fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Ideologiczny kombajn

Wykład Zygmunta Baumana. Wśród organizatorów i słuchaczy – zasłuchani Cezary Michalski i Sławomir Sierakowski
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
„Krytyka Polityczna” nie prowadzi już kawiarni w centrum stolicy, ale za to otworzyła Instytut Studiów Zaawansowanych. Formalnie to kilkanaście naukowych seminariów, ale ich cel jest ideologiczny: szerzyć wśród młodych Polaków lewicowe poglądy
Pierwszy wykład zgromadził tłumy. – Miejsc już nie ma, trzeba oglądać na telebimie – słyszymy już na schodach kamienicy przy Foksal 16 w Warszawie. To nowa siedziba „Krytyki Politycznej". Na korytarzu tłum, młodzi i trochę starsi, zasiadają na podłodze, pod drzwiami, za stołem recepcji, pod półkami, na których stoją wydane przez „Krytykę" pisma Jacka Kuronia. Nawet na niewielkim stoliczku, gdzie rozłożono najnowszy numer „Repliki", pisma środowisk gejowskich, przysiadło kilka osób.

Do sali wykładowej trudno wetknąć palec, ta z telebimem też już jest wypełniona. Ale wprawne oko dostrzeże wśród słuchaczy znane twarze. Jest celebryta i showmen Kuba Wojewódzki, w pierwszym rzędzie zasiada publicysta „Krytyki Politycznej" Cezary Michalski. Na końcu sali w tłumie stoi nawet poseł Ruchu Palikota i działacz gejowski Robert Biedroń w nienagannie skrojonym garniturze, bo wyskoczył tylko na chwilę z sejmowego posiedzenia. – Wytrzyma pan tyle na nogach? – pyta posła stojący obok młodzian. – Wytrzymam, wytrzymam. Nogi mam mocne – deklaruje Biedroń.

Wykłady i kastety

Skąd te tłumy? To z okazji otwarcia powołanego przez „Krytykę Polityczną" Instytutu Studiów Zaawansowanych, które odbyło się 11 października. Z inauguracyjnym wykładem „Wyzwania stulecia" wystąpił prof. Zygmunt Bauman, jeden z najbardziej znanych polskich socjologów, twórca koncepcji postmodernizmu, ale też człowiek przywiązany do ideałów komunistycznych i socjalistycznych, wykładowca marksizmu, a po 1945 roku oficer Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i agent Informacji Wojskowej o pseudonimie „Semjon", który w wywiadach prasowych potrafi zestawić walkę komunistycznych władz z patriotycznym podziemiem po 1945 roku z toczoną dziś wojną z terroryzmem. (Wykład: od równości przez PKB po współpracę i konkurowanie ludzi między sobą. Tym razem nieco symbolicznie, trochę ponad pół godzinny, bo jak uprzedził profesor, z powodu kontuzji ręki nie mógł przygotować wystąpienia. – Zakładamy instytut! – przywitał uczestników spotkania Sławomir Sierakowski, założyciel i redaktor naczelny „Krytyki Politycznej" oraz prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, które to powołało Instytut Studiów Zaawansowanych. Sierakowski oficjalnie utrzymuje, że ma być to placówka ściśle naukowa. Powstała – jak twierdzi – gdy środowisko „Krytyki" uznało, że w Polsce mamy kryzys wyobraźni objawiający się tym, że nie powstają utopie. Dlatego też w nowo otwartym instytucie rozwijane mają być dowolnie abstrakcyjne pomysły.
Czy rzeczywiście jest szansa, żeby pojawiły się tam nowe, żywe idee? Dariusz Karłowicz, filozof, założyciel konserwatywnej „Teologii Politycznej", kibicuje każdej niezależnej inicjatywie. – Od lat czekam, by po lewej stronie zaczęło się dziać coś ciekawego. Na razie jednak to środowisko nie tworzy nic nowego, tylko kopiuje. Przyjdzie nam zaczekać, by zobaczyć, jak będzie działał instytut „Krytyki Politycznej", choć jej dotychczasowa działalność nie pozwala mi wierzyć, że tym razem będzie ona inna niż tylko radykalnie ideologiczna – mówi. I dodaje, że po 11 listopada 2011 roku, gdy w siedzibie „Krytyki" radykalni lewicowcy z niemieckiej Antify ukryli pałki, kastety i miotacze gazu, które posłużyły do atakowania grup rekonstrukcji historycznej, trudno mu na to środowisko nie patrzyć przez pryzmat tamtych wydarzeń.

Pod płaszczykiem nauki

Może właśnie z tego powodu – aby nie kojarzyć się z kastetami i lewackimi bojówkami – twórcy instytutu wybrali nazwę politycznie neutralną, nawiązującą do Institute for Advanced Study (IAS), niezależnej od władz amerykańskiej prywatnej placówki naukowej założonej w latach 30. w Princeton. – Nawiązanie do IAS jest świadome, choć zdajemy sobie sprawę, że trzeba będzie latami i dekadami pracować, żeby osiągnąć ten poziom. Ale podchodzimy do tego odważnie, dobrze znając takie instytucje. Sam odwiedziłem kilka z nich, m.in. w Princeton i Yale – mówi Sławomir Sierakowski i dodaje, że wielu naukowców z IAS zaangażowało się w inicjatywę „Krytyki". – Zaprzyjaźniony z nami jest chociażby prof. Michael Walzer, który zajmuje jedną z dwóch najbardziej prestiżowych funkcji w IAS w Princeton, a właśnie IAS Princeton uchodzi za niedościgniony wzorzec – przypomina.
Dariusz Karłowicz ma jednak wątpliwości, czy liderzy „Krytyki" nie przesadzili, nadając swojej placówce taką nazwę. – Nazywanie tego od razu Instytutem Studiów Zaawansowanych naraża go na śmieszność i ma raczej marketingowy wymiar – twierdzi.
Rzeczywiście, już dziś widać, że o ile amerykański IAS to placówka rzeczywiście naukowa, o tyle trudno się oprzeć wrażeniu, że polski instytut ma raczej służyć do propagowania jednej, w dodatku dość skrajnej, ideologii. W semestrze zimowym zaplanowano m.in. zajęcia feministki Agnieszki Graff o drugiej fali feminizmu, lewicowego polityka prof. Jerzego Hausnera o kulturze i rozwoju, filozofa i socjologa, specjalisty od postmodernizmu dr. Bartosza Kuźniarza o późnym marksizmie czy cykl wykładów artysty i filozofa, a prywatnie partnera piosenkarki Kory Jackowskiej, dr. Kamila Sipowicza, o psychodelikach w antropologii, kulturze, medycynie i filozofii.
Analiza tematów wykładów i osób wykładowców skłania Tomasza Terlikowskiego, filozofa i redaktora kwartalnika „Fronda", do tego, aby nie uważać tej inicjatywy za naukową. – Od dłuższego czasu lewica zawłaszcza naukę, ale to, co przygotowuje „Krytyka", to zwyczajna propaganda. Tu przecież chodzi o propagowanie lewicowych poglądów i robi się to pod płaszczykiem nauki – zauważa Terlikowski. Ale nie dziwi go, że na wykład do siedziby „Krytyki" przyszły tłumy młodych ludzi. – Jest zapotrzebowanie na takie spotkania i oni to wykorzystują.
Podobnie komentuje Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego: – Warszawa to prowincjonalne miasto, które ma ambicje bycia kosmopolitycznym. Do „Krytyki" się chodzi, bo ma szeroką ofertę, pozwala grzać się blaskiem wielkiego świata. Proponuje atrakcyjne spędzenie wolnego czasu, ale zarazem ideologicznie nasycone.
Aby zachęcić do uczestnictwa w swoich zajęciach nie tylko zdeklarowanych lewicowych radykałów, „Krytyka Polityczna" przygotowała dla studentów o bardziej umiarkowanych poglądach „marchewkę". Za uczestnictwo w niektórych seminariach słuchacze będą mogli otrzymywać punkty potrzebne do zaliczenia semestru na macierzystej uczelni. – Część z tych zajęć może być punktowanych w ramach systemu ECTS jako ogólnouniwersyteckie, jeśli wpisują się w pensum pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego – zdradza Sierakowski, ale zaraz dodaje: – Nie o dyplomy i punkty chodzi, tylko o to, czego można się tu nauczyć. Stawiamy na to, żeby były to porządne seminaria – zwraca uwagę.
Na punktach ECTS nie koniec. Już planowane są wspólne zajęcia z innymi instytucjami, w tym z jednostkami uniwersyteckimi, np. z wydziałem UW „Artes Liberales". Ale „Krytyka" ma jeszcze ambitniejsze plany. – Rozmawiamy z ekspertami Ministerstwa Nauki na temat tego, o jaki status powinniśmy się ubiegać – mówi Sierakowski. A to ma znaczenie, gdyby w przyszłości Instytut Studiów Zaawansowanych chciał pozyskiwać publiczne pieniądze na swoją działalność. W tej chwili dzięki grantowi amerykańskiej Open Society Fundations węgiersko-amerykańskiego finansisty George'a Sorosa (od lat sponsorującego różnego rodzaju lewicowe inicjatywy na całym świecie), ma zapewnione środki na najbliższe 5 lat. Może też rocznie opłacić 12 projektów badawczych zakończonych publikacją książkową. – Po prawej stronie brakuje tak dużych pieniędzy, jakimi dzięki wsparciu fundacji Sorosa dysponuje „Krytyka Polityczna" – komentuje z żalem Jan Filip Staniłko.

Pieniądze od Sorosa

Na ile opiewa grant dla instytutu „Krytyki"? – Kwoty finansowania z Open Society Fundations na instytut nie mogę podać i sam wyliczyć. Jest częścią szerszego grantu, który dostaliśmy na 5 lat, a przeznaczenie pozostałych środków wiąże się z kolejnymi przedsięwzięciami, o których damy znać wkrótce – zapowiada tajemniczo Sławomir Sierakowski.
Młodzi lewicowcy z „Krytyki Politycznej" mają pieniądze, więc mogą działać z dużym rozmachem. Na potrzeby instytutu „Krytyka" wynajęła oprócz dotychczasowych 500 mkw. w atrakcyjnej kamienicy na Foksal kolejne 145 mkw. Instytut ma już swoich stale wynagradzanych pracowników naukowych, a prowadzącym zajęcia wypłaca honoraria.
Jak przystało na instytut naukowy powołano radę, do której zostali zaproszeni znani profesorowie. Jest w niej niekojarzony z lewicą historyk, znawca Europy Wschodniej Timothy Snyder z Yale University, ale pełni tam rolę listka figowego. Przeważająca większość członków rady to zdeklarowani lewicowcy, m.in. Irena Grudzińska-Gross z Princeton University (współautorka „Złotych żniw", książki napisanej z byłym mężem Janem Tomaszem Grossem, w której zarzucono Polakom masowe okradanie zwłok Żydów pod wojnie), a także pisarka Olga Tokarczuk (związana z „Krytyką" i ze środowiskami polskich Zielonych) czy reżyserka Agnieszka Holland. – Ja jestem kojarzona z poglądami oraz wartościami lewicowymi i rzeczywiście bliżej mi do lewicy niż do prawicy w polskim wydaniu. Dlatego popieram „Krytykę Polityczną", która reprezentuje całe spectrum lewicowych poglądów: od Brzozowskiego, Kuronia, Havla do Żiżka i neomarksistów – tłumaczy nam Holland swój akces do rady. – Kryzys demokracji liberalnej jest wyraźny. Przyszedł czas refleksji, bo każdy chciałby zrozumieć, co się stało i dokąd zmierzamy. Jedni robią to z perspektywy prawicowej, a inni lewicowej – wyjaśnia.

Darmowi intelektualiści

Spore fundusze, którymi „Krytykę" obdarował Soros, pozwalają na zaproszenie do Warszawy naukowców o naprawdę dużych nazwiskach – a one mogą przyciągnąć do „Krytyki Politycznej" ludzi, którzy z czasem staną się nowymi adeptami radykalnie lewicowej ideologii. Tłum studentów, który zjawił się na inauguracyjnym wykładzie Baumana, nie krył zadowolenia, że będzie można za darmo uczestniczyć w spotkaniach ze znanymi intelektualistami. – Bardzo ciekawa oferta na jesień – mówi nam student filozofii Jakub Wencel. – W zasadzie nikt poza „Krytyką" nie proponuje ciekawych wykładów z takiej klasy osobistościami, na które byłby wolny wstęp – tłumaczy Wencel i dodaje, że do „Krytyki" przyszedł nie ze względu na lewicowe poglądy. – Nawet żałuję, że środowiska centrowe czy prawicowe niczego podobnego nie proponują.
Bauman ściągnął także młodych ludzi deklarujących przekonania raczej konserwatywne. – Jestem tu, bo ten instytut to świetny pomysł – mówi Emilia, studentka etnologii i antropologii kulturowej. – Nic dziwnego, że cieszy się wielkim zainteresowaniem, bo tu można spotkać się z intelektualistami z Princeton czy Yale. Nie pamiętam, kiedy ktoś taki był z wykładem na Uniwersytecie Warszawskim. Nie wspominając już o zaproszeniu prof. Baumana – entuzjazmuje się Emilia, sprawdzając w programie, komu przypadł następny wykład w „Krytyce".
– Przyszedłem tu dla prof. Baumana – tłumaczy z kolei Maciej, student nauk politycznych UW. – Wcześniej czytałem jego książki i byłem pod wrażeniem. Teraz chciałem posłuchać. Czy będę przychodził na kolejne wykłady? Nie sympatyzuję z „Krytyką", ale jeśli zostanie zaproszona ciekawa postać, to pewnie się pojawię.
Na seminaria zgłosiło się przeszło 600 osób. Przyjętych zostało nieco ponad 300. – Nie byliśmy pewni, z jakim zainteresowaniem spotka się nasza oferta. Ilość, a przede wszystkim jakość zgłoszeń, przerosła wszelkie nasze oczekiwania – cieszy się Sierakowski. Ze statystyk „Krytyki" wynika, że zgłoszenia wysłało 175 studentów polskich uczelni, 29 absolwentów uczelni zagranicznych, 167 doktorantów i doktorów, 31 przedstawicieli sektora pozarządowego oraz 20 posłów i pracowników administracji publicznej. Działaczy „Krytyki" cieszy także to, że przyciągają nie tylko osoby o lewicowych poglądach, ale i tych, którzy niekoniecznie sprzyjają wartościom lansowanym przez ich środowisko. Sierakowski zdaje sobie chyba sprawę, że łatka skrajnie lewicowej ideologii mogłaby odstraszać od instytutu, dlatego uparcie powtarza, że buduje „porządną instytucję naukowo-badawczą wolną od partyjnych czy politycznych zobowiązań". Deklaruje:  – Poglądy uczestników nas nie interesują. Nie będziemy nikogo na siłę przeciągać na lewą stronę. „Krytyka Polityczna" ma lewicową tożsamość, ale zawsze byliśmy ciekawi ludzi o innych poglądach. A ze względu na nasze zainteresowania religijnymi podstawami kultury, rozważamy dołączenie teologa do zespołu pracowników naukowych instytutu.

Głupszy od Baumana

Prawicowi konkurenci think tanku „Krytyki" nie potrafią odpowiedzieć tym samym. Kiedy w instytucie wykłada Bauman, to do Fundacji Republikańskiej zapraszany jest prof. Piotr Gliński, wytypowany przez PiS na premiera albo poseł tej partii Bolesław Piecha. Można jeszcze posłuchać prof. Jadwigi Staniszkis. – Słabi jesteście, przegrywacie z „Krytyką", jeśliby mierzyć popularność spotkań i ilość gości z zagranicy... – pytamy prowokacyjnie Krzysztofa Bosaka z Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej. – Nie zgadzam się z oceną, że środowiska konserwatywne nie zapraszają uznanych na świecie autorytetów – odpiera zarzuty Bosak. – Dopiero co byłem w Krakowie na wykładzie prof. Alejandro Chafuena, teoretyka wolnorynkowej myśli ekonomicznej z USA. Ostatnio zorganizowaliśmy spotkanie z prof. Andrew Michtą, dyrektorem warszawskiego biura The German Marshall Fund... – wylicza.
W końcu przyznaje jednak, że środowiskom prawicowym trudniej konkurować z „Krytyką Polityczną". – Po tamtej stronie mamy ideologiczny kombajn, tymczasem organizacji prawicowych jest wiele. Poza tym popularność swoich inicjatyw „Krytyka Polityczna" zawdzięcza także temu, że lewicowość jest chorobą wieku młodzieńczego  – tłumaczy się.
Choć krótkie wystąpienie Zygmunta Baumana nie wszystkim przypadło do gustu, to nie odstraszyło gości instytutu „Krytyki Politycznej". – Wykład inauguracyjny wypadł moim zdaniem słabo, ale mimo wszystko będę uczestniczył w kolejnych – zapowiada Kuba Wojewódzki, showman, który niedawno zasłynął z nieprzyzwoitych żarcików z Ukrainek. Wojewódzki deklaruje, że jest fanem „Krytyki". – Kibicuję tym środowiskom i mam nadzieję, że uda im się zrobić coś ciekawego, co będzie miało jakieś konsekwencje społeczne, a nawet polityczne – mówi.
Także poseł Ruchu Palikota Robert Biedroń zapowiada, że pojawi się na kolejnych odczytach. Żałuje, że na spotkaniu z Zygmuntem Baumanem nie było więcej jego kolegów z sejmowych ław. – Szkoda. Stale trzeba się dokształcać, tymczasem parlamentarzyści mają tendencję do myślenia, że wszystko wiedzą najlepiej – mówi z przekonaniem. I dodaje: – Ja dzięki wykładowi prof. Baumana zrozumiałem, że nie jestem najmądrzejszy na świecie. A przynajmniej, że nie jestem mądrzejszy od prof. Baumana.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA