fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Przedsiębiorcy nie boją się podwyżek stóp

Rzeczpospolita
Decyzja RPP nie wstrząśnie gospodarką. Droższy pieniądz nie zniechęci firm do inwestycji, które nadal będą zaciągać na nie kredyty
Rada Polityki Pieniężnej już czterokrotnie w tym roku podnosiła stopy procentowe – za każdym razem o 0,25 pkt proc. A to nie koniec cyklu podnoszenia kosztów kredytu. Obecnie główna stopa NBP wynosi 5 proc., a prognozy na koniec przyszłego roku wahają się od 5,5 do 6,25 proc. Wiele będzie zależało od kursu złotego, który ma wpływ na inflację. Kiedy bowiem polska waluta się umacnia, tanieją towary sprowadzane z zagranicy i krajowi producenci muszą trzymać ceny w ryzach. Im silniejszy będzie złoty, tym mniej paląca będzie konieczność zaostrzania polityki pieniężnej. Podwyżki stóp odczują te firmy, które zdecydowały się na zaciągnięcie kredytu. W tym roku zadłużenie przedsiębiorców rosło wyjątkowo szybko. Jego wartość w ciągu dziesięciu miesięcy zwiększyła się aż o niemal 31 mld zł, czyli 21 proc. Wystarczy wspomnieć, że jeszcze w połowie 2006 r. wzrost wartości kredytów udzielanych firmom nie przekraczał 5 proc. w skali roku.
Czy ten boom osłabnie? – Wiadomo, że podwyżki stóp wpływają na koszt pieniądza. Ale ja już to wliczyłem. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłym roku Rada podniosła stopy nawet o 1,5 pkt proc. – mówi dyrektor finansowy Alma Market Mariusz Wojdon. – Jesteśmy tak rozpędzeni z inwestycjami, że trudno, abyśmy zmienili plany. Wydaje się, że podobne nastroje panują w większości firm. – Nie sądzę, żeby wzrost stóp procentowych, nawet jeżeli NBP podniesie główną stopę do 6,25 proc., znacząco wpłynął na plany inwestycyjne przedsiębiorstw – mówi Maciej Krzak ekonomista Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Podkreśla, że przy wyższej inflacji wzrost realnych stóp procentowych (nominalny koszt kredytu pomniejszony o tempo wzrostu cen) nie będzie tak znaczący. Z kolei główny ekonomista Invest-Banku Jakub Borowski przypomina, że wciąż wiele inwestycji finansowanych jest ze środków własnych firm. – Nie można powiedzieć, że podwyżki stóp procentowych nie wpłyną w ogóle na działalność firm. Ale wydaje mi się, że w przyszłym roku utrzyma się jeszcze silny wzrost inwestycji, który osłabnie dopiero w 2009 r. Będzie to jednak raczej skutkiem niższego wzrostu konsumpcji oraz pogorszenia nastrojów na świecie – mówi Borowski. Dane Narodowego Banku Polskiego potwierdzają, że kredyt, mimo tegorocznego boomu, dopiero powoli staje się głównym źródłem finansowania inwestycji. Na początku czwartego kwartału 36 proc. przedsiębiorstw deklarowało, że na rozwój wykorzystuje głównie własne zasoby gotówki, natomiast 38 proc. wskazywało, że będzie korzystać z kredytu. Jednocześnie zwiększanie się kosztów pożyczania pieniądza najwyraźniej nie wystraszyło przedsiębiorców. W tym samym badaniu wskaźnik prognoz zadłużenia, który pokazuje, ile firm planuje zaciągnąć kredyt, wzrósł do najwyższego poziomu w historii. I to mimo świadomości przedsiębiorców, że Rada Polityki Pieniężnej będzie dalej podnosić stopy procentowe. Aż 64 proc. firm wskazało, że liczy się z taką możliwością, podczas gdy w styczniowym badaniu było to niecałe 30 proc. – Ja zawsze stosuję taką metodę, że zakładam, iż podwyżki stóp mogą być wyższe niż oczekiwania. Żeby nie było zaskoczenia – mówi Mariusz Wojdon. Dodaje, że można stosować również zabezpieczenia przed zmianami kosztów pieniądza, jak na przykład zaciąganie kredytów przy stałej i zmiennej stopie procentowej. Wbrew wszystkim uspokajającym deklaracjom i opiniom podwyżki stóp nie przejdą w biznesowym świecie bez echa. Droższa obsługa długu zawsze zwiększa koszt działania firmy. Obecnie zadłużenie przedsiębiorstw w polskich bankach wynosi 174 mld zł. – Jeżeli stopy wzrosną jeszcze o 1 pkt proc., to koszty zadłużenia podniosą się o 1,7 mld zł w skali całego roku – mówi Maciej Krzak. To nie jest dużo. Ale zawsze coś. – Droższy pieniądz obniża rentowność firmy – mówi Wojdon. Jeżeli w całym 2007 r. utrzyma się dynamika zysków firm, jaką można było zaobserwować po trzech kwartałach, to łącznie mogą one wynieść ok. 90 mld zł. A zatem wzrost kosztów zadłużenia w 2008 r. wyniesie niecałe 2 proc. zysku netto z 2007 r. Podwyżka stóp może wpłynąć na sytuację na GPW. Wiele firm finansuje działalność zarówno poprzez giełdę, jak i pożyczki. – Rosnące koszty kredytu będą pogarszały wyniki spółek, a spadek zysków firm przełoży się w konsekwencji na ich giełdową wycenę – wyjaśnia Adam Korecki z Domu Maklerskiego TMS Brokers. – Kapitał z giełdy nie jest darmowy. Jeśli spółka nie wygeneruje odpowiedniej rentowności, nie wypłaci dywidendy, jej atrakcyjność w oczach inwestorów spada. Nie chodzi tu oczywiście o jedną podwyżkę kosztu pieniądza, lecz o cały cykl podnoszenia stóp, który ma znaczenie z punktu widzenia finansów firm. Wiele zależy od tego, jak bardzo dynamicznie rozwija się firma. Jeśli spółka, mimo wyższych kosztów obsługi kredytu, utrzyma wysoką rentowność, inwestorzy na pewno nie będą się pozbywali jej papierów. Teoretycznie podwyżka stóp procentowych powinna spowodować generalny odpływ kapitału z giełdy, bo droższy pieniądz zwiększa atrakcyjność bezpiecznych aktywów – obligacji czy lokat bankowych. Jednak praktyka ostatnich lat pokazuje, że tak się nie dzieje. W Stanach Zjednoczonych czy w Chinach w okresie znacznych podwyżek kosztu pieniądza zainteresowanie inwestorów rynkiem kapitałowym przybrało na sile. – O wiele ważniejszy niż poziom stóp procentowych jest klimat inwestycyjny, a więc poparta dobrymi fundamentami spółek wiara inwestorów, że kursy akcji nadal będą rosnąć – uważa Jacek Tyszko z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska. – Gdy bank centralny podnosi stopy procentowe, inwestorzy odczytują to nie jako sygnał do lokowania w bezpieczniejsze instrumenty, ale potwierdzenie, że gospodarka szybko się rozwija i konieczne staje się ograniczanie inflacji. Z drugiej strony nie należy się spodziewać, że droższe kredyty przyciągną na giełdę więcej spółek. – Wejście na parkiet to raczej decyzja strategiczna, która obok pozyskania kapitału wiąże się również z promocją spółki i zwiększeniem jej wiarygodności – wyjaśnia analityk DM BOŚ. W tym roku na GPW pojawiły się 72 spółki, które pozyskały prawie 5 mld zł, a te już notowane dzięki kolejnym emisjom akcji – 3,3 mld zł. W 2006 r. te kwoty wyniosły odpowiednio: 2,44 i 2,15 mld zł. Jednak tegoroczny wysyp debiutów i emisji ma tylko pośredni związek z rosnącym kosztem pieniądza. Giełda również przy niższych stopach procentowych jest atrakcyjna. – Przede wszystkim oferta publiczna nie pociąga za sobą późniejszych poważnych obciążeń finansowych. Jeżeli spółce się nie powiedzie, jedyną karą jest odwrócenie się od niej inwestorów – przekonuje Tyszko. Do tego maleją koszty pozyskania kapitału poprzez giełdę. Wartości emisji spadły średnio z 4,1 proc. w 2006 r. do 3,3 proc. w tym roku – wynika z obliczeń „Rz”. Mniej kosztuje sporządzenie prospektu, promocja i doradztwo, wzrosła zaś cena przygotowania oferty przez domy maklerskie. Koszty emisji zależą od wielkości oferty, stopnia jej skomplikowania, kosztów doradztwa i obsługi przez brokera. Zdaniem Adama Koreckiego ważne jest również to, w jakim momencie jest realizowana oferta. Ostatnie spadki na giełdzie boleśnie odczuli również emitenci. Zajmujący się skupem i recyklingiem odpadów Drop sprzedał w ofercie publicznej tylko 17 proc. proponowanych akcji. Inwestorzy złożyli zapisy na 334 tys. z 2 mln papierów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA