fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Czeczeńcy wolą zostać w ośrodku, niż wracać do swojej ojczyzny

W Przemyślu, Kętrzynie, Białej Podlaskiej i Białymstoku powstają zamknięte ośrodki dla uchodźców
Dotychczas w Polsce były tylko otwarte ośrodki podległe Urzędowi ds. Cudzoziemców. Przed wejściem do strefy Schengen Straż Graniczna zaczęła budować własne, które pełnią rolę tymczasowych więzień dla uchodźców.
– Trafią do nich cudzoziemcy, którzy weszli w konflikt z prawem, np. uciekli z otwartych ośrodków i zostali zatrzymani gdzieś w Europie – tłumaczy kapitan Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu. Będą w nich przebywać do decyzji sądu w sprawie przyznania statusu uchodźcy. Przemyski ośrodek powstał w obiektach po koszarach wojskowych. Remont i adaptacja kosztowała 10 mln zł, 85 proc. pochodziło z europejskich funduszy związanych ze strefą Schengen. Z zewnątrz wygląda jak małe więzienie: wysoki płot z drutem kolczastym, monitoring, strażnicy. W środku bardziej przypomina pensjonat: duże pokoje, przestronne korytarze, salon rekreacyjno-wypoczynkowy ze stołem do ping-ponga i telewizorem, który jest najczęściej przedmiotem sporów. – Za dużo kanałów i to wywołuje kłótnie – mówi chorąży sztabowy Robert Chrobak, kierownik zmiany. Jest sala modlitw.
Przy ośrodku plac zabaw, boisko sportowe. Ośrodek otwarto w listopadzie i już w jednej trzeciej jest zapełniony. – Najwięcej jest Czeczenów, ale są też Wietnamczycy, Chińczycy, Gruzini, Ukraińcy – wylicza Elżbieta Pikor. Razem z mamami przebywa dziesięcioro dzieci w wieku od trzech miesięcy do 14 lat. Wacha i Wachid, czternastoletni bliźniacy, grają w tenisa stołowego. W przerwach oglądają rosyjską telewizję. Mama Astenia Fatina chwali, że to takie dobre chłopaki. Ubolewa, że nie mogą się uczyć w szkole. – Przychodzi tu nauczyciel uczyć polskiego, ale to nie szkoła. Jak oni będą kiedyś żyć? – martwi się. Pochodzą ze stolicy Czeczenii – Groznego. Mąż zginął na wojnie, a ona z synami postanowiła, że pojedzie szukać lepszego życia. Ponad rok temu przyjechali do Polski i trafili do otwartego ośrodka w Białymstoku. Nie chcą mówić, w jaki sposób dotarli do naszego kraju. Chłopaki przez pół roku uczyli się w białostockim gimnazjum. Jednak pojechali na zachód Europy. – Zatrzymali nas w Belgii i grozili, że odeślą do Rosji. Wiadomo, co by nas tam czekało – mówi dobrą polszczyzną Wacha. Czekają na decyzję sądu i proszą Boga, by nie musieli wracać do Czeczenii. – Mogę spędzić całe życie w ośrodku, byle nie tam. 30-letni Lan Ngowantu z Wietnamu mieszkał w Krakowie 11 lat. Ożenił się z Polką. Mają trzyletniego syna. Przez lata utrzymywał się z nielegalnej pracy w barach, trochę handlował. – Przed Mikołajem kupowałem na bazarze prezenty dla synka i zatrzymała mnie policja, bo nie miałem dokumentów – opowiada. Wierzy, że wkrótce dołączy do żony i syna w Krakowie. Biegle mówi po polsku. Podkreśla, że w takiej sytuacji jak on w Polsce są tysiące jego rodaków. Czuje się Polakiem. – Jak nas zaczniecie ścigać, to zabraknie miejsc w ośrodkach – zaznacza. Nie ma wątpliwości, że Polska może się spodziewać najazdu jego rodaków, bo staliśmy się pierwszym krajem w drodze do Europy. – Biedni ciągną do bogatych – tłumaczy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA