fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

O Indiach bez znieczulenia - recenzja książki Pauliny Wilk

Paulina Wilk "Lalki w ogniu" Wydawnictwo Carta Blanca
Archiwum
"Lalki w ogniu" to reportaż, który pobudza wyobraźnię i przynosi mądrą refleksję - o książce Pauliny Wilk pisze Bartosz Marzec. Dla naszych czytelników mamy trzy książki
Nicolas Bouvier, szwajcarski reporter i podróżnik, powiedział: "Pisze się krwią, a mamy jej tylko pięć i pół litra". To zdanie powróciło do mnie, gdy czytałem znakomitą książkę "Lalki w ogniu". Zobacz na Empik.rp.pl
Paulina Wilk, dziennikarka "Rz", przez osiem lat podróżowała do Indii, by zrozumieć fenomen kraju, w którym nędza sąsiaduje z bogactwem, a politycy konsultują się z wróżbitami. Autorka nie ufa przymiotnikom, nie popada w wielosłowie. Stara się zrozumieć i ukazać. Współodczuwa. Idzie w ślady Ryszarda Kapuścińskiego, który uważał siebie za tłumacza kultur.  Czytaj więcej o książce "Lalki w ogniu" Uderza skromność autorki – nie twierdzi, że poznała całą prawdę o tej części świata. Zresztą, czy to w ogóle możliwe? W końcu "nie ma jednego hinduizmu, jednych Indii. Jest wielość pozbawiona najważniejszej reguły".
Zwraca uwagę łatwość, z jaką przechodzi od reporterskiego – i poetyckiego zarazem – opisu podpatrzonej sceny do przenikliwej refleksji. Dla przykładu: najpierw ukazuje rytuał zespalający nowo narodzone dziecko z przeznaczeniem. Na ulicy cyrulik goli trzydniowemu maleństwu głowę. Pracuje w milczeniu, a wokół gęstnieje tłum gapiów. Podsumowuje tę historię następująco: "Malec nigdy nie będzie sam, bo w Indiach życie nigdy nie ma liczby pojedynczej – jest zawsze zbiorowe". - o książce Pauliny Wilk pisze Bartosz Marzec Również od obrazu zaczyna się rozdział "Korowód nędzarzy". Na skrzyżowaniu zakorkowanych ulic, w tężejącym upale krąży trójka dzieci. Chłopca spotyka wielkie szczęście – otrzymał dziesięć rupii. Po chwili radość ustępuje miejsca rozpaczy – w szamotaninie banknot zostaje rozszarpany. Rozlega się szyderczy śmiech. Jeden z obserwatorów wykpiwa dziecko, które jeszcze wierzy, że może okazywać ból i wołać o pomoc. "Chichot jest bezduszną puentą – nie ma nadziei". Z czasem wszyscy tu pogodzą się ze swoją sytuacją, choćby najbardziej tragiczną. Hindusi wierzą głęboko, że na obecne wcielenie zasłużyli sobie w poprzednich żywotach. "Taki nasz los – powtarzają – przyszliśmy na ten świat, by cierpieć". Paulinę Wilk interesują wszystkie aspekty życia w Indiach. Pisze o kuchni: diecie ubogich i zwyczajach związanych ze spożywaniem posiłków. Odmowa poczęstunku nie tylko sprawi przykrość, ale urazi. Co więcej: podanie zakazanych przez religię potraw zostanie potraktowane jak zamach na święte instytucje. W przeszłości dochodziło już z tej przyczyny do rozlewu krwi – tak stało się w XIX wieku, gdy Brytyjczycy nakazali hinduskim żołnierzom złamać tabu. Niewiele brakowało, by Korona utraciła wtedy najcenniejszą kolonię. W pamięci zostaje wiele obrazów, jak choćby pary nieporadnych romantyków z Bombaju, którzy na zachód słońca czekają nieopodal Bramy Indii. Ich dłonie nie mogą się łączyć, nie patrzą sobie w oczy. Chłopak odtwarza z telefonu komórkowego miłosną piosenkę. W ten sposób wyrażone zostanie to, o czym nie powinno się nawet otwarcie mówić. W Indiach bowiem fizyczna bliskość między kobietą a mężczyzną jest źle widziana. Matki powtarzają córkom: "Najpierw ślub, miłość rośnie z czasem". Uczucia nie odgrywają większej roli, liczy się małżeński kontrakt, sojusz rodzin. "Lalki w ogniu" to nie tylko mocny debiut, ale także jedna z ważniejszych reporterskich książek, które ukazały się u nas w ostatnich latach. Intensywna proza, ze wszech miar godna polecenia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA