fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Refleksje po nokaucie

Rzeczpospolita
Wojna sześciodniowa – to brzmi naprawdę porażająco. To jak błyskawiczny nokaut: jeden bokser natychmiast zagania drugiego do rogu, zasypuje go ciosami i przeciwnik z łoskotem pada na deski... Nasuwająca się od ręki metafora bokserska nie jest tu jednak stosowna, bo przecież arabskich przeciwników Izraela było kilku.
Z oczywistych względów wojny błyskawiczne są lepsze niż długotrwałe zmagania, mające okropną inklinację do przeradzania się w ofiarne stosy żołnierzy i cywilów. Zresztą jestem po stronie tych, którzy uważają, że szybko uwinąć się z przeciwnikiem to prawdziwa sztuka wojenna. Nie przemawiają do mnie żadne marsze i kontrmarsze, kunsztownie tratujące teren wraz z masami ludzi. Niech jak najszybciej przestanie szczękać oręż, a zwycięzcy i pokonani usiądą do układania sprawiedliwego pokoju. Niestety, to ostatnie to tylko ponury żart, gdyż po szybkim triumfie zwycięzcy nad wyraz rzadko potrafią się powstrzymać od twardego dyktatu.
Zawsze jednak rodzi się pytanie, dlaczego ten większy, na pozór silniejszy, dał się tak szybko znokautować. I pewnie zawsze mamy ten sam zestaw odpowiedzi: triumfator miał lepiej wyszkolone wojsko, lepszych generałów i sojuszników, był lepiej zorganizowany, no i – naturalnie – posiadał lepsze dzidy bądź samoloty. A w ogóle miał sprawniejszą gospodarkę etc. To wszystko prawda, ale pozostaje głębszy wymiar tego pytania. Ryszard Kapuściński, zastanawiając się nad przyczynami arabskich klęsk w starciach z Izraelczykami (już nie pamiętam, czy chodziło mu o wojnę sześciodniową czy też wojnę Jom Kippur z 1973 roku), twierdzi, że ważniejsze od sztabowców i samolotów były postawy społeczeństw państw wojujących. W krajach arabskich – powiada – biło się samo wojsko, a w Izraelu w istocie cały kraj – wszyscy. Całe społeczeństwo przesiąknięte było wolą zwycięstwa, a może raczej wolą przetrwania, bo wyobraźmy sobie, co stałoby się po stanowczym zwycięstwie Arabów. Nadto okazało się, że nie można prędko przerobić drobnego kupca z damasceńskiego czy kairskiego suku na sprawnego, efektywnego żołnierza, a w Izraelu do wojska idą wszyscy zdolni nosić broń.
Obiegowy pogląd, że są narody genetycznie odważniejsze i tchórzliwsze (tę drugą cechę przez wieki niesłusznie przypisywano Żydom), to rasistowska brednia. Jeśli już zniosło nas w wojnę Jom Kippur: Chaim Herzog, jeden z ówczesnych dowódców armii izraelskiej, późniejszy prezydent Izraela, we wspomnieniach oddaje hołd odwadze egipskich żołnierzy i sprawności sztabowców wroga. Głównej przyczyny zwycięstwa upatruje w większej samodzielności izraelskich żołnierzy – w chaosie pola walki żydowski dowódca najniższego nawet szczebla łatwiej podejmował ryzykowne decyzje niż jego arabski odpowiednik, który odcięty od rozkazów, łatwo się gubił. A ja ze smutkiem konstatuję, że już dawno pogubiłem się w perspektywach pokoju na Bliskim Wschodzie. Może jednak dożyjemy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA