fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Lunch w interesach

Nie jesteś pewien, czy zrobić z kimś biznes, powierzyć duże zlecenie? Zjedz z nim lunch, a nie tylko nawiążesz bliższe relacje, ale przekonasz się także, jakim menedżerem jest twój przyszły partner.
Robin Jay, "Business lunch", Studio Emka
Tak przynajmniej radzi Robin Jay w książce „Business lunch”. Jej filozofia jest prosta – wszyscy musimy jeść, a gdy robimy to z kimś, zmieniają się relacje z tą osobą. Możemy ją lubić bardziej lub mniej, nabrać do niej szacunku, obserwując, jak się zachowuje w restauracji, bądź wręcz przeciwnie. Jay przekonuje, że przy smacznym posiłku, w niezobowiązującej atmosferze możemy zyskać więcej niż podczas twardych negocjacji.
Polskim czytelnikom książka ta może się przydać tym bardziej, że po zmianie przepisów podatkowych z początkiem 2007 roku nie mogą już odliczać od podatku kosztów reprezentacyjnych. Dlatego mniej chętnie wychodzą z klientami na wspólny posiłek, a to błąd. Czasami warto wyłożyć z własnej kieszeni parę złotych, aby ustrzec się przed stratami w przyszłości. Autor przytacza przykład Arta Fettinga z Growth Unlimited, który jadł posiłek z właścicielem małej spółki. Chciał jej zlecić wykonanie pewnych prac i obiad miał być wstępem do podpisania kontraktu. Wszystko przebiegało bez zarzutu do momentu, gdy do stolika podjechał kelner z drogimi deserami. Jego współbiesiadnik kazał sobie zapakować z każdego rodzaju kawałek do domu. Kosztami obciążył firmę. Fetting nie podpisał kontraktu. Stwierdził, że skoro właściciel firmy w ten sposób postępuje, tylko patrzeć, jak popadnie w tarapaty finansowe. Nie pomylił się – pół roku później spółka padła. Jay radzi w książce, jak dbać o klientów, partnerów w biznesie, tych, na których nam najbardziej zależy. Jako osoba, która 18 lat przepracowała na stanowisku dyrektora reklamowego, podnosząc w tym czasie sprzedaż o 2000 proc., wie, że kwiaty czy kartka z okazji jubileuszu klienta plus wspólny posiłek to coś, co zapewni nam życzliwość drugiej strony. Przestrzega przy tym, aby nigdy od razu nie przystępować do spraw biznesowych, ale najpierw pokonwersować w luźnej atmosferze, bo to pozwoli dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Jeśli mamy zamiar przedstawić prezentację, musimy się zorientować, czy klient ma dużo czasu, czy wręcz przeciwnie – spieszy się, i dostosować do jego oczekiwań to, co mamy do przekazania. Unikajmy kontrowersyjnych tematów – polityka, seks, zdrowie. A gdy już zaczniemy rozmawiać o konkretach, nigdy nie mówmy wszystkiego podczas posiłku. Książka dostarcza też wielu praktycznych rad, jak się zachowywać podczas business lunchu, jaką restaurację wybrać, czy wyjechać po klienta, czy czekać na niego w lokalu, czy pić alkohol w trakcie spotkania, czy nie, co zrobić z komórką. To, czy amerykańskie zasady można przenieść bez problemów na polski grunt, pozostawiam ocenie czytelników.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA