fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Powrót z innej cywilizacji

Łukasz Warzecha
Fotorzepa, Darek Golik
Wracając z długiego weekendu, wjeżdżałem do Polski od południa. Z Budapesztu miałem bardzo miłą podróż. Zaraz za centrum miasta wjechałem na autostradę (tygodniowa winietka - 42 zł i można korzystać do woli) i sunąłem nią w kierunku Bratysławy z prędkością 130 km na godzinę.
Przejazd przez Słowację zajął chyba mniej niż godzinę, potem postój w ślicznym mieście Ołomuniec, barokowej perełce Moraw. Gdyby ktoś chciał pozwiedzać Morawy, za niecałe 50 zł może nabyć tygodniową kartę turysty, w ramach której ma bezpłatny publiczny transport w całym regionie oraz wstęp do kilkudziesięciu muzeów.Wprawdzie część czeskich autostrad jest ułożona z betonowych płyt, ale wszystkie ichniejsze drogi maja tę przewagę, że tworzą spójny system.W związku z tym podróżowanie po tych krajach nie polega na nerwowym nadganianiu na trochę lepszych odcinkach czasu, który straci się na jednojezdniowych drożynkach, gdzie co chwila jest a to przejście dla pieszych. Taka podróż nie męczy, nie wyciska potów, sprawia przyjemność. No i nie drenuje kieszeni. W Polsce przejechanie 150 km autostrady może kosztować już 50 zł.Wjazd do Polski jest symboliczny. Czeska autostrada nr 1 kończy się dokładnie na granicy. Do polskich Chałupek od strony Ostrawy ...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA