fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energianews

Marcin Moskalewicz, prezes PERN: Musimy zacząć mówić jednym głosem

Marcin Moskalewicz, prezes PERN "Przyjaźń"
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Aneta Wieczerzak-Krusińska
Obawy, że w pewnym momencie może dojść do ograniczenia dostaw rosyjskiej ropy, zawsze istnieją - mówi Marcin Moskalewicz, prezes PERN "Przyjaźń"
Energianews.pl: Przejął pan stery w PERN-ie trzy miesiące temu. Zapewne zdążył się już pan rozejrzeć po firmie. Jakie są wnioski?
To jest spółka z potencjałem, ale też dużą ilością niezrealizowanych projektów. Grupa kapitałowa, w której PERN istnieje tylko z nazwy. Nie ma bowiem praktycznie żadnych synergii między wchodzącymi w jej skład spółkami. Przez trzy lata, czyli od momentu włączenia OLPP (Operator Logistyczny Paliw Płynnych – red.) udało się zrealizować głównie wspólne wydruki.
Jednak teraz chcemy przyspieszyć. Stąd zmiany we wszystkich spółkach grupy. Zmniejszyliśmy m.in. liczebność rad nadzorczych firm zależnych np. OLPP z 11 osób do sześciu osób.
Kolejny krok to opracowanie strategii. Kiedy będzie ona gotowa?
Dajemy sobie trzy miesiące na to, żeby ją opracować. Chcemy popatrzeć na biznes inaczej niż do tej pory. Dziś jesteśmy fachowcami w przesyłaniu ropy, w jej magazynowaniu i transporcie. Tymczasem każda składowa tej komórki zwanej grupą kapitałową działa nadal samodzielnie. Synergia nie istnieje. Dlatego tak ważne jest byśmy zaczęli mówić jednym głosem i powiązali strategie trzech najważniejszych spółek grupy, czyli oprócz PERN-u, także OLPP i Naftoportu. Wspólny plan rozwoju ogłosimy na przełomie sierpnia i września.
Końcem waszego biznesu byłoby odcięcie przez Rosjan dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń", o czym się nieustannie dyskutuje. Czy faktycznie istnieje takie ryzyko?
Obawy , że w pewnym momencie może dojść do ograniczenia, zawsze istnieją. Tym bardziej, że obecnie coraz bardziej widać postępujące powiązanie biznesu wydobywczego i przetwórczego. Świadczą o tym ostatnie przejęcia rosyjskich koncernów na terenie Europy (m.in. zakup rafinerii Inglostadt należącej wcześniej do Petroplusa przez Gunvor – red.). Jednak na dzień dzisiejszy nie odczuwamy takiego ryzyka. Odwrotnie ropa płynie szerokim strumieniem i możemy się pochwalić, że po pięciu miesiącach nasze przychody są wyższe o ponad 17 mln zł niż w tym samym okresie ub.r. Te wzrosty przekładają się też na zysk.
A nie obawiacie się o nie nawet na przełomie kwartałów? Czy Transnieft daje jakieś gwarancje?
Mamy bardzo dobre relacje z naszym wschodnim partnerem: często się spotykamy, są umowy i listy intencyjne, działa regularnie wspólna grupa robocza. Na razie nie ma więc żadnych przesłanek, by twierdzić, że takie ograniczenie może mieć miejsce. Ale jak wiadomo jest to kwestia gry biznesowej. Rosjanie chcą coraz więcej ropy przesyłać statkami i zdominować transport morski. Musimy to uwzględnić w swojej strategii działania.
Stąd też budowa terminala przeładunkowego w Gdańsku w pobliżu Naftoportu. O ile bowiem ten port jest doskonale przygotowany do przyjęcia statków, to mamy ograniczenia w pojemności operacyjnej zbiorników. Chcemy też by terminal był przystosowany nie tylko do przeładunku ropy, ale też produktów finalnych, czyli paliwa jet, benzyny, olejów ciężkich, czy metanolu.
Czy projekt terminala zamierzacie realizować samodzielne, czy też możliwy jest powrót do rozmowy z inwestorem np. z Oiltankiem?
Na dzień dzisiejszy chcemy budować sami. Jednak w którymś momencie staniemy przed dylematem i rozważymy możliwość współpracy operatorskiej. Jednym z operatorów może być nasza firma OLPP. Ale żeby zająć się sprzedażą, najpierw trzeba podpisać umowy z traderami.
Wkrótce rozstrzygniecie przetarg na firmę, która zaprojektuje i wybuduje terminal. Jakie będą koszty tej inwestycji?
Termin wyboru przedłużyliśmy do 20 lipca, bo okazało się, że miesiąc nie wystarczył, by oferenci przygotowali się do tak specyficznej inwestycji. Kryterium podstawowym jest cena, dlatego nie chcemy na razie określić warunków. Mogę tylko powiedzieć, że inwestycja pochłonie więcej niż 0,5 mld zł.
Skąd weźmiecie pieniądze?
Mamy dość dużą zdolność kredytową. Nie posiadamy żadnych linii kredytowych i jesteśmy przedsiębiorstwem o bardzo dużej rentowności przesyłowej i dość sensownej rentowności majątku. Rozpatrujemy też możliwość współfinansowanie inwestycji przez instytucje finansowe – na razie nie mówimy jakie. Być może zainteresowany tym tematem będzie Europejski Bank Inwestycyjny. Proces poszukiwania inwestora bądź współinwestora finansowego chcemy odłożyć na trochę później. Myślę, że zdecydujemy o tym na jesieni. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że pieniądze będą nam potrzebne na przełomie 2013 i 2014 r.
A kiedy rozpoczną się przeładunki?
Zakładamy, że uzyskanie pozwolenia na budowę zajmie nam około 12 miesięcy. Nie chcemy zmieniać harmonogramu i zamierzamy zamknąć inwestycję w 2015 r. – tak jak to było planowane wcześniej. Ten termin nie jest na razie zagrożony.
Planowaliście też budowę kawern dla Lotosu. Ale ostatnio wokół tej inwestycji pojawiają się znaki zapytania. Czy będzie ona realizowana?
To nie jest projekt odłożony ad calendas graecas.  Ta inwestycja jest strategiczna z punktu widzenia Skarbu Państwa, bo kawerny mogą być wykorzystywane do przechowywania rezerw strategicznych. Należy jednak pamiętać, że to bardzo drogi projekt. Szacunkowe nakłady to ok. 1,5 mld zł, więc konieczne jest znalezienie potencjalnych kontrahentów, którzy zapełniliby pojemności zlokalizowane w kawernach. Na razie chęć współpracy wyraził tylko Lotos. PKN nie jest zainteresowany, bo ma własne kawerny. Dopiero po tym etapie możemy rozpocząć poszukiwanie źródeł finansowania.
Czy są już jakieś deklaracje w tej sprawie?
Jesteśmy po wielu rozmowach w sprawie wykorzystania potencjalnych pojemności magazynowych. Prowadziliśmy je przy okazji negocjacji dotyczących wykorzystania terminala.
Kolejną niedokończoną kwestią jest budowa rurociągu Odessa-Brody. Czy jest szansa, by popłynęła nim ropa?
Projekt jest w końcowej fazie przygotowania. Obecnie trwają uzgodnienia środowiskowe dotyczące ewentualnej zmiany zapisów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i uzgodnień z właścicielami gruntów,  przez które ma biec rurociąg. Trudno jednak przewidzieć jak sprawa się potoczy, bo UE przyznawała dotację w innych okolicznościach. Dziś państwa Unii Europejskiej przeżywają kryzys, a dofinansowanie należałoby wykorzystać do 2015 roku. Jeśli nie otrzymamy grantu, to trudno będzie realizować inwestycję innymi środkami.
Przeciąga się też budowa trzeciej nitki „Przyjaźni". Kiedy skończycie wreszcie tę inwestycję?
Jesteśmy bliżej niż dalej. Mamy już większość uzgodnień z właścicielami gruntów i od początku czerwca wykonawca ponownie przystąpił do budowy ostatniego, środkowego odcinka – liczącego ok. 60 km. Chcemy skończyć tak szybko, jak to możliwe. Zdecydowanie większa część na pewno uda się zamknąć w 2013 roku,  ale całość - pewnie w 2014 r.
Ile poszło już na tą inwestycję i ile jeszcze ona pochłonie?
W sumie projekt pochłonie ponad 700 mln zł. Do końca 2011 roku wydano ok. 660 mln zł.
Jaki będzie koszt tegorocznych inwestycji i wydatki planowane na kolejne lata?
W tym roku wydamy stosunkowo mało, bo ok. 130 mln zł. Ale w miarę zbliżania się pierwszych terminów płatności te koszty będą rosły geometrycznie. W ciągu 2-3 lat na inwestycje, które będzie realizował PERN możemy przeznaczyć ok. 2 mld zł.
Macie już pomysł na pierwszą nitkę po zakończeniu budowy trzeciej?
Jest ich kilka: można ją wykorzystać np. do przesyłu paliw. W tym celu wykorzystalibyśmy istniejący rurociąg umieszczając w nim rurociąg paliwowy o mniejszej średnicy. Kolejny pomysł jest taki, by wykorzystać tą nitkę jako rezerwuar. Musimy teraz oszacować, co się będzie bardziej opłacało.
Ponadto wchodzą w decydującą fazę rozmowy o budowie kolejnego rurociągu na trasie Boronów-Trzebinia. Będą nim dostarczane paliwa dla Orlenu - z Płocka do Trzebini. Dzięki temu będzie większa możliwość przesyłu paliwa do wielkiego rynku zbytu jakim jest Górny Śląsk oraz być może stacji orlenowskich w Czechach i na Słowacji. Przedstawiliśmy Orlenowi swoją ofertę cenową, która powinna być sensowna biznesowo dla obu stron.
Pomysłem na dodatkowe przychody miało być wykorzystanie światłowodu położonego wzdłuż rurociągu. Jakie są wasze przychody z tego tytułu?
Na razie nie są one duże. Stanowią zaledwie kilka procent w całości sprzedaży. Planujemy jednak, by wzrosły one do kilkunastu procent. Obroty z tego tytułu powinny zacząć rosnąć w tempie geometrycznym od 2014 r. Kluczowe jest jednak dokończenie trzeciej nitki (budowana jest ze światłowodem), która połączy wschód z zachodem Europy.
Pana poprzednicy zostali odwołani zapewne dlatego, że deklaracje o planach inwestycyjnych nie przekładały się na konkretne ich efekty. Teraz może być podobnie?
Jestem prezesem PERN dopiero trzy miesiące, a już są wymierne efekty. Po pierwsze do projektu terminala zbieramy oferty, jesteśmy na etapie uzgodnień środowiskowych i starania się o pozwolenia na budowę. Ponadto, przedstawiliśmy Orlenowi wspólną z OLPP ofertę cenową na budowę rurociągu Boronów-Trzebinia, co było problemem przez ostatnie trzy lata.
Mamy dookreślony czas inwestycji. Jeśli ustawa korytarzowa zostanie uchwalona w przyszłym roku, to jesteśmy w stanie wraz z Orlenem wybudować tę nitkę w ciągu 3 lat. To może być 2015 albo przełom 2015 i 2016 r., a więc niezbyt odległy termin.
- rozmawiali Aneta Wieczerzak-Krusińska i Jakub Kurasz
Marcin Moskalewicz został prezesem należącej do Skarbu Państwa grupy PERN na początku marca br. Został wyłoniony w postępowaniu konkursowym, w którym startowało siedmiu kandydatów. Wcześniej kierował Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym Przemysłu Rafineryjnego w Płocku. W PERN-ie zastąpił Roberta Soszyńskiego, pełniącego tę funkcję od grudnia 2008 r.
Źródło: energianews.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA