fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Historia według Bundeswehry

Nowy gmach dobudowano do kompleksu starego muzeum wojskowości (fot. Matthias Rietschel)
AP
Armia postawiła sobie w Dreźnie kosztowny pomnik-muzeum, w którym dokonuje egzegezy historii kraju
Ponad 60 mln euro znalazła w swym budżecie podobno chronicznie niedofinansowana Bundeswehra na modernizację starego muzeum militarnego w Dreźnie. Otwiera ono dzisiaj swe podwoje i jest największą tego rodzaju placówką w Europie.
– Po co Bundeswehrze takie muzeum? – pytają niemieckie media. I dlaczego akurat w Dreźnie? Do dzisiaj nie brak w Niemczech opinii, że alianckie naloty na Drezno pod koniec wojny nie miały militarnego uzasadnienia i były wynikiem barbarzyństwa zaślepionych żądzą zemsty Anglików oraz marszałka Arthura Harrisa. Czy więc kosztowne muzeum w takim miejscu może świadczyć, że Niemcy pragną zerwać z wizerunkiem sprawców największej katastrofy w dziejach ludzkości i wyeksponować fakt, że są także narodem ofiar?
– Oczywiście, że nie. Zadaniem muzeum jest przedstawienie historii przemocy militarnej zarówno w dziejach Niemiec, jak i szerzej – tłumaczy por. Sebastian Bamgert, jeden z organizatorów muzeum. – Chodzi o potencjał agresji tkwiący w każdym człowieku, który w określonych warunkach znajduje ujście także w zorganizowanej przemocy militarnej – wtóruje mu Gorch Pieken, kurator wystawy.

Pamięć o nalotach

Sama architektura nowego muzeum wskazuje bez żadnych niedomówień, że zagłada Drezna odgrywa w całej koncepcji ogromną rolę. Nowy gmach dobudowano do kompleksu starego muzeum wojskowości, co przypomina potężny klin spadający z nieba i wbijający się w zabudowania starych wilhelmińskich koszar. To dzieło znanego architekta Daniela Libeskinda, twórcy berlińskiego Muzeum Żydowskiego. Ostrze klina wskazuje na to miejsce Drezna, gdzie 13 lutego 1944 roku rozpoczęło się bombardowanie miasta. Pod gruzami oraz w pożarach zginęło 25 tys. osób. Jak wyglądało piekło na ziemi, obejrzeć można na otwartej dzisiaj wystawie. Jest i dziecięca zabawka – miniatura czołgu wyciągnięta ze zgliszczy. Są i poszarpane odłamkami granitowe płyty drezdeńskich chodników. – Ale na samym początku wystawy prezentujemy także podobne płyty z chodników w Wieluniu – podkreśla por. Bamgert. Mało kto w Niemczech wie, że to Wieluń był pierwszym celem Luftwaffe i to właśnie od tego ataku na spokojne polskie miasto pozbawione jakichkolwiek celów militarnych rozpoczęła się II wojna światowa. Informuje też o tym podobno plansza z napisem, że od hitlerowskiej napaści na Polskę rozpoczęła się największa tragedia naszych czasów. – Nie ma żadnego gloryfikowania niemieckiej wojskowości – zapewniają organizatorzy muzeum. Czynią przy tym starania, aby naświetlić znane wydarzenia z różnych perspektyw.

Przełomowa V-2

Jednym z 10 tys. prezentowanych eksponatów jest oryginalna rakieta balistyczna V-2, hitlerowska Wunderwaffe, która miała odmienić losy wojny. Jak twierdzi por. Bamgert, historia powstania tej broni została przedstawiona z jednej strony jako początek przełomu w podboju kosmosu, z drugiej zaś jako zbrodnicze narzędzie w rękach nazistowskiego reżimu, za pomocą którego uśmiercono 8 tys. mieszkańców Amsterdamu i Londynu. Przypomina się, że w jej produkcji uczestniczyły tysiące niewolników III Rzeszy, robotników przymusowych, którzy zapłacili życiem, pracując w nieludzkich warunkach. Nie brak na wystawie ilustracji z niechlubnej przeszłości niemieckiego militaryzmu, jak chociażby masakry ludu Herero dokonanej przed ponad 100 laty w dzisiejszej Namibii. Według wielu historyków był to „wstęp do Holokaustu".

Militarne sukcesy

Ale jest i historia wielkich sukcesów militarnych, które doprowadziły do zjednoczenia Niemiec przez Prusy. Taki obraz jawi się przynajmniej z katalogu nowej ekspozycji. Bundeswehra prezentuje się jako nowoczesna armia demokratycznego państwa, która nie ma nic wspólnego z hitlerowskim Wehrmachtem. Tym samym, który jeszcze nie tak dawno uchodził w Niemczech za ostoję rycerskości w czasie II wojny światowej. Do czasu, gdy tego mitu nie obaliły kolejne wystawy i opracowania historyków pokazujące, że zbrodnie popełniało nie tylko SS, ale także regularna armia. – Generalnie nie widać obecnie w Niemczech tendencji stawiania historii na głowie – mówi prof. Wolfgang Wippermann, zastrzegając, że jeszcze wystawy nie widział. Jedno jest pewne. Bundeswehra opowiada w Dreźnie o całej historii Niemiec, a nie tylko o samej historii wojskowości, jak to czynią wielkie muzea zajmujące się wojskiem w Londynie czy Paryżu.   Masz pytanie wyślij e-mail do autora p.jendroszczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA