fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Polska to nie skansen

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Rozmowa z ministrem kultury. Bogdan Zdrojewski chce mieć wpływ na przyszłość telewizji i promocję polskiej sztuki w świecie
Rz: Wybitni artyści podjęli akcję, aby zablokować kandydaturę Rafała Grupińskiego na ministra kultury, bo był wcześniej zwolennikiem likwidacji MKiDN. Pan przez długi czas przygotowywał się do objęcia MON. Jaki jest stosunek PO do kultury?
Bogdan Zdrojewski: Wystarczy powrócić do exposé premiera. To tam znajduje się najważniejsza deklaracja PO. Oczywiste jest, iż nie można zanegować odpowiedzialności państwa za szeroko rozumiany obszar kultury. W tej materii ważne są nie tylko ochrona dziedzictwa narodowego, ale także dbałość o współczesną twórczość polskich artystów. Czy PO zamierza przekazać abonament na produkcję programów misyjnych stacjom komercyjnym, co mogłoby oznaczać polityczną korupcję i nie uwzględnia faktu, że nie mają one ogólnopolskiego zasięgu jak Program I?
Premier Donald Tusk zdementował informacje o rzekomych planach prywatyzacji publicznych mediów i podkreślił niezwykle istotne znaczenie TVP dla realizacji misji kulturotwórczej. To, że telewizja publiczna nie wychowuje widzów do uczestnictwa w kulturze, jest dla wszystkich oczywiste. Obecny podział odpowiedzialności za losy TVP nie sprzyja myśleniu kompleksowemu: sprawa abonamentu należy do ministra finansów, nadzór nad majątkiem do ministra skarbu, a ustawy o KRRiT najczęściej mają referenta w MKiDN. Dziś modelem niemalże docelowym może być BBC. Działa w niej kilka niezależnych, eksperckich rad, które ponoszą odpowiedzialność m.in. za finanse i program. Nie cenzuruje się dziennikarzy, tylko wyznacza ich kierunek działania. Zamierzam zabiegać o to, by zasadnicza część nadzoru misji kulturotwórczej publicznych mediów była ulokowana w MKiDN, ale dopuszczam oczywiście inne rozwiązania. Jest pan pierwszym ministrem kultury, który tak zdecydowanie stawia sprawę przyszłości TVP. Kiedy możemy się spodziewać konkretnych decyzji? W następnym roku, a to już tuż tuż. Wtedy też muszą zapaść i decyzje personalne, i zostać określona odpowiedzialność za „platformę cyfrową”. Dziś dość nieporadne, raczej pozorowane przygotowania do emisji za pośrednictwem platformy cyfrowej trzeba zastąpić konkretnymi działaniami. Obecnie TVP dociera do wszystkich widzów w kraju, co daje jej przewagę nad nadawcami komercyjnymi. Jednak po wprowadzeniu platform cyfrowych warunki konkurencji się wyrównają, a tylko telewizja publiczna przez kilka lat będzie musiała nadawać jednocześnie sygnał analogowy i cyfrowy. Nadawcy prywatni będą mogli pobierać opłaty za odbiór ich programów, zaś publiczny – nie. Jeżeli w 2008 roku TVP nie przygotuje się do nowej sytuacji, osłabnie. Jak pan sobie wyobraża obecność kultury w telewizji publicznej? Nie może być tak, że w „Wiadomościach” jest miejsce na politykę, pogodę i sport, a brakuje na kulturę. W polskiej sztuce każdego dnia jest co najmniej jedno wielkie wydarzenie, więc mówienie, że nic się nie dzieje, jest pozbawione sensu. Oczywiście, wiele informacji przekazuje TVP Kultura, ale zależy mi na tym, żeby docierały one do całego społeczeństwa. Trzeba też pomyśleć o rejestracjach najważniejszych wydarzeń artystycznych. Nie wyobrażam sobie też, by telewizja nie miała w ciągu dnia żadnej oferty edukacyjnej dla szkół. A co z abonamentem? Ta sprawa nie znajduje się w mojej gestii, decyzje jeszcze nie zapadły. Szacuje się jednak, że na przedsięwzięcia radiowo-telewizyjne z abonamentu można uzyskać do 800 mln zł rocznie, w tym ok. 350 mln zł dla TVP centralnej, a pozostałe kwoty na ośrodki regionalne i Polskie Radio. Jeśli mądrze zainwestuje się te środki w edukację, w programy informacyjne o kulturze, to efektem tego może być nie tylko większa frekwencja we wszystkich instytucjach kultury, ale także może poprawić się czytelnictwo. Platforma chce, by jeszcze większa odpowiedzialność za kulturę spoczęła na samorządach. Tymczasem władze lokalne reprezentujące PO wielokrotnie podejmowały błędne decyzje: dymisje Macieja Nowaka w Teatrze Wybrzeże, odejście Jacka Wekslera z warszawskiego ratusza, zamieszanie wokół dyrekcji Krzysztofa Mieszkowskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu. To fałszywy obraz. I nie ma tu wspólnego mianownika. A co do samorządów generalnie, to wiele przedsięwzięć kulturalnych jest realizowanych wyłącznie dzięki władzom lokalnym. Kiedy rozpoczynaliśmy wielką reformę państwa w 1989 r., państwo i samorządy wydawały na kulturę tyle samo, po około 50 proc. Dziś samorządy łożą na ten cel prawie 80 procent wszystkich wydatków, a z środków centralnych przeznacza się na kulturę niewiele ponad 20 proc. Jeśli chodzi zaś o konflikty personalne, samorządy są suwerenne. I nie może być mowy o ingerencjach, ale same rozwiązania w tej materii należy uznać za wadliwe. Konkursy to fikcja albo źródło istotnej blokady dla najbardziej optymalnych rozwiązań. Tam, gdzie zaś minister kultury współprowadzi instytucję, jego władza nie powinna być nadużywana. Jeżeli samorząd chce odwołać dyrektora, bo uważa, że źle realizuje swoje zadania – minister może blokować decyzję tylko wtedy, kiedy jest przekonany, że nie ma alternatywnego rozwiązania lub kontrkandydaci są jeszcze gorsi. Natomiast jeśli chodzi o Warszawę, to w chwili obecnej wydaje ona na kulturę ogromne pieniądze, a być może za moment stanie się to najważniejszym finansowym wyzwaniem, absolutnym w tej materii rekordem w kraju! W sprawie Teatru Polskiego we Wrocławiu czekają mnie rozmowy z marszałkiem województwa dolnośląskiego Andrzejem Łosiem i dyrektorem Krzysztofem Mieszkowskim. Nasi artyści są obecni na najważniejszych scenach świata, niestety nie jest to zasługą polityki państwa, które mnóstwo pieniędzy traci na nasze imprezy w mniej liczących się instytucjach. To prawda. Już w 2008 r. sprawna polityka kulturalna za granicą będzie jednym z moich najważniejszych zadań. To wiąże się z przygotowaniami do Roku Chopina 2010 oraz polskimi sezonami w Izraelu i Rosji. Zapoznałem się z projektami programów. Wymagają oprawy promocyjnej. Nie miałem wyboru, muszę się tymi wyzwaniami zająć osobiście. Efekt musi być realny, a nie wirtualny. W latach 90. polskie rządy uwierzyły w Europę przyszłości, tymczasem również ostatnie spotkanie Donalda Tuska z Angelą Merkel pokazuje, że każdy naród prowadzi własną politykę historyczną. A my? Za dużo się szarpiemy. A przecież nie chodzi o to, by jak Niemcy zbudują pomnik Wilhelma II, to my Piłsudskiego. Każdy, kto powie, że jest przeciwko polityce upamiętniania przeszłości i budowania patriotyzmu, będzie niepoważny. Problem leży w proporcjach i pewnej racjonalności. Działa już znakomite Muzeum Powstania Warszawskiego, są świetne projekty Muzeum Historii Polski i Westerplatte. Polska nie może stać się jednak muzealnym skansenem, narodową nekropolią. Tymczasem codziennie dowiaduję się o co najmniej jednej inicjatywie stworzenia muzeum w Polsce. Jeżeli w najbliższych latach wydamy na inwestycje 500 milionów euro, koszty utrzymania instytucji kultury wzrosną o 200 mln zł rocznie. Tyle pieniędzy Ministerstwo Kultury wydaje teraz na aktywność instytucji narodowych. Dlatego już teraz trzeba dokonać selekcji inwestycji. Muszę pilnować, by nie zabrakło pieniędzy na działalność artystyczną w następnej dekadzie. W latach 1990 – 2001 był prezydentem Wrocławia; za jego kadencji miasto stało się synonimem sukcesu. Ukończył studia na wydziałach filozofii i kulturoznawstwa, ale ma też w biografii epizod młodszego maszynisty i specjalisty ds. części zamiennych w przemyśle zbożowym. Poseł, aktywny członek Komisji Kultury, senator. Jego ulubione filmy to „Ziemia obiecana” Wajdy i „Powiększenie” Antonio- niego. Lubi muzykę The Beatles, Ewy Demarczyk i Marka Grechuty. Hobby: fotografia, ogrodni- ctwo. Żonaty, dwójka dzieci. W ostatnich wyborach uzyskał ponad 213 tys. głosów
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA