fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Inni przewoźnicy

Za Odrę im się nie spieszy

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Choć Bundestag zaapelował o rozbudowę połączeń kolejowych z Polską, w Niemczech nikomu na tym nie zależy
Pociąg z Berlina do odległego o ponad 329 km Wrocławia jedzie dzisiaj sześć godzin. Niewiele krócej od czasu, gdy w 1883 roku uruchomiono linię Berlin – Breslau.
Trochę mniej trwa podróż spóźniającym się notorycznie pociągiem z Warszawy, a ze stolicy Niemiec do Szczecina jedzie się ponad dwie godziny. I nie wygląda na to, aby coś miało się zmienić, bo Niemcy nie są zainteresowani rozbudową połączeń kolejowych z Polską. – Nie ma woli politycznej – tłumaczy Michael Cramer, eurodeputowany Zielonych zajmujący się sprawami połączeń transgranicznych. Może to dziwić, bo nie zabrakło woli politycznej w rozwiązaniu wielu spraw polsko-niemieckich. Tak było w kwestii zwiększenia uprawnień dla niemieckiej Polonii, której Niemcy przyznali w gruncie rzeczy taki sam status jak uznanym mniejszościom narodowym.
Z infrastrukturą kolejową jest jednak inaczej. Zauważyli to niemieccy deputowani, którzy w niedawnej rezolucji Bundestagu z okazji 20-lecia traktatu polsko-niemieckiego wezwali rząd do rozbudowy połączeń kolejowych pomiędzy naszymi krajami, wymieniając połączenia Berlina ze Szczecinem, Warszawą i Wrocławiem. Mowa jest o tym także w deklaracji obu rządów z okazji rocznicy traktatu. Jednak nic się nie dzieje. Michael Cramer jest przekonany, że wina leży po stronie Niemiec. Wszelkie próby Warszawy, aby zmienić ten stan rzeczy, napotykają milczenie po stronie niemieckiej. Nie ma więc nadal planów elektryfikacji 110 km odcinka linii kolejowej biegnącej na zachód od polskiej granicy w kierunku Drezna. Niemcy zobowiązali się do zrobienia tego już dawno i na tej podstawie polskie koleje zmodernizowały linię z Wrocławia do granicy. Istnieje uzasadniona obawa, że wielomilionowa inwestycja poszła na marne. – Nie jest obecnie możliwa modernizacja odcinka Cottbus (Chociebuż) – Horka – zapewnia Vera Moosmayer z niemieckiego Ministerstwa Infrastruktury. Niewiele się też dzieje na linii prowadzącej z Horki do Hoyerswerdy i dalej do Drezna i Berlina. Efekt jest taki, że na tej trasie trzeba dwa razy zmieniać lokomotywy, co utrudnia wszystkim życie. Niemcy nie palą się też do elektryfikacji odcinka linii prowadzącej ze Szczecina do Berlina, chociaż po polskiej stronie wszystko jest już gotowe. – Niemieckiego resortu infrastruktury nie interesują połączenia z Polską – mówi otwarcie Cramer, przypominając, że na ten cel można bez trudu znaleźć środki unijne. Niemiecka kolej woli jednak przeznaczyć miliardy na budowę kontrowersyjnego dworca w Stuttgarcie i na nową linię z tego miasta do Monachium. Ale ministrem infrastruktury jest Peter Ramsauer, polityk z Bawarii, który dba o rozwój połączeń swego landu z resztą kraju. Deutsche Bahn jest spółką państwową i musi się więc liczyć z wolą polityków, którzy przyznają dotacje na rozbudowę sieci. Jednocześnie kolej ma własne kalkulacje i nie jest zbytnio zainteresowana ułatwianiem polskim kolejom łączności z zachodnią częścią kontynentu. Tracą cierpliwość eksperci i dyplomaci. – Zawsze znajdzie się w Niemczech jakaś inna linia kolejowa wymagająca pilnej modernizacji – mówi z ironią cytowany przez niemieckie media ambasador Polski Marek Prawda. Sąsiadująca z Polską Brandenburgia mogłaby się starać o środki unijne, ale musi to robić wspólnie z rządem federalnym. Ten nie wyraża zainteresowania. Piotr Jendroszczyk z Berlina
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA