W sieci opinii

Trwaj wiecznie, chwilo!

W Sieci Opinii
Zachwyty nad kliszami z wizerunkiem premiera oglądamy w studiu na Wiertniczej permanentnie
 
Nieprzejednanym, najznamienitszym klakierem Tuska jest TVN. Pracownicy tej stacji widzą w obecnym premierze swojego wybawiciela. Bóstwo, które jednym spojrzeniem, gestem, słowem potrafi doprowadzić do nirwany. Przesadzam? Tak oto red. Kajdanowicz opisywał spotkanie Tuska z "kibolami” we Wrześni:  
"Tusk potrafi z różnymi grupami społecznymi rozmawiać ich językiem. W pewnym momencie przechodzi na "ty" z jednym z nich, mówi im: ja też byłem kibolem. Gdyby postawić go na Kongresie Kultury, mówiłby zupełnie innym językiem. Potrafi nieprawdopodobnie łatwo przystosować swój język do rozmówców. To nie tylko język - to gesty, mowa ciała... W rozmowie z kibolami wszystko jest tak, jak powinno być. On się w tym czuje autentyczny, sytuacja rozmowy nie uwiera go. Wyobraźmy sobie w tej sytuacji Grzegorza Napieralskiego, Pawła Kowala albo Jarosława Kaczyńskiego... Tusk jest w tym bezkonkurencyjny".   Na szczęście, ktoś Kajdanowicza w porę powstrzymał. Tego rodzaju dziennikarskie zachwyty nad kliszami z wizerunkiem premiera oglądamy w studiu na Wiertniczej permanentnie, zwłaszcza teraz, w szczytowym - nomen omen - momencie kampanii. Najlepsi z najlepszych to wspomniany Kajdanowicz, Pochanke, Kolenda-Zaleska, Kuźniar. Ten ostatni nabył "w rzemiośle" takiej wprawy, iż docenił go sam Mistrz; umieścił go podobno - obok żywej legendy - J. Paradowskiej w osobistym panteonie chwały. Jak widać, zawsze warto dążyć do doskonałości.   Haj tefałenowski, jak każdy stan odurzenia, wyklucza poprawną percepcję rzeczywistości. Trudno od "naszprycowanych" Tuskiem wymagać minimalnej powagi i odpowiedzialności - przymiotów osoby aspirującej do bycia dziennikarzem.   Absurdalność obecnej sytuacji, tej związanej z podróżami premiera po Polsce tuskobusem, trzeźwo wychwycił J. Karnowski. W swym tekście opublikowanym na portalu wPolityce.pl, napisał:   "Wreszcie - wiszące nad tym wszystkim pytanie, czy premier może zachowywać się jak lider opozycji. A tak zachowuje się Donald Tusk. Objeżdża kraj udając, że to nie on tu rządzi, a najwyżej dopiero może zacząć rządzić, i rozgląda się wokół, jak tu jest. Można się spodziewać, że... za chwilę stanie na czele ludowego gniewu przeciwko niesprawiedliwej władzy".   Taka metodyka może wciąż "robić dobrze" Kajdanowiczowi i spółce oraz nałogowym "tefałenoistom". Zwykłych ludzi, tych utrzymujących rodziny za najniższą krajową, wyprowadzi - co najwyżej - z równowagi. Kto wie, czy właśnie w to - jako ostatnią deskę ratunku - nie celuje I. Ostachowicz.   Bo jakże ocenić bezczelne hasła typu: "Kto rozum w głowie mo, głosuje na PO"? Tak właśnie premier agitował w wielkopolskim Rzecinie. To jest ta słynna platformerska tolerancja, szacunek dla zasady swobody poglądów? Wcześniej Tusk bez ceregieli oświadczył, że zagłosuje sam na siebie. Kiedy jeden z mieszkańców przywołanego Rzecina zapytał, dlaczego premier nie spełnił obietnicy zmniejszenia liczy posłów i senatorów, ten odpowiedział: - To nie do mnie pytanie, to wymaga większości 3/5 w Sejmie, nikt tego nie chciał poza mną.   Abstrahując od faktu nieznajomości przez Tuska Konstytucji (zmiana polskiej ustawy zasadniczej wymaga uchwały Sejmu podjętej większością 2/3 głosujących), należy zauważyć, że rząd - mimo tych populistycznych skądinąd obietnic - nie zdołał nawet przedstawić żadnego stosownego projektu w tym względzie. Po co? Przecież i tak nie przejdzie. Strzelam, że Tuskowi przygotowano, na zapas, podobnie "mądre odpowiedzi" na wszystkie pytania odnośnie niespełnionych obietnic składanych w 2007 roku. Wypunktowania tego od uraczonych "tefałenowskim hajem", oczywiście, nie sposób wymagać. U nich rządzi zasada "trwaj wiecznie, chwilo!". Przynajmniej do 9 października.
 
Źródło: ROL

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL