fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Górniczy buntownik

Edytor.net/Fotorzepa
Szef górniczej „S”, jeden z bardziej znanych związkowców. Dziś przewodzi rozmowom ostatniej szansy między górnikami a zarządem Kompanii Węglowej
Ma 43 lata, z czego siedem spędził pod ziemią. Ostatni raz był tam 17 lat temu, bo gdy w 1991 r. został wiceprzewodniczącym komisji zakładowej „S”, na dół już nie zjeżdżał.
Dominik Kolorz pracuje w kopalni węgla kamiennego Chwałowice należącej do Kompani Węglowej – spółki, w której dziś od rana będą się toczyć „rozmowy ostatniej szansy” w sprawie podwyżek płac. – Mam nadzieję, że zakończą się sukcesem i że górnicy będą zadowoleni, a firma będzie mogła sprawnie działać – mówi Dominik Kolorz. – Idzie wigilia, może zarząd przemówi ludzkim głosem.
W weekend „Super Express” nazwał go związkowcem-bogaczem, wypominając m.in. jazdę służbową limuzyną w sprawach związkowych. Na branżowym portalu wnp. pl nie milkną komentarze. Ed napisał: „Nie przepadam za Kolorzem, ale chyba jako szef jednego z największych związków w branży ma takie prawo”. Obserwator nazwał go zaś „kolejnym związkowym oszustem”. Ale niektórzy go też bronią na przykład Roman-śl: „Dominik, trzym się chopie”. –Limuzyna to volkswagen, ma 3,5 roku i prawie 200 tys. km na liczniku – irytuje się Kolorz. Dodaje, że używa służbowego auta z kierowcą, bo nie ma prawa jazdy, a miesięcznie w sprawach związkowych robi po Polsce 8 – 10 tys. km. – Pracuję po 12 godzin, bo górnikom ktoś musi pomagać – mówi.Dominik Kolorz pracę w górnictwie zaczynał w KWK Rymer – Niedobczyce w 1983 roku jako górnik w transporcie – tuż po ukończeniu liceum zawodowego w Rybniku. W 1988 roku wstąpił do „Solidarności”. W 1991 roku został wiceprzewodniczącym komisji zakładowej, potem stanął na jej czele. Pełnił także funkcję szefa „Solidarności” w Rybnickiej Spółce Węglowej oraz wiceprzewodniczącego Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego. Pierwszą osobą w górniczej „Solidarności” jest od 2003 roku. Na kolejną kadencję został wybrany w 2006 roku – głosowało na niego aż 98 ze 105 delegatów. Koledzy mówią o nim: „silny chop”. W „Solidarności” ma bardzo mocną pozycję. On sam do swoich największych osiągnięć zalicza wygraną walkę o górnicze emerytury (uchwalone po pamiętnych strajkach pracowników dołowych przed Sejmem w 2005 r.). – I to, że w górnictwie zaczęto znów przyjmować ludzi do pracy – dodaje. Pytany o życzenia noworoczne chwilę się zastanawia. – Chciał, żeby to był po prostu normalny rok. Dla wszystkich, ale głównie dla naszej branży. Bez sporów, bez strajków, bez marszów na Warszawę – wylicza. Ale nie chce powiedzieć, czy święty spokój w górnictwie jest możliwy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA