fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prokuratura - kozioł ofiarny w sprawie Amber Gold

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Sprawa firmy Amber Gold pokazała, że prokuraturę zżera systemowy rak. To „statystyka” stawiająca ilość wyżej od jakości. Zbyt długie i wnikliwe zajmowanie się bardziej skomplikowaną kwestią często oznacza dla śledczego kłopoty - pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Co ma wspólnego afera Amber Gold ze sprawą dziecka, które zostało porzucone przez rodziców na lotnisku w Pyrzowicach, kiedy okazało się, że ma nieważny paszport? Wbrew pozorom sporo, jeżeli spojrzymy na sposób przedstawiania i komentowania tych spraw.
Po sprawie pyrzowickiej doszło do medialnego linczu na wyrodnej matce. Nikt nie wnikał w szczegóły tej historii i nie pytał o podstawowe fakty. To że owo „porzucenie" trwało zaledwie 4 minuty, a do czasu odebrania dziecka przez opiekunów matka nawet nie opuściła lotniska, przemilczano, pastwiąc się nad kobietą niemiłosiernie.
Dopiero przed kilkoma dniami jedna z wiodących stacji telewizyjnych, zresztą współsprawca tego całego zamieszania, pokazała, jak było naprawdę.

Co z fałszerstwem?

Podobny mechanizm zadziałał w sprawie spółki Amber Gold. Warto pamiętać, że potępieńczą salwę wystrzelił osobiście premier Donald Tusk, a podchwycili ją jego współpracownicy. Na to, aby odezwał się medialny chór, nie trzeba było długo czekać. Znani eksperci prawni i ekonomiczni oraz wtórujący im „ludzie mediów" szybko orzekli, że winne są sądy i prokuratura, które przez swoje niedbalstwo, skrajną głupotę i niekompetencję doprowadziły do tego, że osoba wielokrotnie karana mogła nadal uprawiać swój przestępczy proceder.
Postawmy sprawę jasno. O sprawie Amber Gold wciąż wiemy niewiele, a właściwie nie wiemy nic konkretnego. Właściwie znamy tylko mniej lub bardziej sensacyjne strzępy informacji. Dotychczas nikt - ani prokuratura, ani Komisja Nadzoru Finansowego, ani media - nie przedstawił bowiem rzetelnej analizy wyjaśniającej, jak wyglądał przestępczy proceder pana P., i na czym polegały jego mechanizmy.
Na pewno wiemy tylko jedno: pan P. ma postawionych sześć zarzutów, z których bodaj żaden nie dotyczy „oszustwa". Natomiast wśród nich, nie wiedzieć czemu, nie ma np. zarzutu posługiwania się sfałszowanymi dokumentami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - o co, jak pamiętamy, ABW oskarżało prezesa Amber Gold. Może więc sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, a publiczna wiedza na temat całej sprawy jest dotychczas wyjątkowo skąpa.

Nie ruszać filantropa

Prokuratorzy i sędziowie mają jednak ten problem, że - inaczej niż choćby KNF, której piarowcy szybko wykrzyczeli publicznie „to nie my" - nie są zdolni do szybkiej reakcji i obrony. Informacje, że winny temu, iż tysiące Polaków straciło pieniądze, nie jest sąd, któremu nie chciało się sprawdzić, czy pan P. był wcześniej karany - przebijały się wyjątkowo cicho i nieśmiało.
Dlaczego? Ano dlatego, że ów sąd nie tylko nie ma obowiązku, ale wręcz nie ma prawa weryfikowania takich informacji. Podobnie jak nie było podstaw do odwieszania wyroków pana P. Co dopiero w poniedziałek wyartykułował minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, który po kontroli w gdańskim sądzie przyznał, że nie istniała podstawa do odwieszenia większości wyroków prezesa Amber Gold Marcina P., ponieważ dotyczyły czynów popełnionych przed pierwszym skazaniem.
Dostało się też prokuraturze, która podobno zbyt pobłażliwie potraktowała sprawę Amber Gold i umorzyła ją, kiedy rozpaczliwe apele słała KNF. Pojawił się też zarzut ignorowania doniesień o braku rocznych sprawozdań finansowych Amber Gold - których (o czym należy pamiętać) nie składa także tysiące innych firm.
Oficjalnie nie zostały podane przyczyny, dlaczego prokuratorzy wtedy nie zajęli się sprawą. Można jednak przewidzieć, jaka byłaby reakcja wielu ekspertów, gdyby śledczy swego czasu zdecydowanie zajęli się biznesmenem i filantropem sponsorującym zoo oraz film o Lechu Wałęsie. Najpewniej podniosłaby się wrzawa, mówiono by o gnębieniu przedsiębiorców, a może nawet o politycznej zemście za wspieranie produkcji kontrowersyjnego filmu.

Tylko „statystyka"

Prokuratura ma odpowiednie środki i możliwości, aby bronić się przed tego typu zarzutami. Jednak w tym przypadku długo nie słyszeliśmy głosu Prokuratury Generalnej. Dlaczego była bierna?
Można się tylko domyślać, że spory wpływ na jej postawę miał systemowy rak, który zżera tę instytucję - o nazwie statystyka. To słowo klucz, gdy chodzi o ocenę pracy śledczych - im szybciej i więcej spraw jest załatwionych (np. napisanych aktów oskarżenia dotyczących pijanych rowerzystów), tym ocena wyższa.
Zbyt długie i ambitne zajmowanie się bardziej skomplikowaną kwestią (a sprawy gospodarcze do takich należą) może natomiast oznaczać dla prokuratora kłopoty. Na pewno nie będzie to odpowiadać przełożonym, którzy z efektywności swojej placówki muszą rozliczać się wyżej. A zbyt dużo ciągnących się, niezałatwionych spraw oznacza kłopoty - kontrole i wizytacje z Prokuratury Generalnej, której struktury statystyczno-nadzorcze są coraz silniejsze.
Sprawa Amber Gold pokazuje jaskrawo, do jakiego paradoksu prowadzi tak skonstruowany system. Dotyczący zresztą nie tylko prokuratorów, ale także sądów i policji. Dlatego resort sprawiedliwości powinien dziś intensywnie pracować nad zmianą tego chorego systemu, a nie nad tworzeniem jakiejś szybkiej, wymyślonej na potrzeby chwili, nowelizacji prawa.

Zmiana kursu

Na to chyba jednak nie ma co liczyć - legislacja w Polsce, zwłaszcza w społecznie wrażliwych sprawach takich jak przestępczość, ochrona zdrowia czy finanse, działa w dużej mierze na zasadzie wahadła. Jedno, dwa medialne wydarzenia mogą radykalnie zmienić politykę państwa wobec np. zasad transportu drogowego. Drastyczny wypadek drogowy powoduje wprowadzenie wyższych wymagań i rygorów wobec kierowców, a brutalny gwałt skutkuje pomysłem wprowadzenia surowszych kar dla gwałcicieli.
W tak medialnej sprawie jak Amber Gold także można spodziewać się zmiany przepisów. Jednym ze skutków może być również zmiana politycznego kursu państwa, która zapewne dotknie przedsiębiorców.
W ciągu ostatnich kilku lat wobec biznesu była prowadzona nieco bardziej liberalna polityka: zarówno jeśli chodzi o prowadzenie firm, jak i o ich odpowiedzialność w razie pojawienia się nieprawidłowości. Temu służyć miały m.in. ułatwienia przy rejestracji firm, zasada „jednego okienka", zastępowanie zaświadczeń oświadczeniami itp. A parę miesięcy temu państwo zdecydowało się na jeszcze poważniejszy krok: liberalizację polityki karnej wobec biznesu. Planowano usunąć 300 przepisów karnych, które odnosiły się do przedsiębiorców.
Pod wpływem tak głośnego wydarzenia, jakim jest sprawa Amber Gold, wahadło niestety może wychylić się w drugą stronę. Zamiast zmienić system działania wymiaru sprawiedliwości, rządzący wycofają się z deregulacji. Co nie ułatwi pracy prokuratorom i sędziom, nie powstrzyma oszustów - bo ci zawsze znajdą jakąś lukę - a skomplikuje życie ludziom biznesu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA