fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Grupa Voina-radykalny anarchizm sztuki

Alex Sarno-Plutser
materiały prasowe
- Myślę, że to wstyd, gdy artysta wymaga od państwa pieniędzy, chcąc, żeby go finansowano - powiedział Alex Plutser ideolog Voiny. Za artystą rozmawia Marcin S. Gołębiewski
Jaka jest historia Voiny?
Alex Plutser : Grupa została założona przez Olega Vorotnikova i Natalię Sokół w 2005 r. 24 czerwca 2006 r. ja, czyli Alex Plutser-Sarno, brałem udział w wystawie Dostoinstovo (Dostojeństwo) w Zverznevskim art – moskiewskim centrum sztuki. Tam poznałem się z Natalią Sokół (pseudonim ???????? - Dziecko) i z Olegiem Vorotnikowym. Zobacz galerię zdjęć
Od tego czasu nadano mi przydomek Plut, Stałem się głównym media–artystą grupy, autorem wielu koncepcji, tekstów i medialnej sztuki grupy. Na samym początku 2007 r. wybraliśmy nazwę - Voina. W 2009 r. z grupy został wydalony prowokator Peter Verzilov, który  od  tego czasu, zajmuje się plagiatowaniem wcześniej usłyszanych pomysłów Olega Vorotnikova.
W grudniu 2009 r. dołączył do nas Leonid Nikolaev, zwany Lenią Jebutnikiem, który stał się  głównym bohaterem naszych akcji. Skład: Plut, Vor, Dziecko i Lenia Jebutny  stanowią  ideologiczno– organizacyjną, niezmienną podstawę grupy.
Do naszych akcji dołączają wszyscy ci aktywiści, którzy chcą w nich uczestniczyć. Autorskie koncepcje wszystkich akcji w latach 2007-2012 zostały opracowane przez czterech ideologów grupy. Najlepsze akcje grupy Voina, w tym c..j na Litejnym Moście i Pałacowy zamach, zostały opracowane i zaprojektowane jako media – art przez tych czterech autorów.
Działalność grupy jest, zdaje się, nieco zróżnicowana. Jak  można podzielić aktywistów Voiny?
Ideologiczno-organizacyjny trzon grupy stanowią - Bop Dziecko, Lenia Jebutny i Plut. To oni realizują autorskie pomysły, koncepcje, rozwijają media-art. Istnieją także tzw. bojowe oddziały grupy, czyli aktywiści, którzy zapalili się tą czy inną ideą przyświecającą działaniom Voiny, wyrazili chęć współpracy i biorą udział w akcjach. Zazwyczaj ukrywają oni swoje imiona, żeby policja nie wpadła na ich trop. Otwarcie jako Voina pracujemy tylko w czwórkę.
Skład grup bojowych zmienia się zależnie od akcji, co spowodowane jest tym, że działania Voiny mają niezwykle różnorodny charakter  i  aktywiści na bieżąco decydują, w który projekt chcą się zaangażować. Niektórym może podobać się rysowanie c...a na moście, przewracanie samochodów policyjnych, innym nie. W ciągu ostatnich pięciu lat w akcjach Voiny uczestniczyło ponad 200 osób. W kampanii w obronie praw człowieka, akcje Voiny pod nazwą Wanted, w ciągu zaledwie kilku miesięcy przyciągnęły kilkudziesięciu aktywistów z różnych krajów z Europy, a nawet całe art-grupy, takie jak słynna Chim Pom (???-???), która wyruszyła ze mną do strefy radioaktywnych promieni Fukushima, aby przeprowadzić tam akcję.
Jak wygląda działalność Voiny od strony organizacyjnej?
Omówienie i przygotowanie akcji odbywa się w trybie poziomym - wolnej sieciowej organizacji. Każdy ma równe prawo głosu, ale podczas samej akcji, w warunkach politycznego nadzoru i ryzyka aresztowania, działa pionowy system sterowania. Wszyscy podlegają pod Natalię Sokół, ona wydaje rozkazy i koordynuje całą pracą w czasie akcji. To, że tak powiem, nasz głównodowodzący. W wojennych warunkach potrzebna jest żeńska dyscyplina, inaczej porażka będzie nieunikniona.
Z czym walczycie?
My walczymy z totalitarnym systemem władzy, z państwem policyjnym, z niszczeniem praw i wolności mieszkańców.
Jak oceniacie dotychczasowe działania?
Dużo pracujemy, staramy się realizować zadania jak najlepiej i to przynosi efekty. To oczywiście wiąże się z radością, satysfakcją.
Działania Voiny koncentrują się bardziej na przekazie artystycznym czy ideologicznym? Sztuka jest dla Was środkiem czy celem?
Generalnie sztukę tworzoną przez nas można nazwać społeczno-politycznym street artem. W obszarze naszych zainteresowań większą część zajmują kwestie społeczne, polityczne, więc naturalnym staje się, że właśnie to odzwierciedlamy w sztuce.
Angażujecie się we wszystkie akcje, do których zostajecie zaproszeni, czy macie może ściśle określoną skalę wartości, która każe wam odżegnywać się od pewnych projektów?
Nie, nie uczestniczymy we wszystkich projektach, do których jesteśmy zapraszani. Jeśli odmawiamy to właśnie najczęściej z przyczyn ideologicznych, cechuje nas dość surowe moralno-etyczne podejście do działania.
Ostatnio Artur Żmijewski zaprosił nas jako współpracowników do grona kuratorów tegorocznego biennale w Berlinie. Artur jest dobrym artystą i uczciwym człowiekiem. Z jego strony był to przede wszystkim szlachetny gest poparcia dla sztuki Olega i Natali, którzy są w Sankt Petersburgu poszukiwani, pozbawieni dokumentów, skonfiskowanych przez policję. Wiedział, że nie będą mogli prawdopodobnie przyjechać, to był z jego strony akt solidarności.
Z drugiej strony są tacy  jak ja aktywiści, którzy mają dokumenty, którzy mogliby przyjechać popracować na biennale, lecz my nie mogliśmy tego zrobić z powodu solidarności z Olegiem i Natalią. Byłoby dziwne, gdybyśmy spędzali miło czas w Berlinie, podczas gdy Oleg i Natalia w trudnych warunkach nadzoru próbują działać w Rosji.
A drugi powód jest bardziej prozaiczny. Nie pojedziemy do Berlina, po prostu dlatego, że nie mamy pieniędzy na wyjazd. Z powodów ideologicznych nie mogliśmy wziąć pieniędzy z Berlin Biennale na bilety, na hotel lub jakiekolwiek honoraria.
To byłoby nie do przyjęcia z moralnego i etycznego punktu widzenia.  A własnych pieniędzy na drogę po prostu nie mamy, więc jest mało prawdopodobne, abyśmy pojawili się w Berlinie nawet incognito, jako widzowie. Jako współkuratorzy Berlińskiego Biennale zaprosiliśmy wszystkich artystów protestu świata do wzięcia udziału w Biennale. Poprzez to chcieliśmy zniszczyć represywne, patriarchalne granice Biennale.
Co zadecydowało zatem o przyjeździe na Grolsch ArtBoom Festival w Krakowie?
ArtBoom, z mojego, subiektywnego punktu widzenia, to niekomercyjny festiwal, nie stawiający za wszelką cenę na gwiazdy oraz atrakcyjność.  Wszystko jest tu skromniejsze, mniej uwagi mass mediów, mniej niepotrzebnego PR. Można cicho i prawdziwie tworzyć street art. Dlatego przy wyborze między Berlinem i Krakowem wybrałem Kraków.  A w Berlinie i bez nas, zebrało się dużo światowych gwiazd sztuki. Myślę też, że to będzie lepsze dla reputacji  grupy.  Ci widzowie, którzy doceniają nasze akcje, zrozumieją mnie.
W jaki sposób definiujesz siebie? Czym zajmowałeś się przed założeniem Voiny, dużo się od tego czasu zmieniło?
W 1979 r. ukończyłem literacką szkołę w Moskwie.  Na początku 1980 r. służyłem w Armii Radzieckiej , we Flocie Północnej w Murmańsku.  W 1983 r. emigrowałem do Estonii. W 1992 r. ukończyłem studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Tartu w Estonii, pracowałem jako profesor w seminarium profesora Łotmana. Napisałem ponad 10 książek naukowych, to akademickie słowniki i encyklopedie, a także trzy książki o sztuce. Cztery moje książki zostały opublikowane: dwa tomy Wielkiego Rosyjskiego Słownika Frazeologicznego, Encyklopedia rosyjskiego pijaństwa i art projekt „Notes from Russia" .
Jako artysta pracuję od 20 lat, ostatnie 10 lat w gatunku radykalnego performance. Prowadzę autorski blog, celem którego jest kształtowanie świadomości obywatelskiej, wyrażanie jawnego sprzeciwu wobec łamania praw człowieka oraz dokumentacja działań Voiny.
Podobno mieliście w swoich szeregach zdrajcę?  Jakie szkody spowodował? O ile wiem dokonywał jakichś akcji, twierdząc, że to akcje Voiny?
Chodzi o cynicznego prowokatora i plagiatora Petera Verzilova, którego Oleg i Natalia wydalili z grupy jeszcze w 2009 r. za przekazanie policji aktywisty Alexandra Volodarskogo, który w wyniku tego spędził dwa miesiące w więzieniu, czekając na rozprawę, na której został pozbawiony wolności na rok.
W 2009 r. Verzilov próbował przekazać policji Olega i Natalię. W 2010 roku włamał się do garażu, gdzie mieszkała Natalia i Oleg. Skradł nie tylko całe archiwum grupy, ale także wszystkie rzeczy osobiste, nawet naszą bibliotekę (Olega i moją).  Wiedział o naszej zasadzie, że nigdy nie chodzimy na policję, ani nie piszemy skarg. Wiedział zatem, że  pozostanie bezkarny.
Po tym jak został wydalony z Voiny, pojawia się we wszystkich mediach, nazywając się przywódcą i założycielem Voiny, co oczywiście także jest kłamstwem. Minęły już 2 lata od wydalenia Petera z grupy, a on wciąż plagiatuje i kopiuje nasze idee. Teraz podróżuje z autorskimi akcjami Olega i Natalii po galeriach Europy, gdzie pokazuje je jako własne. Wszystkie dokładne i udokumentowane informacje o nim są na stronie plucer.livejournal.com, tam są informacje wszystkich naszych akcjach, inne są nam błędnie przypisywane.
Czy sztuka polityczna nie sprawia, że sztuka staje się jedynie komentarzem rzeczywistości?
Tworzymy sztukę polityczną. Polityka, protest i walka o prawo i wolność to tematy naszej sztuki. Ale jest to sztuka protestu, której nadano formę multimedialną i wizualną. Obecnie władza na całym świecie buduje państwa policyjne całkowicie zniewalające ludzi, niszczące prawo i wolności. W tym kontekście, sztuka protestu staje się maksymalnie ważna i aktualna. Można powiedzieć, że radykalno-prawicowa, faszyzująca polityka dramatycznie zwiększa rolę sztuki protestu.
Na początku czerwca, zdziwiony tym, że przyjedziesz do nas zamiast do Berlina na biennale, zapytałem czy czegoś wyjątkowego oczekujesz od tej wizyty. Odpowiedziałeś, że intuicyjnie czujesz, że tu zrobisz więcej. Co zatem zrobiłeś? Co ta wizyta dała tobie/Voinie/miastu/festiwalowi?
Berlińskie Biennale to potężna, komercyjna instytucja. To bardzo ważne i pożyteczne Biennale. Aczkolwiek dla artysty protestu – to śmierć. Jeżeli on zaczyna protestować nie na ulicach, ale w pawilonach Biennale, to ten protest automatycznie zamienia się w towar. Każda część Biennale jest częścią rynku sztuki. A naszym zadaniem jest nie pozwolić, aby rynek sztuki miał na nas wpływ.
Z tego powodu, biorąc udział w skromniejszym festiwalu w Krakowie, nie ryzykujemy tego, że nasz protest  zamieni się w produkt sztuki i zostanie uśmiercony. Dzięki Festiwalowi Grolsch ArtBoom mieliśmy możliwość efektywnego działania na ulicach Krakowa.
Dzięki waszemu zespołowi, czyli tym którzy, stworzyliśmy w Krakowie małą, ale znaczącą przestrzeń dla działań protestujących ulicznych artystów. Dzięki Wam mogliśmy wesprzeć aktywistów tkwiących w rosyjskich i białoruskich więzieniach, zwrócić uwagę na nich los. W naszych akcjach w Krakowie uczestniczyła Federacja Anarchistyczna Kraków, anarchistyczno-feministyczna organizacja Kikimora i Czarna Galicja.
Przeprowadziliśmy marsz ulicami miasta, aby wesprzeć więźniów politycznych i żądać uwolnienia:  Taisiyi Osipovej, Igora Berezjuka, Nikolaja Dedoka, Alexandra Frantskevicha, Ruslana Khubajev, Andrzeja Mazurka, Alexeya Olesinova, Igora Olinevicha, Artjoma Prokopenko, Mikhaila Pulina, Olgi Shalinej, Alexeya Sutugi, Pavla Syromolotova, Kirila Unchuka, Jevgenija Vskovicha, Pavla Zerebina, grupy Pussy Riot oraz wielu innych więźniów politycznych.
Wszystkie oskarżenia pod ich adresem zostały sfabrykowane przez władze Rosji i Białorusi. Co zaś tyczy się miasta, to  Festiwal Grolsch ArtBoom sprawia, że Kraków staje się ważnym i symbolicznie znaczącym miejscem na mapie świata sztuki.
Podczas akcji w Krakowie poznałeś anarchistów, którzy opowiedzieli tobie o problemach miasta, ale to jedno spojrzenie. Czy rozmawiałeś z tymi, którzy w mieście działają, budując płaszczyzny porozumień, pracują na rzecz rozwoju środowisk lokalnych? Z kim rozmawiałeś? Może z jakimś urzędnikiem bądź społecznym aktywista? Czy jednostronne spojrzenie na miasto nie sprawia ze jesteś mało wiarygodny?
Poglądy władzy miasta i oficjeli, nawet beze mnie, bez przerwy są przedstawiane w mass-mediach. A moim zadaniem jest dać szanse do wyrażenia swojej opinii tym, którzy nie mają dostępu do publicznych mediów, czyli anarchistom, socjalistom, feministkom i artystom niezależnym. Władze miejskie na całym świecie dysponują prawem legitymizowanej przemocy i nie pozwalają niezależnym, politycznym artystom, aby swobodnie pracowali. Tutaj także, w Krakowie nie ma równych praw ani dla politycznych aktywistów, ani dla protestujących artystów. Władze nie chcą ich słuchać i próbują zamknąć im usta. Nasze akcje pokazały, że wszystko wymaga proszenia o pozwolenie od policji i od władzy. To oni decydują, co może robić artysta, a czego nie może. Władze decydują co powinno być sztuką współczesną. Chociażby w filmie, który nakręciliśmy w Krakowie, rozpocząłem dyskusję między bohaterami mego filmu – anarchistami i tobą, Marcinie. I ty wniosłeś wiele słusznych uwag do tych zagadnień.
Ale zdajesz sobie sprawę, że Polska jest krajem demokratycznym, a jakiekolwiek porównania pomiędzy nią, a Rosja, czy Białorusią są dość absurdalne i narażają porównującego na miano demagoga?
Oczywiście istnieje fundamentalna różnica między Polską a Białorusią. Jeśli w Polsce prawa i wolność obywateli jest silnie ograniczana przez władzę, to na Białorusi te prawa już dawno nie istnieją. W Krakowie czy w Polsce nikt nie zamyka do więzień artystów za ich protestacyjną sztukę. I choć policja nie dała nam pełnej swobody i zatrzymywała nas na każdym kroku, to nikt nie został aresztowany, ani nawet wylegitymowany.
Jeśli Voina nie posiada struktury, to w jaki sposób można współpracować z tak dużą liczbą osób, tym bardziej, że część z was mieszka poza granicami albo ukrywa się w podziemiach Rosji z racji poszukiwań.
Zintegrowana wertykalnie i centralnie zarządzana struktura nie jest potrzebna, aby pracować. Potrzebna jest zgoda i oddolna inicjatywa. Nasz sposób pracy to sieć zorganizowana podobnie do Internetu.
Twoją inspiracją są też futuryści. Jakie są podobieństwa między Wami?
Futuryści, tak samo jak my, tworzyli kompletnie nową sztukę, ale aktywnie współpracowali z władzami po rewolucji. To ogromna różnica między nami. Dla nas niemożliwa jest współpraca z władzami i instytucjami artystycznymi w Rosji. Z racji tego, bliższa dla nas jest sztuka dadaistów. Oni wspierali radykalne innowacje i byli temu wierni do końca, tak jak my.
Co myślisz o rosyjskim street arcie? A co o zachodnim? Jaki jest do niego stosunek władzy?
W Rosji, rząd i policja po prostu o......i. Dlatego działalność jest tak bardzo skomplikowana. Oleg Vorotnikov, Natalia Sokół i Leonid Nikolaev pracują tam w głębokim podziemiu i stale ryzykują swoim życiem i wolnością. Dlatego też, sztuka protestu w Rosji jest interesująca i przynosi o wiele bardziej radykalne rezultaty. Ale w Europie, bastionie wolności, prawa i swobody obywatelskie formują się pod podkutymi butami reżimu policyjnego.
Każdego dnia działalność na ulicach innych miast staje się coraz bardziej niebezpieczna i interesująca. W Bukareszcie zostaliśmy aresztowani, w Tokio zatrzymani, w Barcelonie skonfiskowano nam banner mojej akcji Voina – Wanted ze zdjęciem Olega Vorotnikova. W Hiszpanii śledziła nas policja i chciała aresztować.
24 maja w Polsce obchodzony był "Dzień bez sztuki" – muzea i galerie były zamknięte przez jeden dzień - polscy artyści protestują przeciw małym płacom i braku funduszy od państwa na sztukę współczesną. Co sądzisz o takich akcjach?
Myślę, że to wstyd, gdy artysta wymaga od państwa pieniędzy, chcąc, żeby go finansowano. Na przykład, grupa Voina nie wydała ani kopiejki na żadną z akcji, jakie przeprowadziliśmy w Rosji. Artysta powinien jebać cały system władzy, a nie błagać ją o pieniądze.
Jaki jest Twój stosunek do pieniędzy w sztuce? Bez nich, jak się wydaje, niemożliwe jest życie, pracowanie, przygotowywanie akcji, drukowanie plakatów?
Można pracować bez żadnych pieniędzy. Czasami, oczywiście potrzebny jest sprzęt audio i video, ale zawsze można znaleźć uczciwego i niezależnego kuratora, który po przyjacielsku podaruje to co niezbędne. To dopuszczalne. Ale my nie przyjmujemy honorariów. A z kolei proszenie o pieniądze od władzy, to kompletna c.....a.
Pieniądze, które otrzymywaliście od państwa rosyjskiego przekazaliście dalej, na jaki cel? Na co poszły pieniądze otrzymane od Banksy'ego?
Pieniądze z państwowej nagrody, za innowację od Ministerstwa Kultury w całości przekazaliśmy organizacji praw człowieka, jako pomoc dla więźniów politycznych. Pozostawiliśmy im dowolność, a sami nawet nie dotknęliśmy tych pieniędzy. Pieniądze podarowane nam przez brytyjskiego street artowca Banksy'ego – 100 tysięcy dolarów - także przekazaliśmy na rzecz więźniów politycznych. Wszystkie przelewy są publikowane. Kontaktami z Banksym zajmuje się Natalia Sokół, a ja z Olegiem nie wydaliśmy żadnego centa dla siebie, tylko dla produkty żywnościowe dla więzionych w Rosji politycznych aktywistów.
Kiedy zaczęła się akcja Voina - Wanted? Kto organizacyjnie ja wsparł? Słyszałem ze m.in. Gerald Matt?
Akcja Voina – Wanted wystartowała w tamtym roku w Wiedniu, przy wsparciu Sidneya Odigana, kuratora festiwalu Black River. Zaraz po nim, bez zgody muzeum Kunsthalle, powiesiliśmy banner prawie na samej górze fasady, tuż nad portretem Salvadora Dali. Władze muzeum były lekko w.......e z powodu takiej arogancji. Kurator muzeum Catherine Hug nakazała jego zdjęcie, ale poprosiła także o pozwolenie dyrektora, Geralda Matta, który pozwolił nam wejść na dach muzeum i powiesić banner na samej górze.
Co dała akcja Voina - Wanted? Czy przypadkiem nie jest już teraz elementem twojej autopromocji?
Sławę grupie Voina przyniosły nasze radykalne akcje protestacyjne. Oleg i Lenya spędzili trzy i pół miesiąca w więzieniu w zeszłym roku, dopóki Banksy nie zapłacił za nich kaucji. Akcje, aresztowania, ucieczki przed policją, tortury i więzienia przyniosły nam sławę. Jeżeli siedzenie w więzieniu to autopromocja, to tortury i wyroki to także autopromocja.
Taisiya Osipova przebywa w więzieniu z powodu sfabrykowanego oskarżenia od 24 października 2010 r. A akcja Voina – Wanted to protest przeciwko pogwałcaniu prawa i wolności na Białorusi, w Rosji i na całym świecie. Sława grupy Voina daje nam możliwości, aby być słyszanym i głośno krzyczeć o aktywistach politycznych, którzy umierają w rosyjskich więzieniach.
Bierzesz pod uwagę ze w twoich działaniach, np. tu w Krakowie, świadomie, bądź nieświadomie wykorzystujesz ludzi do twoich celów. Nie mam na myśli organizatorów czy kuratorów, bo oni muszą brać pod uwagę taką sytuacje, ale np. Federacje Anarchistyczną, która z tobą działa, a ty przecież te działania dokumentujesz na własne potrzeby.
Wykorzystuję w swoich pracach politycznych aktywistów, a przede wszystkim anarchistów. My, grupy artystyczno-anarchistyczne i anarchiści, myślimy podobnie. Oni pomagają mi w moich działaniach, a ja pomagam im jak tylko mogę. Ja także chodziłem na ich akcje, robiąc dla nich dokumentacje filmową i fotograficzną. To równoprawna współpraca. Cel jest ogólny – walka o wolność dla wszystkich. Niezależni kuratorzy, tacy jak ty i twoja zona  również wspierają street art, a także aktywizm artystyczny. To szczera i odważna postawa.
Ktoś może nazwać cię cynicznym reżyserem większości wydarzeń w Krakowie.
My w dalszym ciągu będziemy cynicznie  korzystać z każdej  sposobności walki z władzą, zarówno tych legalnych, jak i nielegalnych.
Czym ryzykujesz ty sam?
Będąc w Europie ryzykuję niewiele. Codziennie śmiertelnie ryzykują Oleg Vorotnikov, Natalia Sokół i Leonid Nikolaev. O nich trzeba rozmawiać. Musimy im pomagać, jak tylko możemy.
Kto z polskich, czy krakowskich aktywistów zrobił na tobie największe wrażenie i dlaczego?
Bez Federacji Anarchistycznej Kraków nie zdążyłbym z pracą. Byli razem ze mną na Marszu Artystów. Chciałbym oddzielnie podziękować głównym bohaterom naszego filmu – Oldze i Aleksandrowi Łaniewskim oraz Iskrze.
Wielu ludzi uważa, że wasze prace nie są sztuką, ale aktami wandalizmu. Co definiuje zatem dzieło sztuki, nawet jeśli jest to akcja ?
Jeżeli świat rozpoznaje w nas artystów, to wszystko co robimy jest sztuką. Całe nasze życie. Nasza praca i życie stają się automatycznie symbolem sztuki dla widzów. Poza tym, wszystkie grupy zajmujące się sztuką multimedialną, starają się ją „ubrać" w radykalne formy. A krzyki o tym, że nasze prace nie są sztuką, tylko potwierdzają, że naprawdę nią są.
Jak według ciebie powinno wyglądać idealne społeczeństwo? Czy uważasz, że ludzie powinno organizować się w społeczeństwa?
Fakt sukcesu Internetu pokazał, że samoorganizująca się inicjatywa oddolna i sieciowo ukierunkowany model są efektywniejsze, niż autorytarny, centralnie sterowany model rządowy. W Internecie nie ma policji, władzy i represji. Anarchia i porządek rządzi w nim w równoprawnym, harmonijnym podziale 50 na 50. Chaos i porządek muszą swobodnie razem funkcjonować. Nie dla policji i władzy autorytarnej.
Jaka jest twoja odpowiedź, dla tych, którzy uważają, że anarchizm może doprowadzić do chaosu?
Anarchizm nie może doprowadzić do chaosu w negatywnym znaczeniu tego słowa. Anarchizm sprzeciwia się władzy. A autokratyczna władza tworzy piekło, chaos i masowe represje. Anarchizm prowadzi do pokoju, harmonii i wolności. Każdy wolny system sam się reguluje bez tortur i kar.
O grupie Voina po raz  pierwszy usłyszałem w 2009 r., w drugiej połowie 2011 r. postanowiłem zaprosić jej członków do Krakowa na Grolsch ArtBoom festiwal. Kilka tygodni później usłyszalem, ze Artur Żmijewski zaprosił Voine do współkuratorowania berlińskiego Biennale,  byłem pewny, ze względu na zbieżność terminów, że artyści nie przyjadą do Krakowa, tylko wybiorą Berlin. Stało się inaczej.
Przed spotkaniem w Krakowie z Alexem Plutserem - ideologiem Voiny, zapoznałem się w necie z wieloma informacjami na ich temat, głównie w prasie zachodniej i wschodniej.
Pytania  konsultowałem z Aneta Rostkowska z Krakowskiego Bunkra sztuki oraz z Sergeyem Shabohinem białoruskim artystą i aktywista, wydawcą internetowego pisma Art Aktyvist (tam też ukaże się przedruk tej rozmowy).
Zaproszenie Voiny było dla nas bardzo ważne, nie tylko ze względu na program samego festiwalu, ale także na to ze samo miasto od wielu lat działa na rzecz wolności artystów do ekspresji wypowiedzi ,m.in. poprzez nadawanie nagrody Sergia De Mello – Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ w Willi Decjusza, ale także poprzez Udział w International Cities of Refugees Network – gościmy tutaj Kareema Amera – egipskiego blogera.
Marcin S. Gołębiewski
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA