Sport

Powtórzyć radosną kąpiel sprzed lat

Mateusz Kusznierewicz (z prawej) i Dominik Życki – medalowa nadzieja na pożegnanie klasy Star
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Na igrzyskach w Weymouth zakończy się piękna epoka polskiego jachtingu - ostatni raz wystartuje Mateusz Kusznierewicz
Został 16 lat temu pierwszym polskim medalistą olimpijskim w żeglarstwie, od razu złotym. Jego sukces w zatoce Savannah przerastał wyobraźnię. 21-letni chłopak z Warszawy z uśmiechem na ustach wygrał regaty w najcięższej klasie jednoosobowej, na królewskim Finnie.
Amerykańscy dziennikarze pisali wówczas, że uratował olimpijski byt zasłużonej, ale niekiedy mało efektownej klasy, dziwili się, że jego takielunek kupiono z drugiej ręki dopiero parę miesięcy przed igrzyskami, że nigdy wcześniej nie pływał w Savannah, że cierpi na chorobę morską i że po czwartym wyścigu zgubił zegarek.

Radosna kąpiel

Natychmiast po powrocie z Atlanty podbił serca rodaków. Byli nawet tacy, którzy kupowali wysłużone Finny i próbowali nimi pływać na cześć mistrza. Stał się osobą publiczną, docenianą przez sponsorów, kochaną przez media.
Przede wszystkim udowodnił jednak, że w wyczynowym żeglarstwie przypadków nie ma - na kolejnych igrzyskach w Sydney (2000) był w Finnie czwarty (medal uciekł mu raczej ze względów logistycznych, niż czysto sportowych), w Atenach (2004) znów był na podium, tym razem na trzecim miejscu. Tamtą radosną kąpiel Polaka po ostatnim wyścigu długo pokazywano w powtórkach. Regularnie dokładał medale mistrzostw świata i Europy, sukcesy w Pucharze Świata oraz w roku 1999 tytuł Żeglarza Roku Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej (ISAF).

Przesiadka na Stara

W 2005 roku Kusznierewicz znalazł nowe wyzwanie - zmienił Finna na olimpijską klasę Star, też historyczną, też trudną, choć dwuoosobową. Z Dominikiem Życkim, niegdyś również finnistą, świetnym taktykiem i sprzętowcem (a także dziennikarzem) stworzyli parę, która dwa lata później miała już nr 1 rankingu ISAF, a w 2008 roku zdobyła złoty medal mistrzostw świata, co dało im prawo do zamiany czerwonej gwiazdy na żaglu na złotą. Podczas igrzysk w Pekinie (2008), a właściwie na burych wodach Morza Żółtego obok Qingdao zajęli czwarte miejsce, choć wygrali ostatni wyścig. Po czterech latach wracają na igrzyska jako mistrzowie Europy. Choć w ostatnich mistrzostwach świata poszło im gorzej ze względu na złamany maszt, wciąż są jedną z kilku par, które obok Brytyjczyków i Brazylijczyków wymienia się bez namysłu jako kandydatów do medali. Mając wsparcie trenerów Marka Gałkiewicza i Amerykanina Marka Reynoldsa (mistrza olimpijskiego w klasie Star z Barcelony i Sydney), mogą mierzyć w najwyższy cel. Mateusz Kusznierewicz z 2012 roku to wciąż ten sam duży mężczyzna z nieodłącznym uśmiechem i błyskiem w oku, ale już także mąż i ojciec, wszechstronny biznesmen (promocja i marketing, edukacja żeglarska, sprzedaż jachtów, hotelarstwo, usługi turystyczne), już nie warszawiak, tylko mieszkaniec Wybrzeża oraz twarz wielu kampanii promujących odpoczynek na wodzie, zwłaszcza w Gdańsku. Przez 20 lat żeglowania na olimpijskim poziomie (był w kadrze już w 1992 roku) pokazał, jak zostać modelowym polskim sportowcem nowych czasów, bez kompleksów wobec świata, z odwagą realizującym nowe pomysły, nawet jeśli ich koszty trzeba liczyć w setkach tysięcy złotych - nowa łódka Star kosztuje 70 tys. dolarów. Po igrzyskach Kusznierewicz na pewno nie zniknie z żeglarstwa, tylko zmieni łódkę na większą. Pomysły ma od dawna. Już słychać, że kuszą go regaty Sydney-Hobart, że ma inne projekty, które nie pozwolą o nim zapomnieć. Na razie jednak najważniejsze jest to, że od 29 lipca do 5 sierpnia na wodach olimpijskiego portu jachtowego w hrabstwie Dorset między Weymouth i Portland odbędzie się 11 wyścigów, które być może przeniosą polską załogę do historii żeglarstwa. Będą to także ostatnie regaty olimpijskie w klasie Star, która znika z programu igrzysk. W Weymouth Polacy pływali często, startowali i trenowali u brytyjskich wybrzeży kilka razy do roku. Lider drużyny przypomina, że lubi to miejsce, bo w 2000 roku był tam mistrzem świata w Finnie. Niemal zawsze są w tej okolicy dobre warunki do żeglowania, wiatr zwykle nie kaprysi i nie przesadza z siłą, choć Dominik Życki twierdzi, że dłuższych prognoz niż trzydniowe w Weymouth raczej słuchać nie należy. Pytany o olimpijskie szanse pozostałych Polaków Mateusz Kusznierewicz odpowiada, że Zofia Noceti-Klepacka w klasie RS:X to murowana kandydatka do złota. Wygrała regaty przedolimpijskie w Weymouth rok temu, była mistrzynią (2007) i wicemistrzynią świata (2011), więcej rekomendacji nie potrzeba. To jej trzecie igrzyska. W Pekinie była 7., w Atenach - 12. w klasie Mistral.

Pomóc Zuzi

To bardzo ciekawa postać w polskim żeglarstwie. Miłośniczka tatuażu, ma męża Lucio z Rosario, Argentyńczyka, który dla niej porzucił karierę żeglarską w klasie Laser i opiekuje się trzyletnim synem Marianem. Zofia Klepacka zaczynała od tytułu dziecięcej mistrzyni Warszawy w klasie Cadet, potem zobaczyła deskę z żaglem i już wiedziała, co będzie robić na wodzie. Była czterokrotną mistrzynią świata juniorek, talent miała oczywisty. W dorosłym sporcie przeszkody są wyższe, ale je także pokonuje. - Lubię pływać w Weymouth - mówi. W tle jej startu jest obiecana publicznie pomoc dla córeczki sąsiadów Zuzi, chorej na mukowiscydozę. Będzie medal, będzie licytacja i dochód na leczenie. Zofia Noceti-Klepacka była także prowadzącą program katolicki „Raj" w TVP, jest założycielką fundacji pomagającej chorym dzieciom. W kończącej żywot olimpijski windsurfingowej klasie RS:X wśród mężczyzn wystartuje Przemysław Miarczyński. Dla niego to może nie ostatnie igrzyska, jeśli zapowiadana zmiana specjalności na kitesurfing, czyli deskę z latawcem, wyjdzie mistrzowi Europy na dobre.

Pustki nie będzie

Miarczyński to też olimpijski weteran, świetny w PŚ i wielkich imprezach, ale na igrzyskach niespełniony. W klasie Mistral był ósmy i piąty, cztery lata temu w Pekinie w RS:X tylko 12., bo nie wiało tak mocno, jak lubi. - Jadę po złoto, jestem w stanie je zdobyć, innych obietnic nie warto składać - mówił niedawno „Rz" w Sopocie. Poza nimi są jeszcze Piotr Kula (klasa Finn), szósty w ostatnich mistrzostwach świata, Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar (klasa 470), Anna Weinzieher (Laser Radial), Kacper Ziemiński (Laser) oraz Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński (49er) - wszyscy już widoczni w Pucharze Świata, niektórzy z medalami największych imprez dla juniorów. Po Mateuszu Kusznierewiczu pustki nie będzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL