fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Wielka literatura od kuchni

Muzeum Narodowe w Gdańsku
Kulinaria w poezji i prozie: wielu autorów kochało biesiadę, ale nieliczni, pisząc o jadle, potrafili oddać mentalność rodaków czy nakreślili kulturową panoramę ojczyzny.
Święta Bożego Narodzenia ofiarowują coś duchowi i ciału. Po postnej wigilii następują dwa dni, które całą rodziną spędzamy przy suto zastawionym stole. To dobra okazja, by się zastanowić, jakie znaczenie dla współczesnej literatury mają kulinaria. Zdarza się, i to wcale nierzadko, że nadają ton wybitnemu dziełu.
– Czesi są wielkimi miłośnikami jedzenia, choć nie wszyscy gotują – powiedział "Rz" Andrzej Czcibor-Piotrowski, tłumacz i pisarz. – Hrabal nigdy nie gotował, ale to, co mówi nam o potrawach, jest majstersztykiem. Nikt tak nie opisywał dań z wątróbki, farszu z chrupiącą skórką, kaszaneczki, galarety z głowizny, z ryjka oraz z ratek. Co ciekawe, podczas kilku naszych wspólnych zakrapianych biesiad pokrzepialiśmy się tylko trzema potrawami. Braliśmy więc pivní sýr – gatunek sera, który razem z kroplą piwa daje smakowite smarowidło do kanapek, albo tlačenku s cibulkou a octem, czyli znakomity salceson. Najdroższym daniem, którym się raczyliśmy, był gulasz. Zatem w rzeczywistości Hrabal nastawiał się raczej na picie. – Pochłaniał go świat alkoholi, sięgał po ukochaną fińską wódeńkę, czyli absolut – wspomina CzciborPiotrowski. – Kulinaria opiewał tylko w prozie. W "Postrzyżynach" jest piękna scena, w której pani Maria kroi po odrobince każdego z gatunków mięsa. Gdzie jeszcze w literaturze znajdziemy podobnie sympatyczny opis przygotowania dań, które potem się zje z apetytem? Tłumacz uważa, że sceny o podtekście kulinarnym mogą znakomicie oddać mentalność narodu. – W każdym razie o Czechach wiele nam powie epizod z autobiografii noblisty Jaroslava Seiferta – mówi CzciborPiotrowski. – W którymś miejscu czytamy o spotkaniu poety z księdzem profesorem Cibulką. Obaj byli katolikami, więc w piątek, w post, wyjechali 25 kilometrów za Pragę, gdzie dumnie obwieścili: – Pelegrini sumus, jesteśmy pielgrzymami. I zamówili sobie to, na co mieli największą ochotę: wyborne mięsiwo. Również Günter Grass z lubością opisuje rozkosze stołu. – W całym swym dziele przedstawia cywilizacyjny obraz Gdańska i regionu na przestrzeni wieków, a kulinaria pomagają mu budować kulturową panoramę tego miejsca – mówi Maciej Kraiński, restaurator i szef Stowarzyszenia Güntera Grassa. Tak jest w "Blaszanym bębenku", "Turbocie" i autobiografii "Przy obieraniu cebuli". – Kuchnia kaszubska jest mączna, brukwiana, szanuje owoce runa leśnego – wyjaśnia Kraiński. – Ponad wszystko stawia zaś ryby: węgorza, dorsza zwanego pomuchlem czy wątłuszem, turbota i łososia bałtyckiego o kremowożółtym mięsie. Grass obserwuje, jak ta tradycja łączy się z elementami egzotycznymi. W Gdańsku gospodynie zamożnych mieszczan stosowały bowiem drogie przyprawy (choćby gałkę muszkatołową), sięgały po otrzymywaną z rdzenia palmy kaszkę sagową. Statkami sprowadzano zaś kawę, migdały i cytrusy. Potrawy trafiały na bogato zastawiony stół, gdzie pyszniły się srebrne koszyczki, a misternie zdobione sztućce spoczywały na fikuśnych koziołkach. Konsumpcji towarzyszyła muzyka – tak tworzyła się prawdziwie dworska aura. Można przypuszczać, że miłość pisarza do kuchni zrodziła się wkrótce po zakończeniu działań zbrojnych, w czasie pobytu w amerykańskim obozie dla jeńców wojennych. – Tam, cierpiąc głód, gdyż racje żywieniowe były skromne, zapisał się na kurs wirtualnego gotowania – wyjaśnia Maciej Kraiński. – Zajęcia prowadził dawny szef kuchni, Niemiec z Besarabii, za wszystkie pomoce mając tablicę i kredę. Była to więc w istocie forma teatru. Kulinaria są tematem wielu grafik Grassa. Noblista chętnie portretuje siebie w kucharskiej czapie. Lubi bowiem gotować i przyjaciół podejmuje m.in. mistrzowsko przyrządzonym udźcem baranim szpikowanym czosnkiem. Do perfekcji opanował też duszone wołowe serce z nadzieniem z suszonych śliwek. Sens biesiady w gronie najbliższych rozumie świetny poeta Tomasz Różycki. Jego poemat "12 stacji" nawiązuje wprost do "Pana Tadeusza", gdzie o kuchni pisze się dużo i smakowicie (wystarczy wspomnieć Mickiewiczowski przepis na bigos). – Poszukiwanie smaku – dosłownie i w przenośni – należy do wielkich radości życia – uważa Różycki, który jedną z kluczowych scen utworu uczynił szykowanie ciasta oraz aromatycznego nadzienia. – Lepienie pierogów i ich jedzenie, ta wielka rodzinna uczta zdała się symboliczna dla mej opowieści – tłumaczy poeta. – To były ważne wydarzenia, spotkania pełne dostojeństwa, ale i radości. Przy stole prowadzono rozmowy poważne oraz przerzucano się żartami. Pisząc o tym, nawiązywałem do pamięci dziecka i zachowanych przekazów. I tak w poemacie "12 stacji" czytamy: "Pierogi. One to, odkąd sięgnął myślą, były rodziny trwałym/ fundamentem, przy nich się spotykały nawet wrogie frakcje/ i dla nich zawierano w piątki Pokój Boży".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA