fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Próbują mnie zastraszyć

Rzeczpospolita
W wojsku nikt nie wiedział, że prokuratura chce zatrzymać żołnierzy – mówi Aleksander Szczygło
Rz: Dlaczego szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski sugeruje, że może pan zostać przesłuchany przez prokuraturę wojskową zajmującą się sprawą ostrzelania przez polskich żołnierzy afgańskiej wioski nie w charakterze świadka, lecz podejrzanego?
Aleksander Szczygło: To próba zastraszenie mnie. Jeżeli minister Ćwiąkalski będzie nadal powtarzał te kłamstwa, wytoczę mu proces o zniesławienie. Pamiętajmy, że on nie ma immunitetu i nie będzie się mógł za nim schować. Docierały do pana wcześniej jakieś sygnały, że prokuratura w tej sprawie zajmuje się też panem?
Nie, żadnych takich sygnałów nie miałem. Rozumiem, że prokuratura chce wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy, nie rozumiem jednak, dlaczego miałaby się zajmować mną, w dodatku w takim charakterze. Wiedział pan o istnieniu meldunku Amerykanów, że w wiosce ukrywają się talibowie? Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia. Obowiązuje mnie tajemnica państwowa. W tej sprawie jest wiele niewiadomych. Nie wiemy na przykład, dlaczego zatrzymanie żołnierzy miało miejsce dopiero dwa tygodnie po ich powrocie do Polski. Wioskę w Afganistanie ostrzelano 16 sierpnia. Dlaczego więc oskarżonych o to żołnierzy zatrzymano dopiero w listopadzie? Prokuratura prawdopodobnie chciała, by wszyscy żołnierze zamieszani w tę sprawę byli już w Polsce. A wracali z Afganistanu w różnych terminach. Dowiedziałem się na przykład, że dwóch aresztowanych w listopadzie żołnierzy leciało ze mną 30 października tym samym samolotem. Ja wracałem wtedy po przekazaniu dowództwa polskiego kontyngentu w Afganistanie. Generał Marek Tomaszycki przekazał dowodzenie drugą zmianą polskich żołnierzy generałowi Jerzemu Biziewskiemu. Kiedy dowiedział się pan, że w samolocie byli też zatrzymani teraz żołnierze? Dziś już tego dokładnie nie pamiętam, ale na pewno już po ich aresztowaniu. Ktoś mi po prostu o tym powiedział. Fakt, że tego nie wiedziałem wcześniej, dowodzi, że w żaden sposób nie ingerowałem w działania prokuratury. Czyli jeszcze 30 października nie wiedział pan, jakie materiały zebrała prokuratura? Nie, materiałów prokuratury nie znałem. Wiedziałem jedynie, że jest prowadzone takie postępowanie i że może ono wkrótce zostać zakończone. Czy został pan powiadomiony o tym, że żołnierze będą zatrzymani? Tak, wiedziałem o tym, że zostaną zatrzymani, trochę wcześniej. Kiedy dokładnie? Może było to dwa tygodnie przed zatrzymaniem, może tydzień. W każdym razie o tym, że żołnierze zostaną zatrzymani, zostałem poinformowany wcześniej. Nie znałem jednak szczegółów, nie domagałem się też ich poznania, bo należy pamiętać, że to informacje, które są własnością prokuratury. To organy ścigania prowadzą postępowanie i są za nie odpowiedzialne. To prokuratura wyznacza poszczególne kroki, które należy podjąć, aby wyjaśnić wszystkie wątki sprawy. Rozmawiał pan o tej sprawie z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą? Nie, akurat z nim nie rozmawiałem. Kto w takim razie przekazał panu informacje o planowanym zatrzymaniu przez żandarmerię wojskową podejrzanych żołnierzy? Dowiedziałem się o tym od dwóch osób: komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej i naczelnego prokuratora wojskowego.Z tego, co wiem, o planach zatrzymania żołnierzy nikt więcej nie wiedział, dlatego do ostatniej chwili udało się to zachować w tajemnicy. W armii też nikt nie wiedział o planach prokuratury, nawet szef Sztabu Generalnego i dowódca Wojsk Lądowych? Ja z nimi na ten temat nie rozmawiałem. Przypuszczam jednak, że nie wiedzieli.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA