fbTrack

Wiadomości

W kryzysie więcej ludzi ucieka w nałogi

Robert Rutkowski terapeuta uzależnień, przewodniczący Mazowieckiego Towarzystwa Rodzin i Przyjaciół Dzieci Uzależnionych „Powrót z U".
Rz: Czy zjawisko nałogowego hazardu narasta?
Robert Rutkowski: Tak, ponieważ nałogowych graczy przybywa wszędzie tam, gdzie się pojawia kryzys, a z nim np. strach i obawa przed brakiem pieniędzy czy utratą pracy. Tak było w Ameryce w 2008 r., kiedy zanotowano duży wzrost osób uzależnionych od hazardu. Podobnie jest u nas. Ludzie chcą pomnożyć oszczędności?
W nałogowym hazardzie nie chodzi o wygraną, tylko o to, żeby grać. Mechanizm jest podobny jak przy uzależnieniu od narkotyków, alkoholu, seksu. Nie rodzaj substancji jest ważny, ale przyjemność, którą dają. Które gry najbardziej wciągają? Wbrew pozorom wcale nie te z „najwyższej półki" w kasynach. Groźny jest ten rodzaj hazardu, który jest najbardziej powszechny. A więc automaty, jednoręcy bandyci. Kolorowe maszyny ustawione w niepozornych punktach. One najbardziej uzależniają, dlatego że chodzi o małe wygrane. A im wygrana mniejsza, tym mniejszy dyskomfort związany ze strachem w razie przegranej. To tak jak z papierosami. Każdy dostarcza maleńkiej przyjemności, i w efekcie nałogowiec wypala trzy paczki dziennie. Także w hazardzie człowiek powoli coraz silniej zanurza się w uzależnienie. Kiedy zabawa staje się groźna? Hazard czy alkohol nie są niebezpieczne same w sobie. Stają się takie dopiero w zetknięciu z naszymi kompleksami, deficytem czy fantazjami. Im ich więcej, tym większa potrzeba korzystania z takich protez jak hazard. Każda gra może być zabawą pod warunkiem, że nie jest traktowana jak lek na złe samopoczucie. Tym, którzy idą do kasyna się bawić, radzę przeznaczyć na grę określoną kwotę i ani złotówki więcej. Nieleczone uzależnienie zawsze kończy się źle? Niszczy życie hazardziście i jego rodzinie. Jeśli hazardzista wejdzie w etap, kiedy zastawia majątek, to nawet po terapii wychodzi z nałogu z dużo większym uszczerbkiem niż z uzależnienia z alkoholu czy heroiny. Miałem ok. 20-letniego pacjenta, który do kasyna jeździł dla zabawy. W jeden wieczór wygrał 500 tys. zł. Później potrzebował silniejszych bodźców i wszedł w grupę przestępczą. Nie dla pieniędzy, ale dla adrenaliny. Czy są jakieś sygnały alarmowe? Zanurzanie w nałóg następuje powoli i niezauważalnie. Sam grający zwykle nie jest w stanie dostrzec zmian. Hazard przy którym nie ma wyraźnych strat często trwa latami zanim wyjdzie na jaw. Jeden z moich pacjentów przez osiem lat oszukiwał żonę i grał nałogowo w automaty i zdrapki. Dopiero później zaczął mocniejszy kaliber. Rodzina powinna obserwować i starać się uświadomić nałóg i zmotywować do terapii. Czy są ludzie częściej wpadający w nałóg hazardu niż inni? Jest tu pełna demokracja. W szpony nałogu wpadają ludzie różnych zawodów, w różnym wieku. Biznesmeni, aktorzy, dziennikarze. Rodzice przyprowadzają uczniów i odwrotnie. Z moich obserwacji wynika, że kobiety uzależniają się rzadziej. Im większa samoświadomość, wgląd w siebie, tym człowiekowi łatwiej uchronić się przed uzależnieniem. Jak rodzina ma się zachować? Nie dawać pieniędzy, nie spłacać długów hazardzisty. Rodzina musi przejść wszystkie etapy: prosić, informować, motywować hazardzistę i uświadamiać mu, że coraz bardziej popada w uzależnienie. Nie atakować, bo nie ma lepszego powodu żeby się naćpać, napić czy odurzyć emocjami jeśli się ma poczucie winy. W psychologii istnieje taki mechanizm, że nienawidzimy tych, których krzywdzimy. Jakie są szanse na wyleczenie? Każdy uzależniony musi sobie odpowiedzieć, dlaczego gra czy pije. Jakie problemy chce sobie skompensować. Podstawą terapii jest prawdomówność, bez niej nikt nie wyjdzie z choroby. Czasem upadek: alkoholizm, hazard może być okazją do zbudowania od początku swojej tożsamości. To ciężka praca, ale daje szansę na lepsze życie. —Rozmawiała Grażyna Zawadka
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL