fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Nerwowe ruchy po stronie pań

Rozmowa. Natalia Kowalska kierowca wyścigowy, mistrzyni Polski
Rz: Jak to jest, że nie masz prawa jazdy, a jednak jesteś kierowcą nazywanym przez media coraz częściej „Kubicą w spódnicy”?
Natalia Kowalska: Porównanie do Roberta to wielki plus. Ale: ja jestem kierowcą i on jest kierowcą, jednak ja nazywam się Natalia Kowalska. Znamy się z Robertem od zawsze, bo zaczynał karierę na tym samym torze kartingowym co moja starsza siostra, często przychodził także do naszego domu ze swoimi rodzicami. A tajemnica jazdy bez prawa jazdy polega na tym, że kierowcom wyścigowym na torze nie jest ono po prostu potrzebne. Zapisałam się już na kurs prawa jazdy, wyjeździłam dopiero pięć godzin. W sylwestra kończę 18 lat i wtedy będę mogła zdawać egzamin.
Jak to się stało, że jeździsz wyścigowo?
Gdy miałam cztery lata, za namową starszej o siedem lat siostry przejechałam się na gokartach. To było niezwykłe uczucie. Jednak rodzice nie chcieli, żebym jeździła. Długo trwało ich przekonywanie. W końcu w wieku ośmiu lat zaczęłam profesjonalne treningi, a już rok później pierwszy raz startowałam w mistrzostwach Polski, byłam najmłodszym zawodnikiem. Zostałam wicemistrzem Polski juniorów.
Masz już zawodowe plany na przyszły rok?
Nie są jeszcze skonkretyzowane. Na pewno nie będę już jeździć w formule Renault (klasa wyścigowa młodych kierowców w wieku 16 – 19 lat – red.). Może starty za oceanem, a może w Formule 3. Wiele zależy jeszcze od rozmów ze sponsorami.
Co myślisz o świeżo upieczonych kierowcach?
Wyrabiają się za kółkiem dopiero po jakimś czasie, ponieważ sama widzę, że 30 godzin jazd podczas kursu na prawo jazdy to kropla w morzu. Zwłaszcza gdy połowę tego czasu poświęca się na parkowanie. Ja i tak jestem w dobrej sytuacji – od paru lat umiem kręcić kierownicą i przyciskać pedały, a i na refleks nie mogę narzekać. W wyścigowym bolidzie niektóre reakcje i ruchy odbywają się nawet dwadzieścia razy szybciej niż w normalnym samochodzie osobowym.
Zadam teraz pytanie, które trudno zadawać kierowcy wyścigowemu-kobiecie. Czy stwierdzenie „baba za kierownicą” jest prawdziwe, czy to tylko męska złośliwość?
Niestety, muszę to powiedzieć: kobiety jeżdżą gorzej. Generalizuję oczywiście, są przecież wspaniałe wyjątki. Jeżdżąc z tatą na zawody, pokonuję tysiące kilometrów. Obserwuję wtedy drogę i widzę, że sporo niebezpiecznych lub nerwowych sytuacji powstaje z winy pań.
Ale powiedz, że to nieprawda, że używamy lusterka wstecznego wyłącznie po to, by się malować!
Zdecydowanie zaprzeczam.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA