fbTrack

Moja Emerytura

Gdzie żyją najszczęśliwsi emeryci

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Dla większości z nas oczywistym jest pojęcie „raju podatkowego". Podobnie większość z nas jest w stanie szybko wskazać kraj, w którym chciałoby spędzać wakacje (najlepsza pogoda), czy ten w którym chcielibyśmy, aby studiowały nasze dzieci (najlepszy system edukacji), czy kraj idealny dla życia i pracy (z perspektywy jakość życia i warunków pracy). Właściwie w ten sam sposób możemy spróbować ocenić różne systemy emerytalne, aby określić w jakim kraju żyją „najszczęśliwsi" emeryci.
Niestety poza aspektem informacyjnym wiedza ta do niczego nam się nie przyda. Nie mamy właściwie żadnych możliwości, aby wyjechać do takiego kraju i stać się w przyszłości beneficjentem funkcjonującego w nim systemu emerytalnego. Poza tą „jedną niedogodnością" wydaje się jednak, że przeprowadzenie tego typu porównania jest ze wszech miar ćwiczeniem pożytecznym i bardzo ciekawym.
Jak zawsze wszelkiego typu oceny możemy przeprowadzać na dwa sposoby, po pierwsze na bazie absolutnej – oceniamy system emerytalny na podstawie subiektywnej analizy jego poszczególnych elementów, gdzie wzorcem, czyli inaczej punktem odniesienia jest nasze własne wyobrażenie o idealnym modelu. Drugim przypadkiem jest ocena na bazie porównania do innych systemów. Wówczas zyskujemy walor praktyczności, naszym wzorcem jest praktyka, możliwość zastosowania pewnych rozwiązań w rzeczywistym świecie, a nie jedynie teoretyczny „ideał". Przypomina to nieco sposób reagowania na ocenę ze sprawdzianu, jaką chce się pochwalić nasze dziecko. Załóżmy jest to „3" - ocena sama w sobie raczej słaba, ale osiągnięta w sytuacji, gdy inne dzieci otrzymały wyłącznie „1" lub „2" nabiera już dla nas innej wartości. Oczywiście teoretyzując możemy stwierdzić, że niska ocena zawsze pozostaje niską, ale znajomość otoczenia mimo wszystko pozwala nam szerzej spojrzeć na tak zdefiniowany rezultat. Przechodząc do oceny i poszukiwania najlepszych systemów emerytalnych natychmiast natrafiamy na kluczową kwestie – w oparciu o jakie kryteria i metodę badawczą dokonamy takiego porównania. Czy najlepszym powinien być system, który dostarcza najwyższą emeryturę? A może ten, który nie naraża budżet kraju na ryzyko niewypłacalności, a może taki, który zachęca obywateli do prywatnego oszczędzania, a może w końcu taki, który generuje fizyczne aktywa, które inwestowane w gospodarkę przyczyniają się do szeroko rozumianego rozwoju gospodarczego? Odpowiedź na tak postawione pytanie mimo wszystko wydaje się prosta - należy uwzględniać różnorodne kryteria, ale jednocześnie w ostatecznym porównaniu koncentrować się na tych z nich, które z naszej perspektywy są najważniejsze. W tym momencie możemy więc założyć, że inaczej oceni system pracownik sfery budżetowej (o dochodach zazwyczaj nieznacznie przekraczających średnią krajową), inaczej manager dużej firmy, a jeszcze inaczej minister finansów. No i dobrze, przecież podobnie nie każdy z nas spędza letnie wakacje na plaży w Grecji, z pewnością jest grupa osób, która preferuje bardziej aktywny wypoczynek, a przy okazji wcale nie szukając aż tak gorących klimatów.
Porównywanie różnych systemów emerytalnych jest zabiegiem skomplikowanym, wymaga bowiem nie tylko dostępu do danych, ale przede wszystkich ich zrozumienia i odpowiedniego zinterpretowania. A to oznacza, że porównywać tak skomplikowane mechanizmy powinny osoby o odpowiedniej wiedzy, idealnie gdyby łączyły one wiedzę czysto teoretyczną (akademicką) z praktyką, która pozwala zrozumieć w jaki sposób określone rozwiązania przekładają się na praktyczne decyzje uczestników życia gospodarczego. Tego typu porównanie – jak dotąd ograniczone do kilkunastu krajów - od kilku lat przeprowadza Mercer wraz Australijskim Centrum Studiów Finansowych publikując tzw. Melbourne Mercer Global Pension Index. W tegorocznym badaniu Polska, uczestnicząc w nim po raz pierwszy zajęła 8 miejsce w gronie 16 krajów. Wartość indeksu dla Polski wyniosła 58,6, co sytuuje Polskę nieznacznie poniżej średniej, która wyniosła 60,5. Na marginesie te 16 krajów obejmuje obecnie 50% światowej populacji. Aby zaspokoić potencjalną ciekawość, natychmiast odpowiadam na pytanie jaki kraj ma najlepszy system emerytalny? Krajem tym jest Holandia (lider tego rankingu również w przeszłości). Kilka zdań na temat metodologii tego porównania. Otóż każdemu krajowi nadawana jest punktacja w skali od 1 do 100. Całkowita wartość indeksu uwzględnia ważoną średnią trzech subindeksów – wystarczalności, wypłacalności w długim terminie i integralności. W tych trzech grupach analizowane jest ponad 40 wskaźników opisujących różne parametry systemu emerytalnego każdego kraju. Tak jak wspomniałem poszczególnym subindeksom przypisano wagi, w praktyce wyglądało to następująco: 40% dla wystarczalności, 35% dla wypłacalności w długim terminie oraz 25% dla integralności. Najkrócej mówiąc kraje, które oceniono wysoko w odniesieniu do kryterium wystarczalności mają stosunkowo wysokie emerytury (również wysoką stopę zastąpienia netto), a także mają system, który co do zasady zakłada wypłaty środków w formie strumienia dochodów w czasie (wypłatę renty dożywotniej). Natomiast kraje, które oceniono wysoko w odniesieniu do kryterium wypłacalności w długim terminie mają systemy emerytalne obejmujące znaczną część społeczeństwa (zazwyczaj poprzez obowiązkowy udział lub zautomatyzowane objęcie systemem), wysoki poziom aktywów emerytalnych w porównaniu do PKB,  odpowiedni poziom obowiązkowych składek oraz relatywnie niski poziom długu publicznego. Kraje ocenione wysoko w ramach kryterium integralności to zazwyczaj kraje o dobrych regulacjach prawnych chroniących uczestników rynku i skutecznym systemie nadzoru. Analizują kategorię wysokości emerytur jakie „gwarantuje" Polski system emerytalny możemy się posłużyć wynikami badania, jakie w 2010 roku przeprowadził  CBOS we współpracy z Izbą Zarządzających Funduszami Aktywami. Wśród wielu pytań, jakie zadano respondentom z tej perspektywy na szczególną uwagę zasługują te, które dotyczyły oczekiwanego poziomu przyszłych emerytur oraz naszej skłonności do oszczędzania. I tak, na pytanie jakiej wysokości emerytur się spodziewamy połowa badanych była zdania, że ich przyszła emerytura z obowiązkowego systemu będzie znacząco niższa od ich obecnych dochodów – wskaźnik ten to tzw. stopa zastąpienia. Najczęściej (18%) wskazywano, iż przyszła emerytura będzie stanowić od 61% do 80% ostatniego wynagrodzenia. Nieznacznie mniej (16%) wskazało poziom 41% – 60%. W szczegółach rozkład odpowiedzi na to pytanie wyglądał następująco:     Wniosek podstawowy - jedynie 6% Polaków oczekuje emerytur wyższych niż 80%, jednocześnie aż 16% oczekuje emerytur w wysokości niższej niż 40% swoich ostatnich zarobków. Warto w tym miejscu przypomnieć, że zgodnie z szacunkami maksymalna wysokość emerytur nie powinna przekroczyć poziomu 50% (to i tak więcej niż w Irlandii, gdzie poziom ten to 30%). Warto jedynie pamiętać, że ten poziom dotyczy wyłącznie mężczyzn i dodatkowo zarabiających poniżej „tzw. limitu na ZUS", czyli obecnie poniżej 100 tys złotych rocznie. Co równie ważne wciąż istnieje dużą liczba osób, które nie potrafią określić swoich oczekiwań - na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć prawie połowa uczestników badania (44%). Niejako przy okazji - drobna dygresja. Czy sądzimy, że świadomość emerytalna wyrażona raczej niskimi oczekiwaniami dot. przyszłych emerytur przekłada się na nasze decyzje dotyczące indywidualnych oszczędności? Interpretując w prosty sposób wyniki badania powinniśmy założyć, że przynajmniej połowa z nas (osoby świadome przyszłych problemów) oszczędzają z myślą o uzupełnieniu przyszłych dochodów na emeryturze. Czy tak rzeczywiście jest? Niestety nie. Skłonność Polaków do dodatkowego oszczędzania jest niewielka, jedynie 13% osób w wieku produkcyjnym deklaruje, że oszczędza z myślą o emeryturze, a kolejne 21% deklaruje, że obecnie nie oszczędza, ale zamierza to robić. Większość (55%) twierdzi, że nie oszczędza i nie zamierza tego robić. Wracając do badania Melbourne Mercer Global Pension Index warto podkreślić, że wiele światowych systemów emerytalnych znajduje się obecnie pod silną presją i nawet najbardziej zaawansowane systemy wymagają ciągłych reform, aby były na tyle zdrowe, żeby wesprzeć gwałtownie starzejące się społeczeństwa. Czyli mówiąc krótko, żaden z obecnych systemów nie jest w pełni przygotowany na zagrożenia i ryzyka, jakie płyną z ciągle zmieniającego się otoczenia gospodarczego. To prawda, która w sposób niezwykle gwałtowny dotarła również i do naszych polityków, którzy od ponad roku rzeczywiście wydają się poświęcać zagadnieniom emerytalnym coraz więcej uwagi. Świadomość, że w tak niepewnych ekonomicznie czasach ryzyko, że Polski budżet nie będzie w stanie finansowo wesprzeć obywateli staje się coraz bardziej powszechna. To dobrze, bo zazwyczaj to najlepsza motywacja do jak najszybszego podjęcia istotnych reform w systemie emerytalnym (których zapowiedzi poznaliśmy już w expose premiera). Wracając do samego badania – jego wyniki pokazują, że na świecie nie ma doskonałego systemu emerytalnego. Żaden kraj nie został zakwalifikowany do najwyższej kategorii A, natomiast 10 krajów otrzymało ocenę C (większe ryzyka i niedoskonałości) lub D (większe niedoskonałości i istotne braki). Badanie analizowało obydwie – publiczne i prywatne części każdego systemu emerytalnego, a także oszczędności i aktywa obywateli gromadzone poza systemami emerytalnymi (ale stanowiące co do zasady również kategorię oszczędności „długoterminowych"). W podsumowaniu badania, w jego części ogólnej znalazła się również lista pomysłów, które warto rozważać próbując ulepszać systemy emerytalne. Zakładam, że nikogo nie zaskoczy, że na tej liście znalazły się:   Podsumowując wyniki badania - znalazło się tam kilka uniwersalnych wniosków, wniosków niezwykle aktualnych dla Polski. Główną tezą w podsumowaniu jest stwierdzenie, że najlepsze systemy emerytalne oparte są na koncepcji wielofilarowej, koncepcji, w której następuje podział ryzyka pomiędzy rząd, pracodawców i obywateli. Ten wniosek to doskonały komentarz do dyskusji jakie toczyła się na początku 2011 roku w Polsce, a która ostatecznie zakończyła się obniżeniem składek do funduszy emerytalnych. Z tej perspektywy można powiedzieć, że wszelkie działania, których efektem jest wycofywanie się z przeprowadzonej w 1999 roku reformy emerytalnej, na przykład poprzez zwiększenie roli pierwszego filaru czyli ZUS-u, bez istotnego i rzeczywistego wsparcia dla pozostałych filarów i wprowadzenia systemu zachęt dla systemów organizowanych przez pracodawców i pracowników, nie mogą być uznane za korzystne dla obywateli. Można tez pokusić się o wniosek, że polski system emerytalny zreformowany w 1999r. zasługuje na dobrą ocenę, jednakże wymaga dalszych reform. Konieczność tych reform wyznaczają przede wszystkim proces starzenia się naszego społeczeństwa oraz konieczność wspierania przez system indywidualnych oszczędności, których skala powinna zabezpieczyć aspiracje (skądinąd wciąż wysokie) Polaków, I już niejako na koniec - w stosunku do Polskiego systemu emerytalnego można sformułować następującą tezę - wartość indeksu dla polskiego systemu wzrośnie jedynie w przypadku: I tą listę można na koniec zadedykować wszystkim, którzy już obecnie pracują nad zmianami systemu. Wierzę, że nie odkrywając „Ameryki" dostarcza ona bardzo konkretnych wskazówek w jakich kierunkach należy kontynuować reformowanie Polskiego systemu emerytalnego.   Krzysztof Nowak jest członkiem zarządu Mercer (Polska). pełniącym funkcję Polish Office Leader. Jest również szefem praktyki świadczeń w Mercer, bezpośrednio prowadząc lub nadzorując projekty z obszaru restrukturyzacji systemów świadczń, konstruowania programów emerytalnych oraz planów oszczędnościowych.
Źródło: mojaemerytura.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL