fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Miasto grunty zwraca, ale wolno i niechętnie

Rzeczpospolita
Od wczoraj, po półrocznej przerwie, miasto znów oddaje nieruchomości byłym właścicielom. Gotowych do podpisu jest kilkadziesiąt wniosków. Dla 4,5 tys. pokrzywdzonych to za mało
Zwroty zostały wstrzymane w czerwcu. Naczelny Sąd Administracyjny po wniosku jednego z mieszkańców uznał wówczas, że Rada Warszawy musi ponownie ustalić tzw. czynsz symboliczny płacony przez odzyskującego nieruchomość. To opłata w wysokości 1/10 jej wartości.
– Sąd uznał, że sformułowanie „symboliczny” sugeruje stałą opłatę i jej wysokości nie można wiązać z wartością nieruchomości – wyjaśnia dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko. – Musieliśmy więc przerwać zwroty i czekać na nową uchwałę rady miasta. Radni podjęli ją miesiąc temu (teraz się uprawomocniła i można ją stosować) w wersji korzystniejszej dla poszkodowanych dekretowców. Będą musieli płacić złotówkę za mkw. gruntu, podczas gdy zgodnie z poprzednią stawka za mkw. np. na ul. Nowogrodzkiej wynosiła 15 zł.
Wczoraj urzędnicy podpisali pierwsze decyzje, w większości dotyczące niewielkich budynków. Ale odblokowanie zwrotów umożliwia np. oddanie kamienicy braci Jabłkowskich. – Może uda się do końca roku – przyznaje jeden z urzędników. I dodaje, że przez te pół roku przygotowano kilkadziesiąt wniosków o zwrot, które teraz wystarczy podpisać. – Ale przedtem trzeba je ponownie przejrzeć – studzi optymizm dyrektor Bajko. – Mogły dojść nowe elementy, np. umarł jeden ze współwłaścicieli.Przedstawiciele środowisk dekretowych są rozgoryczeni. – Dla miasta każdy pretekst, by nie oddawać nam gruntów albo te zwroty opóźniać, jest dobry – uważa szef Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości Mirosław Szypowski. – Do mnie zgłaszają się osoby, które po kilka lat czekają na prostą odpowiedź z ratusza. Ostatnio był rekordzista – czekał dziesięć lat. Inny poszkodowany opowiada, że po pięciu latach otrzymał informację o konieczności uzupełnienia wniosku o dokument, który można załatwić od ręki. – Urzędnicy sprawiają wrażenie, jakby nie byli zainteresowani oddawaniem gruntów – mówi przedstawiciel stowarzyszenia Dekretowiec Wojciech Gruszczyński. – A to twierdzą, że najpierw muszą się dowiedzieć, co miasto planuje na danym terenie, a to znowu wymyślają braki w dokumentacji. Dyrektor Bajko tłumaczy, że ratusz nie może oddawać gruntu, jeśli za chwilę się okaże, że musi go wykupić pod miejskie inwestycje. – Bo zostaniemy posądzeni o niegospodarność – mówi. Dodaje, że gdyby nie przymusowy przestój w zwrotach, ten rok byłby rekordowy: miasto oddałoby prawie 300 działek. Prezes Szypowski kiwa głową z politowaniem. – Przecież i Święcicki, i Piskorski oddawali prawie tyle samo. Tylko za Lecha Kaczyńskiego zwroty wstrzymano. Ta ekipa zapowiadała działanie błyskawiczne, a tymczasem tempo jest żółwie. Ratusz ma do rozpatrzenia około 4,5 tys. wniosków. Zdaniem wiceprezydenta Andrzeja Jakubiaka ponad połowy nieruchomości zwrócić nie można, bo nie są znani wszyscy właściciele. – Pojawiają się jeszcze roszczenia nowe, zwłaszcza od osób spoza granic kraju – przypomina Mirosław Szypowski. – W tym tempie wielu sprawiedliwości nie doczeka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA