Literatura

Biografia Zofii Nałkowskiej – recenzja

materiały prasowe
Z książki "Nałkowska albo życie pisane" wyłaniają się dwa obrazy: pisarki wyprzedzającej epokę, ale także samotnej kobiety
Czytaj rozmowę Pauliny Wilk z Hanną Kirchner
Nałkowska to wspaniały umysł dręczony prozaicznymi sprawami, elektryzująca intelektem i wdziękiem autorka, ale też prowadząca życie ubogie i pozbawione szczęśliwej miłości. Zobacz na Empik.rp.pl Hanna Kirchner, autorka tej obszernej – 826 stron! – biografii spróbowała w jednej księdze pomieścić wszystkie istotne aspekty życia Nałkowskiej, a także analizę jej twórczość oraz komentarz, rysujący tło epoki. To lektura niełatwa, naukowa, a nie obyczajowa, pozbawiona efektownych anegdot. Zamiast opowiastek o Nałkowskiej, są dogłębne analizy jej kolejnych publikacji. Trochę szkoda, że nie wpadły tu okruchy codzienności, bo powstała książka przede wszystkim dla znawców literatury, a ci, którzy mieli nadzieję na „Nałkowską z krwi i kości" będą chyba rozczarowani. Informacje o życiu codziennym pisarki są jedynie pretekstem do rozległych rozważań.
Powstała książka wyczerpująca, wręcz totalna - trudno sobie wyobrazić, by do tych wszechstronnych analiz udało się coś jeszcze dodać. Kirchner maluje pogłębiony i wielowymiarowy portret psychologiczny. Ukazuje Nałkowską jako postać realną i literacką zarazem. Pisarka jawi się jako bohaterka opowieści o wybitnej kobiecie, która pragnęła niezależności i uznania, ale notorycznie przegrywała: z konserwatywnym i patriarchalnym otoczeniem, z siłą konwenansów, wreszcie dosłowniej – z mężczyznami, którzy niewiele sobie robili z jej wrażliwości. Wyznaczyli jej to samo miejsce, co innym paniom: między kuchnią a salonem. Nałkowska przyszła na świat jako cudowne dziecko, mając kilkanaście lat dyskutowała z ojcem o Schopenhauerze, zresztą spychając matkę na margines życia rodzinnego. Według Kirchner za pisarstwo wzięła się z konieczności, dla zarobku. O studiach nie myślała, wybrała małżeństwo. Decydowała się na nie jako nastolatka, pełna wyobrażeń o miłości i przekonana, że gdy już wejdzie w życie „ludzie będą padać trupem na jej widok". Buntowała się na myśl o roli usłużnej żony. Ale zderzenie z rzeczywistością było bolesne: pierwszy mąż zdradzał ją wielokrotnie, pozbawiając poczucia wyjątkowości. Historia o rozczarowaniu – braku zrozumienia i spełnienia w związku – powtórzy się w życiu Nałkowskiej nieraz. Mężczyzn było wielu, za to happy endów - wcale. Nałkowska dużo pracowała, czasem tytanicznie, ale żyła biednie. Utrzymywała matkę i siostrę, nawet mężczyźni bezwstydnie sięgali jej do kieszeni. O komforcie, mimo literackich sukcesów, nie było mowy. Lata wojny, to czas ubóstwa, poruszająco opisany w „Dziennikach". Kirchner udokumentowała stosunek Nałkowskiej do nowej, powojennej rzeczywistości – pisarka znalazła się w potrzasku. Jak innym twórcom kultury, nadano jej rolę polityczną, przeciwko której coraz wyraźniej się buntowała. Starość znosiła źle. Cierpiała jej duma, kruszył się wizerunek kobiety bez skazy. Ale wszystkie wspomnienia ludzi, którzy ja znali, mówią, że pozostała piękna aż do śmierci. Umarła nagle, w 1954 r. Od całkowitej samotności dzieliła ją wówczas jedynie Genia - apodyktyczna, ale oddana służąca z chłopskiej rodziny, która zaczynała listy do Nałkowskiej od słów: „Wielce Jedyna z Całego Świata Pani Zofio!". Wiele było w życiu Nałkowskiej wątków dramatycznych i pasjonujących. Wszystkie można z tej biografii wyczytać, a mimo to pisarka pozostaje za szybą – oddzielona od czytelnika chłodną narracją, poddana analizie, daleka. Paulina Wilk
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL