fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Litwa zerka ku Skandynawii, rozmowa z premierem Kubiliusem

Andrius Kubilius i Donald Tusk
PAP/serwis codzienny, Paweł Supernak Paweł Supernak
Jerzy Haszczyński
Dla nas ważny jest region północnego Bałtyku: Estonia, Łotwa, kraje skandynawskie - mówi premier Litwy Andrius Kubilius w rozmowie z "Rz"
— Czy pan się czuje naciskany przez polityków polskich? Czy na Litwę wywierana jest presja?

— Z Polską jak z każdym innym sąsiadem mamy normalne stosunki. Polska jest na drugim miejscu, po Szwecji, jeżeli chodzi o inwestycje. Mamy dużo udanych projektów, np. połączenia sieci energetycznych. Ale są też sprawy, na które czasem reagujemy emocjami. Czasem pojawia się mała gorączka, ale w tym nie ma nic nadzwyczajnego. Z braćmi Łotyszami o granicy morskiej dyskutujemy już 20 lat.

— Niektórzy eksperci twierdzą, że nie ma gorszych stosunków w UE niż te między Polską a Litwą. Czy to można nazwać tylko pojawianiem się małej gorączki?


— Nie wiem, o których ekspertach pan mówi, ale to naturalne, że stosunki między państwami mają okresy wzlotu i okresy upadku. Gdy Polska i Litwa wstępowały do UE i NATO, stosunki między wszystkimi krajami regionu były mocniejsze. Teraz będąc członkami UE i NATO, żyjemy normalnym życiem. I nasze harmonogramy mogą się różnić. Dla Litwy bardzo ważny jest region północnego Bałtyku, ściśle współpracujemy z Estonią, Łotwą i krajami skandynawskimi. A jeżeli chodzi o Polskę, to najważniejsze są wspólne dla wszystkich państw regionu sprawy: infrastruktura, sieci energetyczne, połączenia gazowe, drogi, kolej. To - byśmy byli połączeni z Zachodem.

— Czy jest zatem normalne, że na spotkanie przywódców Polski i państw bałtyckich poświęcone wspólnej strategii przed majowym szczytem NATO w Chicago nie przyjechała prezydent Litwy? Czy w sprawach bezpieczeństwa nie ma wspólnoty interesów między Polską a Litwą?
— Oczywiście kwestie bezpieczeństwa są bardzo ważne, ale są rozpatrywane przez całe NATO. Mamy nadzieję, że szczyt w Chicago będzie bardzo udany.
— Ale wśród członków NATO jest spór. Nie jest jasne, jak poważnie traktowany będzie art. 5 traktatu założycielskiego natowskiego traktatu, mówiący o solidarnej obronie zaatakowanego państwa członkowskiego. Dotychczas państwa w naszym regionie, w tym Polska i Litwa, były wyczulone na znaczenie tego artykułu. Czy to, że prezydent Dalia Grybauskait? nie przyjechała 17 kwietnia na spotkanie do Warszawy, nie oznacza jakiejś zmiany we wspólne walce o utrzymanie NATO takim, jakim było na początku?
— Jeśli chodzi o artykuł 5, to nie mamy żadnych wątpliwości i nie uważamy, że na jego temat trzeba dużo dyskutować. Już mówiłem, że teraz bardzo ważne są kwestie współpracy regionalnej. Po osiągnięciu naszych celów politycznych, jakim było wstąpienie do UE i NATO, trzeba dążyć do rozwoju infrastruktury, do połączenia państw bałtyckich z Europą, przez Polskę i razem z Polską.
— Uważa pan, że nic się nie stało z tego powodu, że pani prezydent nie przyjechała do Warszawy na spotkanie z prezydentami Polski, Łotwy i Estonii?
— Nie jestem skłonny komentować spotkań prezydentów. Ważne, że ja do Warszawy przyjechałem.
— Może prezydent Grybauskait? nie przyjechała, bo Polska groziła, że zrezygnuje z rotacyjnej ochrony przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, nie mających swojego lotnictwa bojowego, albo wycofa się z bazy pod litewskimi Szawlami, gdzie te samoloty stacjonują.
— Pan zadaje kolejne pytanie, które nie jest adresowane do mnie, powinny być adresowane do pani prezydent. My jesteśmy wdzięczni, że wielu członków NATO chroni przestrzeń powietrzną Litwy. Cieszymy się, że nasz sąsiad, Polska, bierze w tym udział. Ale to taka samodzielna decyzja Polski, czy brać udział czy nie.
— Podobno jest spór o to, kto ma to finansować tę misję. Czy pan jako premier wie o takich dyskusjach?
— Jest to decyzja NATO jako organizacji, to jest decyzja solidarna. I jak każda solidarnie podejmowana misja jest solidarnie finansowana. W sprawach finansowania zawsze pojawiają się dyskusje, ale to normalne.
— Czyli nie czuje pan żadnych nacisków, nie chce się pan poskarżyć na polskie władze?
— Skoro żartujemy, to powiem, że mogę się poskarżyć na litewską opozycję parlamentarną. W litewskim Sejmie czuję prawdziwe naciski.
— Czy Litwa czuje się zagrożona przez Rosję?
— Czujemy, czy raczej wiemy, że są dziedziny, w których trzeba dążyć do coraz większej niezależności od struktur monopolowych. Na razie 100 procent gazu możemy kupować tylko od Gazpromu. Poza tym, po uzgodnionym z UE zamknięciu elektrowni atomowej, aż 75 procent energii kupujemy również z Rosji. Taka sytuacja nie może nas satysfakcjonować i dlatego wspólnie z krajami regionu prowadzimy wiele projektów, by to zmienić.
— Skoro jest już tak długo nie jest czynna elektrownia atomowa Ignalina, to może nowa nie jest naprawdę potrzebna?
— Drugi blok elektrowni atomowej został zamknięty dopiero pod koniec 2009 roku. Powiedziałem już, że 75 procent energii kupujemy w Rosji, i w tej złej konkurencji zależności od importu energii jesteśmy krajem przodującym w Europie. Według prognoz w 2020 roku deficyt energii osiągnie już 1,5 gigawatów. Budowa elektrowni atomowej dla całego regionu bałtyckiego pomogłaby ten deficyt zlikwidować.
— Kiedy deficyt się skończy?
— Pierwszy etap tej zależności zakończy się w 2015 roku, kiedy zostaną przeprowadzone pierwsze sieci połączeń elektroenergetycznych ze Szwecją, i w 2016, kiedy zbudowane będą sieci łączące z Polską. W roku 2020 czy 2021 powinna być zbudowana nowa elektrownia w Wisaginie, co rozwiąże drugi problem - produkcji energii. Pod koniec 2014 w porcie w Kłajpedzie będzie gotowy terminal dla skroplonego gazu.
— Powiedział pan, że polityka zagraniczna Litwa kieruje się na północ, ku pozostałym państwom bałtyckim i Skandynawii. Czy to symboliczne odwrócenie się od Polski?
— Region północnego Bałtyku ma wiele wspólnych cech i wspólnych interesów. Nasze gospodarki mają wiele podobieństw. W przeciwieństwie do państw Europy Środkowej czy Zachodniej nie mamy wiele przemysłu ciężkiego, nie mamy kopalń. I dlatego to naturalne, że cały region nastawia się na wyższe technologie, na inowacyjność technologiczną. Ostatnio odbyły się cenne dla nas spotkania polityków z krajów północnych, jedno w Londynie, drugie w Sztokholmie.
— Sprowadza pan wspólnotę do gospodarki i technologii. A gdzie jest wspólnota polityczna, zwłaszcza dotycząca polityki bezpieczeństwa. W tych sprawach Polska byłaby najbliższym partnerem. I była wcześniej.
— Oczywiście kwestie bezpieczeństwa dla całego regionu bałtyckiego są bardzo ważne. Nie chciałbym jednak przeciwstawiać rozwoju technologicznego i gospodarczego sprawom bezpieczeństwa i współpracy z takimi krajami jak Polska, która jest największa w regionie.
— Skoro już padło, że Polska jest największym krajem regionu, to zapytam, czy dla Litwy jest do zaakceptowania, żeby Polska była też liderem tego regionu w UE i NATO?
- Nie ma potrzeby, żeby wydawać zgodę na to, że ktoś zostanie liderem. Liderem się zostaje dzięki wykonywanej pracy. Zawsze zachęcałem, by to się odbywało poprzez realizowanie ważnych regionalnych projektów. W naturalny sposób bez Polski jako przywódcy nie osiągniemy bardzo ważnego celu: partnerstwa w infrastrukturze. Przez ostatnie 20 lat udało się osiągnąć integrację polityczną i gospodarczą, ale brakuje nam integracji infrastrukturalnej, drogowej, kolejowej.
— Nie sposób nie zapytać o Polaków na Litwie, których los stał się największym problemem w polsko-litewskich stosunkach. Rozmawialiśmy wiele razy, i wiem, że nie zgodzimy się w ocenie ich sytuacji. Nie chciałbym znowu dyskutować na temat tego, czy jest dużo czy mało polskich szkół. Zadam pytanie, czy na poziomie ustaw jest możliwa jakaś zmiana na lepsze z punktu widzenia polskiej mniejszości. Czy jest możliwa zmiana kontestowanej przez Polaków ustawy oświatowej, załatwienia wreszcie w sposób ustawowy pisowni polskich nazwisk czy jakiejś innej ze wzbudzających kontrowersje spraw?
— Mogę powiedzieć, że litewsko-polski zespół ekspertów ds. szkolnictwa, który zaczął pracować zeszłej jesieni i szkoda, że pracować przestał, doszedł do wniosku, że nie chodzi o samą ustawę oświatową, ale o okres przejściowy dla wprowadzania jej w życie. tej ustawy. Litewski minister oświaty zapowiedział, że będzie okres przejściowy dla egzaminu maturalnego z języka państwowego, przez osiem lat będą ułatwienia dla szkół mniejszości. Jeśli spojrzymy na ten problem abstrahując od polityki, to ten okres przejściowy rozwiewa wszystkie obawy, które się pojawiały w związku z ustawą oświatową, często w sposób nieuzasadniony. I o ile mi wiadomo, nasz minister oświaty przesłał w zeszłym tygodniu do polskiej minister edukacji propozycję, by wznowić prace zespołu ekspertów.
— Nie wiem, czy kogoś pan uspokoił tą wypowiedzią. A czy w sprawie innych poza edukacją problemów polskiej mniejszości wyobraża pan sobie jakąś zmianę, ale na poziomie ustawy, która uzyskałaby poparcie w Sejmie litewskim.
— Przede wszystkim trzeba dostrzegać rzeczywiste problemy i je rozwiązywać. Bo inaczej dochodzi do wiecznych dyskusji, które do niczego nie prowadzą. Podam przykład. Kiedy mój rząd zaczął pracę w 2008 roku, znalazł realny nierozwiązany problem: majątku żydowskiego. I po długich dyskusjach i poważnej pracy Sejm przyjął ustawę w sprawie rekompensat za majątek żydowski. Udało się to osiągnąć drogą konstruktywnego dialogu ze wspólnotą żydowską na Litwie i organizacjami żydowskimi na świecie. Jeśli mówimy o ustawie oświatowej, to stwarza ona lepsze możliwości zdobycia edukacji przez dzieci z mniejszości narodowych. W moim głębokim przekonaniu dobra znajomość języka państwowego jest dodatkową korzyścią, a nie karą.
— Czy pan premier sugeruje, że łatwiej się dogadać ze wspólnotą żydowską niż z Polakami na Litwie?
— Chciałem tylko powiedzieć, że widzę rezultat. Był problem i rządowi udało się go rozwiązać, poprzez dialog. Ale do dialogu potrzebny jest druga strona, potrzebny partner.
— To właśnie na ten temat. Na Litwie zbliżają się wybory. Powiedzmy, że polska partia, Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, przekracza 5-procentowy próg, ma około 10 posłów w 141-miejscowym Sejmie. Czy wyobraża pan sobie, że AWPL jest w rządzie litewskim, na pełnych prawach, z kilkoma ministrami? Może wtedy byłby możliwy ten dialog.
— Przecież AWPL jest poważną siłą polityczną. Ma możliwości brania udziału w poważnym dialogu. Do 2008 rok była partnerem koalicyjnym innych rządów. Ale nie dostrzega problemów ważnych dla mieszkańców Wileńszczyzny, dla rejonów, których jest reprezentantem. Te rejony leżą przy największym mieście Litwy i powinny być najbardziej rozwinięte. A tak nie jest, jest odwrotnie, co widać szczególnie, gdy porówna się Wileńszczyznę z rejonami koło innych dużych miast, Kłajpedy czy Kowna. Odstawanie od innych rejonów pod względem ekonomiczno-społecznym, niewykorzystywanie potencjału, który ma rejon przy największym mieście, to realny problem, który musimy dostrzec i na drodze dialogu rozwiązać. To w dużym stopniu zależy od liderów samorządowych z AWPL.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA