Społeczeństwo

Polska parkami rozrywki stoi

Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema działa w Krakowie od 2007 r.
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Co roku przybywa w Polsce parków rozrywki. Ale atrakcji na międzynarodową skalę ciągle brak
Laboratorium, nawiedzony dom, izby strachu i inne thrillerowe atrakcje pod jednym dachem, a dokładniej w ruinach zamku w Ząbkowicach Śląskich. Samorządowcy już mają gotowy wniosek do ministra kultury. Liczą na wsparcie pomysłu budowy Centrum Frankensteina.
– To wielomilionowa inwestycja, Ząbkowic nie stać na nią – mówi „Rz" burmistrz Marcin Orzeszek i zaznacza, że centrum będzie miało też wymiar edukacyjno-historyczny. – Ma się stać wielką turystyczną atrakcją. Spodziewamy się, że centrum odwiedzi kilkanaście tysięcy osób rocznie. Do nas turyści nie przyjeżdżają na wakacje, ale może wpadną na weekend z dreszczykiem – ma nadzieję Orzeszek. Dlaczego Frankenstein? Bo tak brzmi niemiecka nazwa Ząbkowic. Wywołuje to oczywiste skojarzenia ze słynną powieścią Mary Shelley o monstrum stworzonym przez ambitnego naukowca. I miasto chce to wykorzystać.
W Ząbkowicach mają się pojawić także inne straszydła. Miasto chce zorganizować „szczyt" z czeskim Golemem i rumuńskim Drakulą. – Od dziesięciu lat mamy podpisaną umowę partnerską z rumuńskim Bran, gdzie mieszkał Drakula – zauważa burmistrz. Podobne plany snuje wiele innych miast: parki jurajskie, naukowe, rozrywkowe czy stare grody. – Dobrych kilka lat temu w modzie były aquaparki, ale to bardzo kosztowne inwestycje – komentuje Krzysztof Łopaciński z Instytutu Turystyki. – Potem zapanowała moda na wioski indiańskie, teraz mamy wysyp parków dinozaurów. Są tańsze i chętnie odwiedzane.

Dyliżansem po Żorach

Na rozrywkę chce postawić Grodzisk Mazowiecki. Władze planują, że gigantyczny obiekt (214 ha) pierwsi turyści mogliby odwiedzić w 2014 roku. Park ma być podobny do paryskiego Disneylandu. Będą tam kolejki górskie, zjeżdżalnie, karuzele, ale również kina, restauracje i hotele. 400 mln euro na budowę mają wyłożyć inwestorzy z Luksemburga. – Jesteśmy na etapie rozmów z nimi i tworzenia planów zagospodarowania terenu – mówi Jan Pazio z Urzędu Miasta i Gminy Grodzisk Mazowiecki. – Taka inwestycja może przynieść gminie ogromne korzyści finansowe. Park w Grodzisku byłby pierwszym w okolicach Warszawy. W latach 90. o zbudowaniu podobnego obiektu w stolicy myślał Michael Jackson, ale z pomysłu nic nie wyszło. Rozrywkowo ma być w Kielcach, gdzie są plany budowy Western City, czy w Żorach na Śląsku, gdzie miejska spółka buduje Miasteczko Twinpigs. Otwarcie przewidziano na maj 2012 r. Będzie tam można obejrzeć pojedynki rewolwerowców, napad na bank czy pokazy konne, a nawet przejechać się dyliżansem. Inwestycja pochłonęła 24 mln zł. Bezzwrotne dotacje z UE to 7 mln zł, reszta to kredyt. – Liczymy, że projekt będzie się sam finansował. Wystarczy do tego ok. 200 tys. zwiedzających rocznie. To bardzo bezpieczne założenia. W innych parkach szacunki mówią o 365 tys. gości – twierdzi Krystian Stępień, prezes budującej park spółki Nowe Miasto. Samorząd żorski planuje skomercjalizować przedsięwzięcie i wydzierżawić np. hotel, spa, restauracje, punkty usługowe. Przychody mają wystarczyć na spłatę kredytu. Marek Pisarski, ekspert ds. parków rozrywki, zwraca uwagę, że takie obiekty przynoszą korzyści lokalnej społeczności. – Z francuskich analiz wynika, że każde wydane euro na park tematyczny przynosi ok. 40 eurocentów dodatkowych inwestycji – mówi Pisarski. – Pieniądze, które wpływają dzięki tym inwestycjom, trafiają do lokalnych przedsiębiorców. Podobnie jest w Polsce.

Nad kraterem, na śmietniku

Gdy jedne gminy stawiają na rozrywkę, inne wolą inwestować w edukację. Pomysł naukowego parku sprawdził się już w Krakowie. Od 2007 roku młodych odkrywców przyciąga edukacyjny Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema. Urządzenia i pomoce naukowe rozmieszczone na sześciu hektarach pozwalają na poznawanie praw fizyki. Młodzi ludzie bawią się turbinami, skacząc na trampolinach, sprawdzają siły grawitacji. Mają do dyspozycji telegraf akustyczny, kamienne cymbały czy dzwony rurowe. – Tu można zaprzyjaźnić się z fizyką – zachwala 14-letni Dawid, uczeń gimnazjum. A po sukcesie warszawskiego Centrum Nauki Kopernik inne miasta też starają się o podobne obiekty. Na 12 hektarach w Chorzowie ma powstać Śląskie Centrum Nauki. Budowa pochłonie ok. 400 mln zł (głównie ze środków unijnych). Lada dzień ma powstać wstępna koncepcja parku, którą przygotowują naukowcy z różnych uczelni. Wzorują się na podobnych parkach w USA czy Niemczech. – Liczymy, że będą przyjeżdżać Słowacy, Czesi, Ukraińcy – mówi „Rz" rektor UŚ, prof. Wiesław Banyś. – W śląskim parku nauki znajdą się rzeczy, urządzenia i pomysły nowatorskie, oryginalne i niespotykane w innych centrach – zapowiada. Projekt budowy ma powstać do końca grudnia 2013 roku. Pięć, sześć lat może potrwać budowa naukowego centrum Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W dzielnicy Morasko, na peryferiach miasta, uczelnia chce stworzyć Park Historii Ziemi, gdzie będzie można poznawać tajniki geologii, biologii czy archeologii, a także odwiedzić planetarium. Z parku wyprowadzone zostaną ścieżki dydaktyczne. Jedna z nich powiedzie do rezerwatu Meteoryt Morasko, gdzie około 5 tysięcy lat temu spadł kosmiczny deszcz. Pozostały po nim kratery uderzeniowe, z których największy ma 60 metrów średnicy i 11 metrów głębokości. Na świecie istnieje zaledwie 14 podobnych miejsc. Inne ścieżki mają połączyć park z rezerwatem Żurawiniec oraz... poznańskim wysypiskiem śmieci. – Zamierzamy przedstawić historię Ziemi od Wielkiego Wybuchu do czasów współczesnych. A wysypiska są klasycznym wytworem naszej cywilizacji – podkreśla prof. Jerzy Fedorowski z UAM. Realizacja projektu powinna się rozpocząć w przyszłym roku. Prof. Fedorowski przyznaje, że koszty będą ogromne. – Pieniądze zamierzamy pozyskać z kilku źródeł. Głównym będą unijne fundusze. Chcemy też zwrócić się o pomoc do kilku ministerstw. Na razie projekt poznali samorządowcy. – Marszałek województwa odniósł się do niego z aprobatą i dużym zainteresowaniem. Na razie trudno jeszcze mówić o konkretnej pomocy, którą możemy zaoferować – zaznacza Anna Parzyńska-Paschke, rzecznik marszałka. O centrum nauki dyskutuje też Lublin. Choć decyzje jeszcze nie zapadły, to co jakiś czas odżywa dyskusja na temat utworzenia Poznawalni, w której miałyby się znaleźć m.in. laboratoria, wielkie akwarium, a zwiedzający mogliby na żywo oglądać pokazy i doświadczenia. Sukcesy i pomysły na nowe naukowe parki cieszą prof. Zbigniewa Nęckiego, psychologa społecznego z Instytutu Ekonomii i Zarządzania UJ. – Mimo spadku czytelnictwa okazuje się, że Polacy są głodni wiedzy. Tylko trzeba im ją zwizualizować, podać w atrakcyjnej formie – komentuje psycholog i dodaje, że popularność parków to efekt zapotrzebowania rodziców na inteligentną rozrywkę. – Chcą zabierać dzieci w interesujące miejsca, by mogły się rozwijać. Dużo lepiej, by zabrali je do dinolandu czy parku rozrywki, niżby mieli spędzać z nimi weekendy w centrach handlowych – uważa.

Świński łeb w kapuście

Nie tylko zafascynowani naukami ścisłymi mogą zgłębiać wiedzę w parkach. Nie mniejszą ofertę mają miłośnicy historii. Ostatnio tłumnie ściągają do Trzcinicy na Podkarpaciu, gdzie w tym roku otwarto park Karpacka Troja. W ciągu niespełna pół roku blisko 50 tys. zwiedzających obejrzało skansen z najlepiej zachowanym na ziemiach polskich grodziskiem słowiańskim. Można tam zobaczyć ponad 160 tys. unikatowych zabytków, grodzisko z 150-metrowymi wałami obronnymi. – Wszystkiego można dotknąć, wypróbować, dzięki czemu wędrówka do czasów pierwotnych plemion słowiańskich staje się jeszcze bardziej atrakcyjna – mówi Dawid Iwaniec, kierownik skansenu w Trzcinicy. Zrekonstruowanych średniowiecznych grodów jest w Polsce coraz więcej. W Kaliszu, Ostrowi Mazowieckiej, w Byczynie (woj. opolskie). Na brak turystów nie narzekają. – Tendencja jest wzrostowa. W pierwszym sezonie odwiedziło nas 12 tys. turystów, w 2009 – 27 tys., a w 2010 już 31 tys. Myślę, że i w tym roku zanotujemy wzrost – mówi „Rz" Iwona Pakuła-Błoch z firmy Zamek, która prowadzi otwarty w 2008 r. Gród na Górze Birów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jedną z największych atrakcji województwa zachodniopomorskiego jest Skansen Słowian i Wikingów na wyspie Ostrów pod Wolinem. To zrekonstruowana wczesnośredniowieczna osada. Znajdziemy tu m.in. karczmę (z potrawami z epoki) oraz chatę mincerza (ścigał fałszerzy monet), bursztynnika, skórnika, garncarza, szklarza, rogownika (wytwarzał m.in. rogi do picia miodu i do grania), jubilera, rybaka, skryby, a nawet kantor i magazyn kupiecki. Skansen rocznie odwiedza ponad 40 tys. gości. Największy tłok jest latem podczas trzydniowego Festiwalu Słowian i Wikingów. Wtedy można samemu spróbować ulepić garnek, przymierzyć kolczugę i skosztować świńskiego łba w kapuście. W 2012 roku otwarty zostanie kolejny historyczny park. Tym razem w Koluszkach w województwie łódzkim. Najwięcej jest jednak parków dinozaurów. Powstają zarówno w pobliżu wakacyjnych kurortów, jak i w regionach, gdzie o turystów trudno. Mamy ich co najmniej 20, a w planach są następne. – Mimo że niedaleko nas powstały dwa inne parki, na brak odwiedzających nie narzekamy – mówi Joanna Dręg-Wala z parku Dinolandia w Inwałdzie. Poza oglądaniem makiet dinozaurów można tam zagrać w bule, minigolfa, spróbować swoich sił na ściance wspinaczkowej czy posilić się w parkowej restauracji. Krzysztof Łopaciński z Instytutu Turystyki zaznacza, że wciąż nie ma u nas parku, który przyciągałby turystów spoza Polski: – Nie mamy obiektu, który mógłby się równać np. z Disneylandem. Jeśli w rodzimych parkach rozrywki pojawiają się obcokrajowcy, to tylko dlatego, że i tak urlop spędzali w Polsce. Polskie parki na razie mogą przyciągnąć tylko rodzimych turystów. —zal, i.k., p.kob, eł, maty, tom, acw
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL