fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Autoryzacja do reformy

Rzeczpospolita, Paweł Gałka Paweł Gałka
Czas zreformować instytucję, która nie przystaje do demokratycznych standardów – piszą Dorota Głowacka i Dominika Bychawska-Siniarska, prawniczki Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Gdyby Oriana Fallaci miała publikować swoje wywiady w obowiązującym w Polsce reżimie prawnym, wymagającym pod groźbą odpowiedzialności karnej autoryzacji wywiadu, świat nie poznałby odpowiedzi na najbardziej niewygodne pytania zadawane przez nią możnym tego świata. Po autoryzacji ich odpowiedzi byłyby zbiorem komunałów opracowanych przez sztab zauszników.
Tak w 2008 r. pisał sędzia Andrzej Rzepliński w zdaniu odrębnym do wyroku Trybunału Konstytucyjnego (SK 52/05), który uznał regulację autoryzacji wypowiedzi prasowej za zgodną z konstytucją. Niespełna trzy lata później Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (ETPC) zakwestionował to stanowisko i stwierdził, że polskie przepisy nie dają się pogodzić ze standardami swobody wypowiedzi w demokratycznym społeczeństwie. Mamy zatem dwa rozbieżne poglądy Trybunałów i regulację autoryzacji utrzymywaną w niezmienionym kształcie od 1984 r.
Oba trybunały orzekały w tej samej sprawie. Jerzy Wizerkaniuk, redaktor naczelny „Gazety Kościańskiej", opublikował wywiad, opatrzony zdjęciem posła na Sejm RP, bez jego wyraźnej i jednoznacznej zgody. W konsekwencji został oskarżony o niedopełnienie obowiązku autoryzacji, który nakłada na dziennikarzy art. 14 prawa prasowego. Zgodnie art. 49 tej ustawy grozi za to grzywna lub kara ograniczenia wolności.
Ostatecznie postępowanie karne przeciwko Wizerkaniukowi zostało warunkowo umorzone na okres roku próby, jednocześnie został zobowiązany do zapłaty 1000 zł na cel społeczny.
Po bezskutecznym wykorzystaniu krajowych środków prawnych, w tym skargi konstytucyjnej, dziennikarz zwrócił się do ETPC. Ten zaś uwzględnił jego skargę, tj. zarzut naruszenia wolności słowa, i zasądził na rzecz dziennikarza łącznie ponad 8 tys. euro (orzeczenie z 5 lipca 2011 r., nr skargi 18990/05). Co ważne, w uzasadnieniu wyroku ETPC nie poprzestał na ujemnej ocenie rozstrzygnięć sądów krajowych. Poszedł krok dalej i dokonał także krytycznej analizy istniejących przepisów dotyczących obowiązku autoryzacji. Tym samym dał jasny sygnał, że czas zreformować instytucję, która trafiła do porządku prawnego w czasach PRL z powodów nieprzystających do demokratycznych standardów.
Niewątpliwie autoryzacja chroni rozmówców przed nadużyciami mediów. Pozwala zachować „kontrolę" nad wypowiedzianymi słowami, ale także umożliwia sprostowanie błędów dziennikarskich czy nieporozumień, o które nietrudno zwłaszcza w publikacjach specjalistycznych. Autoryzacja jest ważnym elementem dziennikarskiej deontologii, może wzbogacić jakość tekstu i sprzyjać urzeczywistnieniu prawa opinii publicznej do otrzymywania rzetelnych informacji. Nie powinna więc zniknąć. A jednak, zdaniem ETPC, przepisy o autoryzacji są groźne dla wolności słowa. Dlaczego?
Przede wszystkim należy odróżnić autoryzację jako instytucję etyki dziennikarskiej oraz jako instytucję prawną. W tej ostatniej brakuje gwarancji, które zabezpieczałyby przed nadużywaniem wynikających z niej uprawnień przez osoby udzielające dziennikarzowi informacji. Prawny wymóg autoryzacji jest dzisiaj łatwym narzędziem umożliwiającym zablokowanie publikacji jakiejkolwiek wypowiedzi, którą, z upływem czasu, jej autor uzna za kłopotliwą czy niewygodną.
Przepisy nie wymagają podania uzasadniania dla odmowy autoryzacji, nie określają także ram czasowych na jej udzielenie. W konsekwencji interlokutor może swobodnie odwlekać jego publikację, aż utraci swoją „wartość" jako nieaktualna. W szczególności dotyczy to tekstów odnoszących się do bieżących wydarzeń, zjawisk i problemów społecznych. Taki materiał jest według ETPC zanikającym dobrem (perishable commodity). Dlatego, zgodnie z ugruntowanym poglądem ETPC, wszelkie tzw. uprzednie ograniczenia pozwalające na blokowanie przekazu, zanim dotrze do odbiorców, powinny być stosowane z największą ostrożnością.
Prawny wymóg autoryzacji jest dzisiaj łatwym narzędziem umożliwiającym zablokowanie publikacji
ETPC zauważył też, że obecna regulacja nie wymaga, aby sądy oceniały, czy dziennikarz nie dopełniając obowiązku autoryzowania np. wywiadu, w istocie opublikował go w kształcie wypaczającym oryginalne wypowiedzi czy też przedstawił je w fałszywym, zmanipulowanym kontekście. W praktyce o odpowiedzialności karnej dziennikarza decyduje brak dopełnienia „technicznej" czynności uzyskania autoryzacji. Choćby dziennikarz wiernie spisał słowa swojego rozmówcy, to publikując jego wypowiedź bez autoryzacji, „automatycznie" naraża się na odpowiedzialność karną.
Przepisy nakładające obowiązek autoryzacji dotyczą podawania jedynie bezpośrednich cytatów i nie obejmują przytaczania cudzych wypowiedzi w sposób opisowy. W ocenie ETPC taka regulacja jest „paradoksem", który może zachęcać dziennikarzy do tego, by unikali bezpośredniego cytowania interlokutorów z obawy, że zablokują publikację odmową autoryzacji. Tymczasem wydaje się naturalne, że opisowe zreferowanie danej wypowiedzi zwiększa ryzyko zafałszowania oryginalnego przekazu. Zwalnia także z odpowiedzialności za słowo, bo tak dziennikarzowi, jak i jego rozmówcy znacznie łatwiej jest się odciąć od takiej treści.
ETPC zwrócił też uwagę, że przepisy o autoryzacji nie uwzględniają szczególnego statusu funkcjonariuszy publicznych czy osób prowadzących działalność publiczną. A ciąży na nich prawny wymóg udzielania informacji, ponadto muszą być świadomi, że ich działania są przedmiotem szczególnego zainteresowania społeczeństwa. Dlaczego mieliby więc manipulować swoimi wypowiedziami post factum? Przypomnijmy, że ETPC konsekwentnie wskazuje, że granice ochrony przed krytyką czy naruszeniami prywatności osób publicznych są znacznie węższe niż w wypadku innych obywateli.
Wreszcie ETPC odwołał się do często używanego argumentu o nadmiernych dolegliwościach związanych z prowadzeniem postępowania karnego przeciwko osobom, które nadużyły wolności słowa. Jego zdaniem sankcje karne zarezerwowane są dla sytuacji skrajnych, wyjątkowych, np. wypowiedzi nawołujących do nienawiści czy podżegających do przemocy. W innym wypadku odpowiedzialność karna może wywołać tzw. efekt mrożący, czyli sprawić, że dziennikarze będą się samocenzurować, unikać zadawania niewygodnych, dociekliwych pytań, byleby zaliczyć dla swojej gazety wywiad z osobą publiczną.
ETPC dostrzegł w autoryzacji nie tylko instytucję nieskuteczną, pełną niespójności i niewypełniającą swojej roli, ale wywołującą wręcz skutki przeciwne do zamierzonych. Przepisy te nie tyle umacniają rzetelność przekazu prasowego, ile spowalniają obieg informacji między dziennikarzami a społeczeństwem czy wręcz utrudniają opinii publicznej dotarcie do oryginalnych wypowiedzi.
Powstaje pytanie, jak zmodyfikować regulację autoryzacji, aby była zgodna z europejską konwencją praw człowieka? Czy jej ewolucja jest w ogóle możliwa? Dotychczasowe próby reformy wydają się w kontekście orzeczenia ETPC powierzchowne i niewystarczające.
A może przepisy o autoryzacji należy wykreślić i – podobnie jak w większości państw europejskich – pozostawić wymóg autoryzowania jako podlegający ocenie sądów element rzetelności zawodowej dziennikarzy? Penalizacja braku autoryzacji nie ma wszak swojego odpowiednika w żadnym z państw Unii. Warto też rozważyć, czy są inne efektywne narzędzia ochrony praw osób udzielających informacji dziennikarzom (np. odpowiedzialność cywilna czy żądanie sprostowania).
Nie zapominajmy ponadto, że krajobraz mediów rozwija się bardzo dynamicznie. Przyśpiesza także obieg informacji, który nijak nie przystaje do realiów z 1984 r. Czy dziś prawny wymóg autoryzacji nie obciąża prasy ponad miarę względem innych mediów? Jakie są obowiązki mediów elektronicznych w zakresie autoryzacji, gdy podstawą ich działalności jest szybkość przekazu informacji? Pytania te pozostają na razie otwarte. Pewne jest natomiast, że utrzymywanie status quo naraża polskie władze na kolejne przegrane w Strasburgu.
Debata
Na Wydziale Prawa i Administracji UW 23 listopada o godz. 18.30 Helsińska Fundacja Praw Człowieka wraz z Zakładem Praw Człowieka organizuje debatę na temat autoryzacji wypowiedzi prasowej z udziałem wybitnych znawców tematu. Patronem jest „Rzeczpospolita". Szczegółowe informacje o debacie: www.obserwatorium.org.
Zobacz:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA