fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Mario Balotelli: wielki piłkarz o małym rozumie

Mario Balotelli, bohater trudny do zniesienia
AFP
Mario Balotelli: podrzutek, wróg publiczny, wielki piłkarz o małym rozumie
Nienawidzą go swoi i obcy. Gdy grał w Interze Mediolan, kibice Juventusu z wezwania: „Skacz, to umrze Balotelli", zrobili sobie hymn. Na wielu stadionach Serie A słyszał krzyki: „Nie ma czarnych Włochów". Jego własny trener Jose Mourinho nazwał go piłkarzem nienauczalnym. Marcello Lippi nie chciał go w kadrze, bo bał się, że rozsadzi drużynę. Szansę dał mu dopiero obecny trener reprezentacji Cesare Prandelli.
Dla rasistów Mario to oczywisty cel: dziecko imigrantów z Ghany, po poważnych kłopotach ze zdrowiem podrzucone przez nich małżeństwu Balotellich z Brescii. Ale wielu jego wrogów odpowiada, że nie chodzi im o kolor skóry, tylko o szczere chamstwo, głupotę i bunt za wszelką cenę. „El Pais" nazwał go nawet odą do buntu. W końcu zaczęli go obrażać również kibice Interu. Próbowali mu nawet przemówić do rozumu pięściami. Im się nie udało, ale wieść niesie, że wyręczył ich gangster z drużyny Marco Materazzi. I koledzy z szatni nie protestowali. Ci w Manchesterze City pewnie też by odwrócili wzrok, bo z wieloma już wdał się w awantury.
„Guardian" pisał, że Włoch jest w klubie samotną wyspą, ale on jest nią w całym życiu. Robiący wszystkim na złość, 21-letni, ale bezradny życiowo jak kilkulatek, tolerowany tylko dlatego, że jest genialnym piłkarzem. A to, że jest genialny, przyznawał nawet Mourinho. Mówił, iż Balotelli stałby w jednym szeregu z Messim i Cristiano Ronaldo, gdyby trenował na pół gwizdka. – Szkopuł w tym, że on trenuje na ćwierć – tłumaczył. Czasami i to mu wystarcza, by zachwycić. Co z tego, że w przeddzień meczu z Manchesterem United podpalił sobie dom, puszczając fajerwerki z kolegami, a wyprowadzony z pożaru przez strażaków chciał biec z powrotem, by wynieść walizki z pieniędzmi. Na Old Trafford strzelił dwa pierwsze gole z sześciu dla Manchesteru City i sprowokował czerwoną kartkę dla Jonny'ego Evansa. Cokolwiek jeszcze zrobi dla City, po tym meczu już jest legendą. Może wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi. Ale jeszcze niedawno opowiadał, że Manchesteru nie znosi, nic mu się tutaj nie podoba i kiedy tylko może, lata do Włoch. Gdziekolwiek Balotelli się ruszy, zostawia za sobą zgliszcza, mandaty, wyzwiska. I tłum chętnych, by spuścić mu manto albo chociaż doczekać się od niego jakiejś odpowiedzi. – Dlaczego pan trzyma na siedzeniu pasażera kilkadziesiąt tysięcy funtów? – spytał go angielski policjant podczas kontroli drogowej. – Bo mogę – odpowiedział Mario. – A dlaczego pan ciągle zostawia samochód w tym miejscu, skoro go odholowywaliśmy już kilkanaście razy? – pytali inni. – Bo tu jest moja ulubiona restauracja. – Dlaczego pan staranował wszystko i przebił się na dziedziniec więzienia dla kobiet? – Byłem ciekawy, jak jest w środku. – Dlaczego poszedł pan na długi spacer po Neapolu z dwoma bossami mafii i jeszcze zrobił sobie z nimi zdjęcie? – Chciałem zobaczyć tę słynną dzielnicę, gdzie na każdym kroku można kupić narkotyki. Gdy w Manchesterze City pytali: – Mario, dlaczego rzucałeś lotkami w najmłodszych kolegów z drużyny? – usłyszeli: – Bo się nudziłem. W Interze nie chcieli słuchać wyjaśnień, dlaczego Balotelli poszedł do programu telewizyjnego w koszulce AC Milan. Odsunęli go od drużyny raz, potem kolejny, a w końcu wypchnęli ponad rok temu do Manchesteru City. Szejkowie dali 30 mln euro, przekonał ich do tego Roberto Mancini, jedyny trener klubowy, który Balotellego potrafił poskromić. To on go wprowadzał do składu Interu już jako siedemnastolatka, bronił go w każdej sytuacji. – Jest szalony, ale ja takich uwielbiam – mówi Mancini. Trener tłumaczy też, że Mario nie jest ani głupi, ani zły. Jest po prostu dzieckiem i w końcu z tego wyrośnie. Ale nawet Mancini nie odważy się powiedzieć kiedy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA