fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

50 festiwali muzyki klasycznej w Polsce

Jordi Savall wystąpi w Jarosławiu na „Pieśni naszych korzeni”
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Latem muzyka poważna zyskuje szczególną popularność. W kraju zaplanowano ponad 50 imprez
Program każdego festiwalu to minimum pięć wydarzeń, zatem co roku w lipcu i sierpniu odbywa się przynajmniej pięć, sześć koncertów dziennie. Komu są one potrzebne: turystom czy lokalnym władzom?
Mogłoby się wydawać, że jesteśmy artystyczną potęgą. Bliższy wgląd w te propozycje nieco studzi optymizm. Prawie połowa to imprezy muzyki organowej. Najczęściej cykle koncertów urządzanych raz w tygodniu przez całe lato. Mają być atrakcją dla turystów, miejscowym zapełniają pustkę, bo lokalne instytucje kulturalne zrobiły sobie urlop.
Modę na muzykę organową zapoczątkowały pół wieku temu zabytkowe świątynie w Gdańsku-Oliwie, Leżajsku czy Kamieniu Pomorskim, dysponujące wysokiej klasy instrumentami. Pomysł rozprzestrzenił się na cały kraj, bo takie festiwale są łatwe do zorganizowania. Potrzebne są jedynie kościół ze średniej klasy organami oraz budżet w wysokości 70 –180 tys. zł. Z pozyskaniem artystów nie ma kłopotów, wirtuozi z Niemiec, Włoch czy ze Szwajcarii krążą latem po Polsce, przenosząc się do kolejnych miast koncertowych.
Inne festiwale także są tanie. Organizatorzy, co prawda, kształtują budżet z rozmachem, bo liczą na wsparcie z państwowej kasy. Pieniędzy uzyskanych od lokalnych władz nie starcza nawet na pokrycie połowy pomysłów, więc gdy minister nic nie dorzuci, zaczyna się redukcja programu. Wsparcie sponsorów jest nikłe, na ogół nie przekracza 2 – 7 proc. budżetu. Na dodatek dominuje przekonanie, że wakacyjny festiwal powinien być darmowy, a przecież nawet niewielka opłata za bilet mogłaby mieć znaczenie.
Na takim tle ewenementem jest festiwal w Busku-Zdroju, pod patronatem nieżyjącej już, wybitnej śpiewaczki lat 60. i 70. Krystyny Jamroz. Od 18 lat odbywa się w pierwszej dekadzie lipca, w tym roku będzie ponad 20 koncertów za 825 tys. zł, z czego prawie 16 proc. zapewniło 40 lokalnych, z reguły małych firm. Takie wsparcie dowodzi, że ten festiwal jest potrzebny nie tylko kuracjuszom, ale i mieszkańcom Buska.
Oferta wakacyjna chce być tania, ale i przystępna, nastawiona na przypadkowego widza, a nie na świadomego odbiorcę. W programach dominują utwory Bacha ze słynnymi toccatą i fugą – obowiązkowym punktem niemal każdego recitalu organowego, muzyka dawna (zespoły ją grające są małe, a więc tanie) oraz znane arie operowe i operetkowe, na ogół w wykonaniu śpiewaków, którym teatry nie powierzają głównych ról. Ale bywają wyjątki od reguły: Festiwal Mozartowski w Warszawie czy Letni Festiwal Opery Krakowskiej. Pierwszy zdobył uznanie poza Polską, drugi wpisuje się w bogaty cykl imprez, którymi Kraków chce przyciągać gości.
To miasto jest jednak wyjątkowe w Polsce. Także dlatego, że doceniło skuteczność turystyki kulturalnej. Gdy więc w połowie lipca zakończy się operowe święto, będzie już zapraszał „Wawel o zmierzchu", potem zaś rozpoczyna się Festiwal Muzyki Polskiej. Połowa sierpnia zarezerwowana jest natomiast od 37 lat na „Muzykę w starym Krakowie".
Większość samorządów lokalnych tego typu przedsięwzięcia wciąż ocenia jedynie przez pryzmat kosztów, jakie trzeba ponieść, nie dostrzegając korzyści promocyjnych i ekonomicznych. Bywalcy muzycznych festiwali to ważni klienci turystycznego biznesu na zachodzie Europy. U nas mało kto wierzy, że melomani gotowi są do podróży na atrakcyjne dla nich wydarzenia. Dowodem może być choćby coroczny zlot fanów muzyki dawnej w zabytkowym Jarosławiu przy okazji „Pieśni naszych korzeni" lub „Muzyka w raju" w seminarium w Paradyżu.
Czy taką publiczność zdobędzie Festival dell'Arte, który w drugiej połowie sierpnia po raz pierwszy odbędzie się w zamku w Wojanowie w Kotlinie Jeleniogórskiej? Pomyślany został jako święto różnych sztuk z muzyką w roli głównej, ale również chce promować mało znaną, a unikalną w Europie Dolinę Pałaców, która zabiega o wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W założeniu festiwal ma być mariażem muzyki z turystyką. Czy tak się stanie, pokaże przyszłość.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, j.marczynski@rp.pl

Pięć najciekawszych festiwali według Jacka Marczyńskiego

1. „Chopin i jego Europa", 17 – 31 sierpnia, Warszawa – największy (budżet ok. 5 mln zł) i najważniejszy. Prezentacja muzyki XIX w. na instrumentach z epoki zapewnia mu wyjątkowe miejsce w Europie.
2. Festiwal Muzyki Polskiej, 13 – 21 lipca, Kraków (budżet ok. 1,1 mln) – miał zapraszać wybitnych artystów ze świata, by prezentowali utwory naszych kompozytorów. W tegorocznej edycji dominują jednak rodzimi wykonawcy.
3. Letnia Filharmonia AUKSO, 29 lipca – 7 sierpnia, Wigry (ok. 280 tys.) – urokliwe miejsce, świetna orkiestra Marka Mosia i różnorodni artyści: od Agi Zaryan po Krzysztofa Pendereckiego.
4. Festiwal im. Krystyny Jamroz, 30 czerwca – 7 lipca, Busko-Zdrój (825 tys.) – impreza z rozmachem (ponad 20 wydarzeń), popularna, ale nietolerująca chałtury, angażuje w organizację lokalną społeczność.
5. „Pieśń naszych korzeni", 19 – 25 sierpnia, Jarosław (ok. 300 tys.) – wielkie święto muzyki najdawniejszej, ze szczególnym uwzględnieniem tradycji śpiewu liturgicznego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA