fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Obama próbuje odzyskać magię

Barack Obama
AFP
Prezydent rozpoczął kampanię, która ma zwiększyć jego poparcie wśród studentów i pokazać, że broni biednych
Korespondencja z Waszyngtonu
Wiarę w Baracka Obamę w najmłodszych wyborcach ma wskrzesić kampania na portalach społecznościowych, skierowana zwłaszcza do studentów w kluczowych stanach. Według „USA Today" za pośrednictwem nowych mediów będzie można m.in. wysyłać pytania, na które prezydent będzie odpowiadał podczas serii szczytów studenckich. Pierwszy odbędzie się 2 listopada w Filadelfii. – Prezydent tradycyjnie bardzo dobrze radzi sobie z młodymi wyborcami, a obecnie prawo do głosu zyskało kilka milionów osób, które były za młode, aby głosować w poprzednich wyborach – zauważył menedżer jego kampanii Jim Messina.
Między innymi za pośrednictwem Facebooka w 2008 r. Obamie udało się przekonać do siebie miliony młodych. Ale w tej kampanii portali społecznościowych z powodzeniem używa też wielu republikanów, m.in. czołowy kandydat konserwatystów Mitt Romney. Obama stara się więc podnieść internetową poprzeczkę. Na początku tygodnia zadebiutował na Tumblr – nowoczesnej platformie blogerskiej, na której bloguje ponad 32 mln osób. Jego sztab zaapelował do internautów o wpisy opisujące, dlaczego zaangażowali się w kampanię, o zamieszczanie zdjęć najfajniejszych transparentów, które widzieli w swojej okolicy, i dzielenie się dowcipami. Aby wygrać przyszłoroczne wybory, Obama musi bowiem odzyskać poparcie kluczowych grup wyborców. Tymczasem choć w 2008 r. popierało go 66 proc. wyborców poniżej 30. roku życia, to miesiąc temu było już ich tylko 48 proc. Wprawdzie i tak to lepszy wynik niż wśród starszych – wśród osób, które mają ponad 65 lat, pozytywnie ocenia prezydenta tylko 36 proc. pytanych – to prezydent, aby przetrwać wybory, musi walczyć o młodych. – To będzie bardzo trudne. Gdy prezydent walczył o urząd, wiele młodych poparło go, bo uważało, że dzięki Obamie ich życie stanie się lepsze, a kraj będzie zmierzał we właściwym kierunku – mówi „Rz" Larry Haas, były strateg ds. komunikacji w Białym Domu. – Trzy lata po wyborach gospodarka wciąż jest w kiepskim stanie, a bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych, jest bardzo wysokie. Wielu absolwentów nie ma pracy i musi mieszkać z rodzicami. To dla młodych dużo ważniejsza sprawa niż to, czy Obama używa Facebooka czy Twittera. Obama – który od początku tygodnia zbiera pieniądze na kampanię na Zachodnim Wybrzeżu – stara się też pokazać jako rzecznik interesów najbiedniejszych. Ogłosił program pomocy dla właścicieli domów, których długi przewyższają wartość nieruchomości. Przyznaje jednak, że czasem nie ma narzędzi, aby komuś pomóc jako prezydent. Sięga więc niekiedy po prywatną książeczkę czekową, aby poprawić los tych, którzy w listach opisują, jak im ciężko – informuje korespondent w Białym Domu Eli Saslow. Obama każdego dnia czyta 10 listów od wyborców. Czasem nawet i bez czeku korespondencja od prezydenta może poprawić czyjś los. Na sprzedaży listu, w którym Obama napisał, że „będzie lepiej", jedna Amerykanka zarobiła 7 tys. dolarów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA