fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mniejszości

Turecka wojna z separatystami

Protest tureckich Kurdów
AFP
Partia Pracujących Kurdystanu dokonała najkrwawszego ataku od 30 lat. Prezydent Turcji chce zemsty
W środę rano co najmniej 100 napastników przeprowadziło osiem skoordynowanych ataków w tureckiej prowincji Hakkari, zabijając 24 żołnierzy i policjantów. Władze nie mają wątpliwości, że to część kampanii terroru wznowionej przez Partię Pracujących Kurdystanu (PKK). – Ci, którzy zadają nam bolesny cios, muszą się liczyć z o wiele silniejszą reakcją – zapowiedział prezydent Abdullah Gül.
Władze podjęły decyzję o ataku na separatystów, którzy ukrywają się w górach po irackiej stronie granicy. Kilka dni wcześniej wydał na to zgodę parlament. Wczoraj do Iraku wkroczyło prawie tysiąc tureckich komandosów. Bazy PKK bombardowały samoloty i śmigłowce. – Prowadzimy zakrojoną na szeroką skalę operację, która odbywa się w ramach prawa międzynarodowego – mówił premier Recep Tayyip Erdogan, który z powodu kryzysu odwołał wizytę w Kazachstanie.
W całej Turcji wrze. Coraz więcej osób krytykuje politykę ustępstw wobec Kurdów. – Jest bardzo napięta atmosfera. Zwłaszcza że to nie pierwszy zamach. W czasie ostatnich trzech miesięcy separatyści zabili już 200 osób – mówi „Rz" Serkan Demitras, reporter dziennika „Hurriyet".

Marksistowski terror

Marksistowska Partia Pracujących Kurdystanu została utworzona w latach 70. przy wsparciu KGB, aby zdestabilizować należącą do NATO Turcję. Separatyści zyskali spore poparcie Kurdów, którzy padali ofiarą polityki wynaradawiania i brutalnych represji. Tureckie władze długo nie chciały uznać istnienia kurdyjskiej mniejszości, obawiając się rozpadu kraju utworzonego na gruzach imperium otomańskiego. Kurdów, którzy stanowią nawet 20 procent z 73 mln mieszkańców, nazywano górskimi Turkami. Morderstwa i tortury były na porządku dziennym. W 1984 roku PKK wypowiedziała wojnę państwu. Atakowała wojsko i policję, porywała turystów, zabijała zachodnich dyplomatów. Mordowała też Kurdów, którzy odmawiali rebeliantom poparcia. Władze odpowiedziały jeszcze większymi represjami. W sumie zginęło prawie 45 tys. osób. Islamistyczna partia AKP, która w 2002 roku przejęła władzę w Turcji, zapewnia, że całkowicie zmieniła politykę wobec mniejszości. Kurdowie mają własną gazetę i program telewizyjny. Zaczęto inwestować we wschodniej Turcji, gdzie Kurdowie stanowią większość. – Sytuacja się diametralnie zmieniła. Oczywiście można chcieć więcej, ale nie jesteśmy już prześladowaną mniejszością – mówili niedawno polskim reporterom kurdyjscy dziennikarze w mieście Van na wschodzie kraju. W efekcie poparcie dla separatystów zaczęło spadać, a ich szeregi się wykruszają. Marksistowska armia, która liczyła 50 tys. ludzi, dziś ma około 3 tysięcy członków.

Pretensje do Zachodu

Wielu Kurdów wciąż domaga się jednak autonomii i prawa do nauki we własnym języku. Chcą też, aby zapis o mniejszości trafił do nowej konstytucji. – PKK liczyła, że po czerwcowych wyborach te żądania zostaną spełnione. Ponieważ tak się nie stało, wznowiła kampanię terroru – mówi Demitras. Władze zapewniają, że podjęły rozmowy z separatystami o autonomii, ale skrajne skrzydło w PKK zerwało porozumienie. A teraz chce sprowokować armię, aby – oskarżając ją o nadmierne użycie siły i zabijanie niewinnych cywilów – odzyskać dawne poparcie. Ankara ma też pretensje do Zachodu, że nie wspiera jej walki z terroryzmem. – PKK to mafijna organizacja, która czerpie zyski z narkobiznesu, handlu żywym towarem i sprzedaży broni na Zachód. Niestety, kraje UE za mało robią, by odciąć ją od źródeł finansowania. Przez wiele lat nie mogliśmy się też  doprosić zamknięcia sympatyzującej z separatystami telewizji Roj, która nadaje z Danii – mówił nam wiceminister ds. europejskich Haluk Ilicak. Kurdowie to jeden z najstarszych narodów świata i największy naród bez własnego państwa. Zamieszkują tereny północnego Iraku, północno-zachodniego Iranu, Syrii i Turcji. Po obaleniu reżimu Saddama Husajna w Iraku doczekali się znacznej autonomii w północnej części kraju. Mają swój parlament, a nad urzędami powiewa kurdyjska flaga. O podobnej autonomii mogą jedynie marzyć Kurdowie z Iranu, którym w 1980 roku ajatollah Chomeini wypowiedział świętą wojnę za to, że nie chcieli uznać islamskiej rewolucji. Choć większość Kurdów zrezygnowała z marzeń o własnym państwie, niespodziewanie pojawiła się szansa na jego powstanie. Rewolta przeciwko reżimowi Baszara Asada w Syrii może doprowadzić do rozpadu kraju, a wtedy syryjscy Kurdowie mogą się zjednoczyć z irackim Kurdystanem. Władze Turcji i Iranu panicznie boją się takiego scenariusza, który mógłby wzmocnić tendencje secesjonistyczne w ich krajach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA