fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Mama, tata, gromadka dzieci i samorząd

Jerzy Haszczyński
Joanna Ćwiek
Już ponad 30 gmin w całej Polsce wprowadziło zniżki i ułatwienia dla rodzin mających więcej niż dwoje dzieci. A dochodzą kolejne
Mieć trójkę czy więcej dzieci to nie jest żadna patologia. A w rodzinę opłaca się zainwestować. Oczywiste? Dla wielu samorządów już tak, bo w przeciwieństwie do państwa na serio zabrały się do pomagania rodzinom wielodzietnym.
Opolski Sejmik Wojewódzki poparł właśnie pomysł wprowadzenia w regionie wielu rozwiązań prorodzinnych, co nazwał Specjalną Strefą Demograficzną. To pierwsza taka inicjatywa dotycząca całego województwa. Już dziś jednak w wielu miastach rodzice trojga czy więcej dzieci oszczędzają dzięki samorządowcom po kilkaset złotych miesięcznie, mając tańsze lub wręcz darmowe przejazdy komunikacją miejską, bilety na basen czy do kina. Tak jest w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, ale i w mniejszych gminach, jak Grodzisk Mazowiecki.

Pierwszy był Wrocław

Najczęściej stosowanym rozwiązaniem są karty dużej rodziny, które dają im specjalne uprawnienia. To pomysł zaczerpnięty z Zachodu. Pierwsza taka karta została wprowadzona we Francji w 1921 r.
Obowiązują w całym kraju, jak we Francji, Hiszpanii czy Belgii, w regionie lub województwie, jak w Austrii, czy tylko w konkretnym mieście, co jest rozwiązaniem włoskim.
W Polsce pierwszy był w 2005 r. Wrocław ze swoją kartą „Rodzina plus". Wrocławianki rodziły tak mało dzieci, że nie było mowy nawet o prostej zastępowalności pokoleń. Aż 22 proc. rodzin wielodzietnich wymagało zaś wsparcia ze strony pomocy społecznej. – Chcieliśmy przełamać zły stereotyp, że rodzina wielodzietna to ubóstwo i patologia – mówi Anna Bytońska z wrocławskiego Urzędu Miejskiego.
W programie uczestniczy obecnie 6368 rodziców i opiekunów prawnych oraz 11 282 dzieci. Z kartą mają ulgowe lub bezpłatne bilety na komunikację miejską, do kin, teatrów, muzeów, aquaparku i kąpielisk, na badania i zajęcia rehabilitacyjne oraz szczepienia, warsztaty itd.
– Polityka prorodzinna to jednak nie tylko programy kierowane wprost do rodzin, ale cała polityka rozwoju miasta, a więc dostarczanie miejsc pracy, dobrych warunków do mieszkania, infrastruktura i oferta kulturalna – mówi „Rz" prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Przenoście się do Grodziska

Śladami stolicy Dolnego Śląska poszedł Grodzisk Mazowiecki, który wprowadził w 2008 roku Kartę Dużej Rodziny, udostępniając rodzinom z co najmniej czworgiem dzieci darmową komunikację, a tym z co najmniej trójką tańszy o połowę wstęp np. na basen i na zajęcia pozalekcyjne, a także zniżki w przedszkolach.
– To był przełom. Od tej chwili podobne karty zaczęły wprowadzać kolejne samorządy. Dziś jest już ich około 30, a ciągle dochodzą kolejne – mówi Joanna Krupska, szefowa Związku Dużych Rodzin 3 Plus, matka siódemki dzieci. – Główna w tym zasługa rodziców, którzy zaczęli domagać się od lokalnych polityków wprowadzenia kart.
Wprowadzają je m.in. duże miasta, które próbują walczyć z wyludnianiem. Zrobiły to już oprócz Wrocławia Warszawa, Gdańsk, Kraków, Lublin i wiele śląskich miast. Następny w kolejce jest Poznań.
– Dla nas karta to kilkaset złotych oszczędności miesięcznie – opowiada mieszkanka Grodziska Mazowieckiego Beata Jeleniewska, matka czwórki dzieci. – Bilet autobusowy kosztuje 6 zł, zajęcia z plastyki w Domu Kultury normalnie 45 zł, basen to kolejne kilkadziesiąt złotych. Dzięki karcie nasze dzieci mają darmową komunikację, a zajęcia w Domu Kultury, kino czy pływalnia są za pół ceny.
Pani Beata wszystkim swoim znajomym, którzy rozważają wyprowadzkę z Warszawy, poleca przenosiny do Grodziska.
Bożena Pietras, matka pięciorga dzieci, która zaangażowała się w walkę o wprowadzenie karty w Lublinie, mówi, że w ciągu zaledwie dwóch miesięcy wyrobiły ją sobie ponad 3 tys. rodzin.
– Sama już swoje dzieci odchowałam, ale wiem, jak wielka jest to pomoc dla moich młodszych koleżanek. Moja przyjaciółka, która wychowuje piątkę dzieci, oszczędza dzięki niej ok. 500 zł miesięcznie. W ciągu roku to już jest kilka tysięcy złotych, co dla rodziny wielodzietnej jest kwotą znaczącą – zauważa.
Z majowych danych GUS o ubóstwie w Polsce w 2011 r. wynika, że na biedę najbardziej narażone są właśnie rodziny wielodzietne. Już przy trojgu dzieci odsetek ubogich, niezależnie od przyjętego progu ubóstwa, przekracza przeciętną. Wśród małżeństw z co najmniej czwórką dzieci na utrzymaniu co trzecie żyje w nędzy.

Szansa, a nie problem

Rodziny wielodzietne cieszą się nie tylko z konkretnej pomocy, ale też ze zmiany nastawienia do nich. – Kiedy zaczynaliśmy naszą walkę o wprowadzenie kart, większość samorządów była nastawiona sceptycznie. Teraz to bardzo się zmieniło – podkreśla Krupska.
– Najbardziej mnie cieszy, że już nie postrzega się rodzin wielodzietnych przez pryzmat patologii – podkreśla Zuzanna Lipińska, matka czwórki dzieci z Piaseczna.
Zwraca uwagę, że w Kartę Dużej Rodziny w tym mieście zaangażowało się również kilkadziesiąt podmiotów prywatnych. – Udało się uzyskać zniżki w supermarketach, na buty, podręczniki, sprzęt AGD, ubezpieczenia itd. To jest konkretna ulga dla dużych rodzin, które na jednych zakupach wydają po kilkaset złotych – dodaje.
– Dobrze, że miasta nareszcie zrozumiały, iż duże rodziny są ich szansą, a nie problemem – mówi Pietras. – Jeszcze kilka lat temu miejskie ośrodki pomocy społecznej traktowały wielodzietność jako problem obok biedy i alkoholizmu. Na szczęście powoli, ale jednak się to zmienia.

Gdzie jest państwo?

Eksperci zwracają uwagę, że samorządy próbują wyręczyć państwo w jego obowiązkach.
– Lokalne programy nakierowane na rodzinę powstają wtedy, gdy mimo potrzeb nie pojawia się inicjatywa ze strony rządu. Samorządy zauważyły, że mają pogłębiający się problem z niską dzietnością i wyludnianiem i próbują temu zaradzić – mówi „Rz" Stanisław Kluza, statystyk, były szef Komisji Nadzoru Finansowego.
– Karta Rodziny to bardzo dobry pomysł, bo w pewnym stopniu rekompensuje rodzinom koszty wychowania dzieci – mówi Kluza i tłumaczy, że rodzice i tak płacą już większe podatki, np. VAT, bo kupują więcej choćby jedzenia. Jego zdaniem powinno się stworzyć m.in. system ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi.
Tym bardziej że, jak szacuje Centrum im. Adama Smitha, utrzymanie i wychowanie jednego dziecka od jego narodzin do 20. roku życia kosztuje około 176 tys. zł. Koszty te wzrastają przy dwójce dzieci do 317 tys. zł, przy trójce do 422 tys zł, a przy czwórce do 528 tys. zł. Jeśli dodamy do tego koszty wykształcenia, to suma ta wzrasta o 55 tys. zł na każde dziecko.

Strefa demograficzna

– Jesteśmy najszybciej wyludniającym się województwem w Polsce. Z jednej strony spowodowała to emigracja zarobkowa, z drugiej niechęć mieszkanek do rodzenia dzieci – mówi „Rz" marszałek opolski Józef Sebsta.
Liczby mówią same za siebie: na Opolszczyźnie na 100 kobiet rodzi się 114 dzieci, podczas gdy średnia dla Polski wynosi 138. Prognozy mówią, że za 20 lat liczba mieszkańców zmniejszy się o 180 tys. Dziś na terenie województwa mieszka 990 tys. osób.
Specjalna Strefa Demograficzna, której utworzenie w przyszłym roku poparł sejmik, to w istocie pakiet ułatwień dla rodziców mających ich zachęcić do powiększania rodzin. O części rozwiązań może zdecydować samorząd, do wprowadzenia innych potrzebuje zgody lub wsparcia władz centralnych.
Wśród pomysłów sejmiku jest ten, by wysokość opłat za żłobki czy przedszkola uzależnić zarówno od liczby dzieci, jak i wysokości dochodów.
Będzie też wsparcie dla opiekunek, które zdecydują się prowadzić domową opiekę nad dziećmi.
Sejmik planuje także duży program dokształcania dzieci i młodzieży. Chodzi przede wszystkim o matematykę, języki obce i język polski. Kształcenie miałoby się odbywać m.in. na opolskich uczelniach – politechnice czy uniwersytecie.
Na to wszystko potrzeba około 120 mln zł. Część tych pieniędzy ma pochodzić z funduszy unijnych. – Rozmawiałem już na ten temat z minister rozwoju Elżbietą Bieńkowską i była tym zainteresowana – mówi marszałek Sebsta. Resztę funduszy ma nadzieję uzyskać od państwa. – Chcielibyśmy, aby rząd zdecydował się na wprowadzenie na terenie naszego województwa pilotażu. Tak aby nasze doświadczenia mogły posłużyć do budowy programu polityki prorodzinnej w całej Polsce – mówi. Zamierza się w tej sprawie spotkać z premierem.
Demograf prof. Krystyna Iglicka podkreśla, że polityka demograficzna powinna być kształtowana nie na poziomie lokalnym, ale centralnie. – Spychanie wszystkiego na samorządy powoduje, że nic z tego nie wychodzi, bo gminy nie mają pieniędzy. Nawet jeśli zaczną realizować jakiś program polityki prorodzinnej, to prędzej czy później go przerywają, bo kończą się na niego pieniądze. A programy prorodzinne trzeba realizować latami, inaczej nic z tego nie wychodzi – mówi.
– My też chcielibyśmy, by to państwo zaczęło pomagać rodzinom. Ale skoro się do tego od wielu lat nie poczuwa, to dobrze, że choć częściowo sytuację ratują samorządy – podsumowuje Krupska.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA