fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Kryzys nosi frak

Dwustu Windykatorów we Frakach ma coraz więcej pracy ze względu na kryzys ekonomiczny trwający w Hiszpanii
El Cobrador Del Frac
Magdalena Lemańska
Może też włożyć mnisi habit lub strój pajaca. Windykatorzy zawstydzają hiszpańskich dłużników, odwiedzając ich w przebraniu i z walizkami w dłoniach
W Polsce czarno odziany dżentelmen w cylindrze powoduje odruch łapania się za guzik. W Hiszpanii może wywołać niemiły dreszczyk na skutek skojarzenia z El Cobrador del frac – Windykatorem we Fraku. Firma o tej nazwie zatrudnia 200 osób, istnieje od 25 lat i odzyskuje należności w Hiszpanii i Portugalii. Niby standardowa działalność – także w polskich warunkach. Z jedną różnicą: pracownicy El Cobrador del frac jeżdżą na spotkania odziani w eleganckie fraki, taszcząc ogromne walizy z nazwą przedsiębiorstwa. Kiedy wchodzą do siedziby zleconego im do obsługi dłużnika, cała okolica od razu wie, po co przyszli.

Frak zwraca uwagę

Firma nie chce jednak wprost powiedzieć, że podstawowym zadaniem człowieka we fraku jest zawstydzanie i ośmieszanie dłużników. – Pracują tu zarówno ludzie we frakach, jak i bez. Niektórzy je noszą, bo to tradycja w naszej firmie – mówi „Rz" Manuel Merino, dyrektor działu prawnego w El Cobrador del frac. Kiedy dopytuję, czy aby na pewno nie chodzi o to, by wprawić dłużnika w zakłopotanie i czy – jak piszą hiszpańscy internauci –wyfraczeni windykatorzy nie śledzą przypadkiem ludzi na ulicach, gorąco zaprzecza. Podkreśla, że jego pracownicy windykują wyłącznie długi przedsiębiorstw, a nie prywatnych osób. – Absolutnie nie śledzimy nikogo, ten strój to element promocyjny naszego przedsiębiorstwa. Gdybyśmy śledzili ludzi, dawno musielibyśmy zamknąć firmę, bo hiszpańskie prawo na to nie zezwala. Biznesowo może i byłoby to dobre rozwiązanie, ale niczego podobnego nie robimy. Może jakieś inne firmy tak, my nie – tłumaczy.
Z filmików, które można znaleźć w Internecie, wyraźnie wynika, że strój windykatora ma zawstydzić zalegającego z zapłatą delikwenta. Na jednym z wideo pracownik firmy opowiada, jak wygląda jego praca. Do klienta jadą samochodem dwie osoby: jedna w cywilu, druga we fraku. Najpierw na rozmowę udaje się windykator numer jeden i na jego wizycie sprawa faktycznie może się zakończyć. Jeśli jednak nic nie wskóra, zostawia obsługiwanej firmie na ulicy pod oknem odzianego w elegancki frak windykatora numer dwa, który rzeczywiście nic zdrożnego nie robi. Wystarczy, że zwraca na siebie uwagę.

Pajac do wynajęcia

Wyfraczeni windykatorzy, choć podobno faktycznie najstarsi w zawodzie, mają coraz więcej barwniejszej konkurencji. Egzekwuje ona należne pieniądze także od osób prywatnych. Jeśli wierzyciela nie przekonuje człowiek w cylindrze, do wyboru są także m.in. El payaso cobrador – Windykujący Pajac – lub Zorro Cobrador (nazwa mówi sama za siebie). Największą konkurencją Windykatorów we Frakach jest Opactwo Windykacji, którego pracownicy biegają po miastach w mnisich habitach. – Po twój dług wyślemy rzymski legion – pisze inna firma na stronie internetowej. „Rzymianie" oferują też przeprowadzanie eksmisji, zapewniając, że jeśli w dziesięć dni nie wrócą z kluczami do mieszkania, pracują za darmo.
Windykujący Pajac ma w ofercie wielokolorowy samochód z wielkim napisem „Pajac-windykator" na całej powierzchni auta, którym podjeżdża pod mieszkanie dłużnika, jego pracę lub miejsce, gdzie prowadzi interesy, i przez megafon domaga się spotkania.
Podpytywani o wstydliwą kwestię hiszpańscy znajomi przypominają sobie jeszcze windykujące Różowe Pantery biegające po Barcelonie, ale na ślad takiej firmy nie udało mi się natrafić. Niewykluczone, że przegrała z liczną konkurencją.

Dług napędza biznes

Większe i bardziej znane firmy, jak Windykatorzy we Frakach czy Opactwo Windykacji, podkreślają, że przestrzegają swoich kodeksów zasad. A zalicza się do nich m.in. niedziałanie przeciwko nieletnim lub starszym, niepełnosprawnym oraz ciężko chorym. Nie odbiera się pieniędzy, które mogą pochodzić z kradzieży, hazardu lub innych niejasnych źródeł. Nie zezwala się na przemoc i nękanie klientów.
– Sukcesem kończy się połowa podjętych działań, ale też firmy, które nas wynajmują, robią to w ostateczności – zauważa Manuel Merino z El Cobrador del frac. Przyznaje, że przez ostatnie ćwierćwiecze z usług jego firmy skorzystały tysiące przedsiębiorstw, a obecny kryzys powoduje wzrost zamówień. – Liczba klientów szybko rośnie, bo znaleźliśmy się w sytuacji powszechnego zadłużenia  – tłumaczy.
Nie chodzi tylko o dług publiczny, który w relacji do PKB nie przekracza średniej europejskiej, ale właśnie o zadłużenie prywatne, które sięga dziś w Hiszpanii ponad 200 proc. PKB. Na potęgę zadłużone są zarówno hiszpańskie firmy, jak i sami obywatele.
Hiszpania oczekuje też teraz do 100 mld euro pożyczki z Unii Europejskiej, które mają posłużyć do ratowania banków.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA