fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Pawlak zapomniał, że jest we władzach fundacji?

Fotorzepa
Rejestr korzyści. Lider PSL nie ujawnił w oświadczeniu, że zasiada w radzie fundatorów ustanowionej przez siebie organizacji
Za zatajenie prawdy w oświadczeniu majątkowym ustawa o wykonywaniu mandatu posła przewiduje karę do trzech lat więzienia. Ta sama ustawa stanowi, że do rejestru korzyści „należy także zgłaszać informacje o udziale w organach fundacji, spółek prawa handlowego lub spółdzielni, nawet wówczas gdy z tego tytułu nie pobiera się żadnych świadczeń pieniężnych”.
Fundacja założona przez Pawlaka została zarejestrowana jako prowadząca działalność gospodarczą. W KRS zapisano, że FRSFP może m.in. udzielać kredytów, prowadzić pośrednictwo finansowe, działalność maklerską i wydawniczą. – Fundacja nie podjęła działalności gospodarczej – twierdzi jej prezes Roman Wojnarowski. Fundacja Pawlaka była jednak założycielem Krajowego Funduszu Pożyczkowego Karbona. W 2004 roku na jej czele jako prezes zarządu stał Waldemar Pawlak. Działalność tej firmy budziła wówczas zastrzeżenia.
Rzecz w tym, że założyciele zarówno fundacji, jak i Karbony to bliscy współpracownicy kontrowersyjnego biznesmena Piotra Bykowskiego, który uchodzi za najlepszego w Polsce „specjalistę” od tworzenia piramid finansowych, by przypomnieć tylko aferę Drewbudu, Auto-Kredyt Polska czy sprawę Banku Staropolskiego. Szefostwo Karbony i FRSFP nie ukrywało, że zna Bykowskiego, zaś Jerzy Bartnik nazywał go nawet swoim przyjacielem. Wszyscy jednak zaprzeczają, jakoby Bykowski miał z Karboną cokolwiek wspólnego. Nie da się jednak nie dostrzec podobieństw przedsięwzięć Bykowskiego z operacjami, jakie prowadziła Karbona w 2004 roku, kiedy prezesem zarządu był obecny wicepremier. Jestem zaskoczony, że moje nazwisko jest w dokumentach. Już w 2004 roku prosiłem, by mnie wykreślono - Waldemar Pawlak, wicepremier Opisywał je tygodnik „Wprost”. Karbona umieściła w prasie ogłoszenia o szkoleniach. Po zakończeniu tych szkoleń uczestnicy mieli „zapewnione podpisanie wieloletniej umowy licencyjnej, która gwarantuje bazową kwotę wynagrodzenia”. Tą gwarancją miał być specjalny certyfikat. W większości przypadków certyfikat Karbony okazał się nic niewartym świstkiem papieru. Ludzie (często bezrobotni rozpaczliwie szukający pracy) na szkolenie wyłożyli 380 złotych, licząc, że wreszcie dostaną stałe zatrudnienie. Na certyfikatach figurowały podpisy Waldemara Pawlaka i Jerzego Bartnika. – To nieporozumienie. Nie sądzę, by ludzie mogli mieć do mnie pretensje. Koncepcja funduszy i pierwszy nabór do szkoleń pojawiły się na przełomie roku 2003 i 2004, kiedy jeszcze nie było mnie w Karbonie. Zresztą ja działałem tam krótko, bo mniej więcej od kwietnia do sierpnia, kiedy to złożyłem rezygnację i odszedłem – tłumaczył wówczas Pawlak. O tym jednak, że poszkodowani mają pretensje do wicepremiera, świadczy wpis zamieszczony pod blogiem polityka: „Pawlak, chodząca Krobono – zapomniałeś, ilu ludzi oszukałeś, będąc prezesem spółdzielni Karbona. I wszystko lege artis. Mam nadzieję, że kiedyś odpokutujesz w tym okropnym świecie” – napisał internauta posługujący się nickiem Żychliniak. Waldemar Pawlak twierdzi, że na skutek nieporozumień z innymi członkami Karbony i zarządem fundacji przestał pełnić jakiekolwiek funkcje w tych instytucjach już w 2004 roku. Zgodnie z prawem fundacje, które mają zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej, powinny co roku składać sprawozdanie finansowe do KRS oraz informować o zmianach we władzach. Jak dowiedzieliśmy się w Krajowym Rejestrze Sądowym, fundacja Pawlaka ani razu nie dopełniła tego obowiązku. masz pytanie, wyślij e-mail do autora c.gmyz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA