fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

David Silva: piąty Beatles

ROL
Hiszpania. Największy przegrany mundialu w RPA dziś jest bohaterem. Bez jego podań Hiszpanie mieliby problem
W drużynie mikrusów jest najbardziej mizerny, ale z miejsca podbił Premiership, prowadząc Manchester City do mistrzostwa w ostatnim sezonie.
Nazywają go tam Merlinem, bo jego podania i umiejętność utrzymania się przy piłce to czysta magia. Nie dorównuje popularnością największym gwiazdom kadry, ale to trzy asysty i jeden gol Silvy zapewniły mistrzom świata cztery punkty i wyjście z grupy C w Euro 2012.
Urodził się na Wyspach Kanaryjskich, wychował na wielkiego piłkarza w Walencji, ale gra tak, jakby całe życie spędził w Barcelonie u boku Xaviego i Andresa Iniesty. Ma tę samą delikatność, pewność siebie, wyczucie przestrzeni, łatwość zmiany rytmu i wybierania najlepszych rozwiązań.
Dlatego swego czasu nazwano go piątym Beatlesem (jeszcze zanim ruszył na Wyspy), idealnym towarzyszem dla czwórki pomocników z Barcelony: Xaviego, Iniesty, Sergiego Busquetsa i Cesca Fabregasa.
Był jedną z gwiazd mistrzostw Europy w 2008, a trener Luis Aragones chwalił go na swój sposób: że wszyscy Kanaryjczycy to lenie, a on się jakoś wyrodził. Ale podczas mundialu w RPA się okazało, że drużyna nie pomieści nawet czterech Beatlesów, a co dopiero pięciu. Silva stracił miejsce w składzie po porażce ze Szwajcarią w meczu otwarcia i pozostał rezerwowym. Znacznie mniej ważnym niż Fabregas, zagrał jeszcze w turnieju tylko cztery minuty, w końcówce półfinału z Niemcami.
Przełknął porażkę, po mundialu zmienił powietrze, odchodząc z przyduszonej długami i niezdolnej już do konkurowania z Barceloną i Realem Valencii. Manchester City zapłacił za niego 21 mln funtów. Trener Roberto Mancini chciał, by ktoś tę górę mięśni, którą zebrał w drużynie, natchnął do zwycięstw. A Silva radzi sobie w dżungli Premiership tak, jakby jego obowiązywały inne reguły grawitacji i przestrzeni. Nikt w ostatnim sezonie w Anglii nie podawał piłki lepiej od niego, miał w lidze 17 asyst. W kadrze odwojował miejsce w podstawowym składzie. Żale do Vicente del Bosque, że na początku nie wierzył w niego tak mocno jak Aragones, poszły w zapomnienie. Silva gra ostatnio tak dobrze, że del Bosque ogłosił go hiszpańskim Messim: piłkarzem, dzięki któremu Hiszpania  może radzić sobie bez typowego napastnika. Ale nawet gdy gra Fernando Torres, Silva jest nietykalny na lewej stronie pomocy. To po jego podaniach Torres strzelił oba gole w Euro.
Silva ma 26 lat i już ponad 60 meczów w kadrze Hiszpanii. Jak większość reprezentantów pochodzi z małego miasteczka i szybko mecze na podwórkach i placykach kanaryjskiego Arguineguin zamienił na naukę w jednej z dużych klubowych akademii. Próbował w Madrycie, ale tam uznano, że jest zbyt kruchy. Do Walencji przeniósł się z całą rodziną, ojciec Fernando, policjant, dostał w klubie pracę przy zabezpieczaniu stadionu (mama Eva ma japońskie korzenie, stąd lekko skośne oczy Davida i pseudonim Chińczyk).
W Valencii nie od razu go docenili, wypożyczali do Eibar i Celty. Ale w końcu stał się drużynie niezbędny i razem z Davidem Villą był polisą chroniącą klub przed bankructwem.
W pewnym momencie wyceniano ich obu na ponad 100 mln euro. Odeszli za mniej, ale wystarczająco dużo, by uratować Valencię przed katastrofą. Teraz coraz głośniej o tym, że miałby po Euro wrócić do Hiszpanii, do Barcelony albo Realu. Ale Manchester łatwo swojego Merlina nie odda, a argumenty ma nie do przebicia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA