fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

MSZ uratuje Kuriera

Kurier Wileński
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Jedyna polska gazeta na Litwie pozostanie dziennikiem
W dzisiejszym wydaniu napisaliśmy („Kłopoty polskiej gazety"), że „Kurier Wileński", jedyny polski dziennik na Litwie, ma być teraz wydawany tylko trzy razy w tygodniu. Powód – brak środków. Jedyne pieniądze, na które mógł liczyć, pochodzą z Polski, są przyznawane przez Senat i przekazywane za pośrednictwem Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie.
– Podjęliśmy decyzję, aby zapewnić „Kurierowi Wileńskiemu" brakujące finansowanie do końca roku, ale to powinien być czas na opracowanie programu naprawczego – odpowiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski na pytanie „Rz", czy jest szansa na uratowanie gazety.

Radość w Wilnie

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, MSZ przekaże „Kurierowi Wileńskiemu" 100 tys. złotych. Dziennik otrzymał w 2011 roku na cele bieżące 323 tys. złotych, gdy według szacunków wydawcy na jego wydawanie trzeba co najmniej 800 tys. zł. Szybka reakcja Sikorskiego - czytaj komentarz Jerzego Haszczyńskiego
– To bardzo dobra wiadomość. Bardzo się cieszymy! – powiedział „Rz" Zygmunt Klonowski, współwłaściciel wydającej gazetę firmy Klion. Zapewnił, że i wydawcy, i dziennikarze wiedzą, co robić, by „Kurier" funkcjonował sprawnie. – Kluczową sprawą są pieniądze. Na entuzjazmie można pociągnąć rok, może dwa, a my tak działamy już kilkanaście lat – dodał. „Kurier Wileński" jest jedynym polskim dziennikiem na Litwie, gdzie żyje według różnych szacunków od 235 do 300 tys. Polaków. Wychodzi także kilka tygodników i miesięczników, istnieje też m.in. Radio Znad Wilii.

Władze nic nie dają

Problemem „Kuriera Wileńskiego", jak wszystkich polskich pism wydawanych w krajach dawnego ZSRR, jest brak możliwości pozyskania pieniędzy od władz państwowych (w niektórych krajach to one finansują tytuły mniejszości narodowych) czy też z reklam. – Nie ma żadnych szans na pieniądze od władz – mówi „Rz" Mirosław Rowicki, redaktor naczelny wydawanego na Ukrainie „Kuriera Galicyjskiego". – „Dziennik Kijowski" dostaje jakieś symboliczne pieniądze, my nigdy. Nie ma sensu nawet rozpoczynanie rozmów na ten temat. Staramy się o jakieś ogłoszenia, ale szanse na to są minimalne, mamy zbyt mały nakład. Nie ma niestety żadnej możliwości, byśmy funkcjonowali jak normalna redakcja – dodaje nasz rozmówca. Sytuacja dwutygodnika „Dziennik Kijowski" jest szczególna z tego powodu, że formalnie jest on dodatkiem do pisma parlamentu ukraińskiego „Hołos Ukrainy". Odpowiadając na pytanie o „Kurier Wileński", minister Sikorski podkreślił, że potrzebna jest refleksja, czy środki na pomoc Polakom za granicą powinno się wydawać poza rządem i poza systemem polskich konsulatów. – My jako MSZ jesteśmy odpowiedzialni za realizację polityki polonijnej, ale fundusze daje kto inny – wskazał, zapewniając, że na wileńską gazetę „wysupłał, co mógł". Obecnie środkami na pomoc Polakom za granicą  dysponuje Senat, który podejmuje decyzje o ich wydawaniu na konkretne cele. Wędrują one następnie do Stowarzyszenia Wspólnota Polska i Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, które bezpośrednio zajmują się ich wydatkowaniem. Sprawy polskich mediów za granicą leżą w gestii wspomnianej fundacji.

Spór trwa

Spór między MSZ i Senatem o to, kto powinien decydować o wydawaniu pieniędzy, trwa od dawna. Senatorzy dowodzą, że izba wyższa sprawowała opiekę nad Polakami za granicą  już przed wojną. – Wsparcie dla Polaków za granicą pochodzi z różnych źródeł i od dawna pojawia się postulat, by było koordynowane, bo uciekają nam ważne projekty lub trudno szybko reagować – mówi „Rz" poseł Robert Tyszkiewicz (PO). – Może MSZ powinno być przynajmniej konsultowane przy podejmowaniu decyzji – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA