Polityka

Klich odwołany. Jest "zadowolony"

Edmund Klich
Fotorzepa, Darek Golik
Edmund Klich, były akredytowany przy MAK został odwołany z funkcji szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Nie będzie też członkiem komisji - zdecydował minister transportu Sławomir Nowak
Do czasu wyłonienia nowego przewodniczącego komisją będzie kierować jej sekretarz Agata Kaczyńska. Dodał, że poprosił komisję o wyłonienie nowego kandydata na szefa komisji. Ma on być członkiem PKBWL lub "autorytetem" wskazanym spoza jej grona.
- W zasadzie nie było innego wyjścia, gdy komisja jednogłośnie podjęła taką decyzję. Wysłuchałem wszystkich stron i po wysłuchaniu uznałem, że nie ma możliwości polubownego rozstrzygnięcia sprawy - argumentował Nowak. - Nie ma żadnej intencji politycznej w tej decyzji - zapewniał. Nowak powiedział, że nie do zaakceptowania był dotychczasowy konflikt w komisji, gdyż utrudniał on jej działanie.
Szef resortu nie chciał oceniać pracy Klicha ani jako szefa PKBWL, ani jako akredytowanego przy MAK - pozostawiając to "osądowi opinii publicznej". Zarazem - pytany o sprawę nagrywania przez Klicha swych rozmów z szefami MON i Sztabu Generalnego - Nowak przyznał, że ma "swój pogląd na temat jego pewnych działań i aktywności". Podkreślił jednak, że jego decyzja wynika jedynie z przesłanki formalnej - jaką był wniosek członków komisji. Jak dodał, jego decyzja jest podyktowana tym, że chce, by nowy szef komisji miał "pełną legitymację jej członków do sprawowania tej funkcji". Zaznaczył, że chodzi zarówno o uspokojenie sytuacji, jak i o przywrócenie normalnego, ustabilizowanego trybu pracy tego organu. - Myślę, że jemu też ta decyzja ulżyła - mówił Nowak o Klichu, z którym spotkał się jeszcze przed konferencją. Klich przyznał dziennikarzom, że jest zadowolony z decyzji ministra. Podkreślił, że prawdopodobnie w najbliższym czasie sam by zrezygnował z członkostwa w komisji. - Nie da się przecież pracować w takim środowisku, prawda? - powiedział. Minister transportu może odwołać szefa lub członka PKBWL na wniosek komisji przyjęty bezwzględną większością głosów. Taki wniosek komisja przegłosowała w ubiegłą środę. Decyzja Nowaka oznacza, że Klich nie tylko przestanie być przewodniczącym komisji, ale i nie będzie już w niej zasiadać. Edmund Klich był przewodniczącym PKBWL od 2006 r. W styczniu 2011 r. na kolejną kadencję na tym stanowisku powołał go ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Już wtedy odwołania przewodniczącego chcieli członkowie komisji, dwa tygodnie po decyzji Grabarczyka po raz pierwszy skierowali do ministra odpowiedni wniosek. Grabarczyk - w przeciwieństwie do Nowaka - nie na odwołanie Klicha się nie zgodził. Nowak tłumaczył dziś, że jego poprzednik miał nadzieję na zażegnanie konfliktowej sytuacji w komisji, a on już takiej nadziei nie ma - stąd decyzja. Resort ujawnił treść wniosku komisji do Nowaka w sprawie odwołania Klicha. Wniosek sporządził członek komisji Tomasz Kuchciński. Jak napisała do Nowaka sekretarz komisji Agata Kaczyńska, w głosowaniu uzyskał on bezwzględną większość. W uzasadnieniu dokumentu czytamy, że wniosek spowodowany jest "całkowitą utratą autorytetu przez Edmunda Klicha, co uniemożliwia dalsze sprawowanie przez niego funkcji". Zarzucono mu "brak cech i umiejętności interpersonalnych", "ograniczone umiejętności w komunikowaniu się, prymitywne metody motywowania pracowników oraz - co najistotniejsze - częste kreowanie konfliktów, których nie jest w stanie rozwiązać". W uzasadnieniu wniosku wymieniono trzy jego przyczyny: pierwsza to zachowanie Klicha po pierwszym głosowaniu w komisji nad jego odwołaniem (w styczniu 2011 r.), gdy Klich m.in. miał "w sposób impertynencki" wyrażać niezadowolenie z wyników tego głosowania i "urągać członkom komisji przywołując ich domniemane choroby". Podkreślono, że Klich nigdy nie wyraził ubolewania z powodu tych wydarzeń. Druga przyczyna to publiczne negatywne oceny pracy komisji, jakie miał wypowiadać E.Klich, co godziło w dobre imię członków komisji. Na końcu Kuchciński w przegłosowanym przez komisję wniosku uzasadnia go faktem nagrywania przez Klicha jego rozmów z ministrem obrony i szefem sztabu generalnego, co uznano za nieetyczne. "Fakt nagrywania konstytucyjnego ministra odpowiedzialnego za obronę naszego kraju i brak chociażby rumieńca wstydu z tego powodu, ostatecznie pogrzebało autorytet Edmunda Klicha" - napisano.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL