszukiwanie szczątków bohaterów prawicy?
Przede wszystkim tu nie chodzi o bohaterów tej czy innej strony współczesnego sporu politycznego, lecz o naszych wspólnych bohaterów narodowych. Wielu z nich od dawna ma swoje miejsce w podręcznikach historii. Za życia reprezentowali oni wszystkie główne nurty polskiego życia politycznego.
Komuniści nie tylko zabijali bohaterów Państwa Podziemnego i powojennej konspiracji, ale chcieli także, by zaginęła po nich wszelka pamięć, również w tym najbardziej dosłownym znaczeniu, czyli miejsce pochówku, ich groby. Jak możemy przejść do porządku nad tym, że bohaterowie naszej historii leżą w jakichś anonimowych dołach, czasem szambach? Kwatera na Powązkach, w której się teraz znajdują, przez lata była śmietnikiem. Byli chowani na śmietniku. To są szczątki Polskiego Państwa Podziemnego, leżą tam ludzie, którzy tworzyliby powojenne państwo, gdyby komuniści nie przyjęli władzy. To do ich marzeń o wolnej Polsce powinniśmy się odwoływać. Na szczęście głosy, które kwestionują zasadność projektu identyfikacji i szukania miejsc pochówku, są marginalne.
Niektórzy zidentyfikowani już bohaterowie byli chowani w mundurach Wehrmachtu.
Traktujemy to jako kolejne upokorzenie, któremu byli poddani. W więzieniu na Mokotowie wykonywano również egzekucje zbrodniarzy wojennych i liczyliśmy się z tym, że będziemy musieli oddzielać jednych od drugich. Zachowały się dokumenty mówiące o tym, że ciała większości nazistów były przede wszystkim oddawane do zakładu anatomii. W innych miejscach kraju, ale nie w Warszawie, zdarzało się, że ciała zamordowanych partyzantów również tam oddawano, tak było np. we Wrocławiu.
Jednak największym wyzwaniem dla IPN wydaje się w tym roku 70. rocznica zbrodni wołyńskiej.
To nie tylko wyzwanie dla instytutu, ale dla całego państwa i społeczeństwa. Wołyń ma nie tylko wymiar polsko-ukraiński, jest to także wewnętrzny polski problem. 70. rocznica jest sprzyjającą okazją, by spróbować go rozwiązać. Przez ostatnich 20 lat pamięć o tej zbrodni padała zbyt często ofiarą prób utrzymywania dobrych relacji z Ukrainą. Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że polityka ta zakończyła się niepowodzeniem. Relacje z Ukrainą nie są tak dobre, jak oczekiwano, a rodziny ofiar mają poczucie, że są zmarginalizowane, wypychane poza wspólną pamięć, boli je też np. wielka niechęć do używania słowa ludobójstwo przez polskich polityków. Na Ukrainie też nie odbyła się żadna społeczna dyskusja i zbrodnia ta jest większości ludzi nieznana.
Chcemy uczcić pamięć ofiar i przypomnieć historię. Przygotowujemy nowe wystawy, portal edukacyjny, szereg działań popularyzatorskich, w tym materiały dla nauczycieli. Z punktu widzenia nauczycieli jest to bardzo trudny temat, również ze względu na skalę i okrucieństwo popełnionej zbrodni. Nie jest łatwo o takich sprawach uczyć.
Zamierzamy też wspólnie z MSZ zorganizować objazd dla dziennikarzy z Ukrainy. Organizujemy także dużą konferencję, której patronuje prezydent. Będą w niej uczestniczyć także przedstawiciele strony ukraińskiej.
Czy zmiany polityczne na Ukrainie i zaangażowanie prezydenta Janukowycza np. w sprawę Bykowni – to oczywiście była zbrodnia stalinowska – dobrze rokuje w tej dotyczącej zbrodni wołyńskiej?
Zbrodnia wołyńska czy zbrodnie popełnione na innych terenach to są jednak przede wszystkim kwestie lokalne. Raczej więc nie odczuwamy pozytywnej zmiany w tym zakresie, łatwiej jest nam rozmawiać o innych wspólnych tematach, takich jak represje komunistyczne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA