fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Lech Kaczyński sprawdza, ile wolno ministrom

Dziennik Wschodni
Prezydent spyta Trybunał Konstytucyjny o zakres kompetencji rządu – dowiedziała się „Rz”
W najbliższych dniach Trybunał Konstytucyjny będzie musiał rozstrzygnąć, ile władzy w Polsce należy się prezydentowi, a ile rządowi i jego ministrom.
Jak wiele będzie pytań, jeszcze nie wiadomo. Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że w Kancelarii Prezydenta trwają gorączkowe przygotowania. Prawnicy pracują nad pytaniami, na które będzie musiała paść konkretna odpowiedź precyzująca zapisy konstytucji. Prezydent twierdzi, że to na nim spoczywa ciężar odpowiedzialności za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo państwa. Chce, by odpowiedni ministrowie z rządu Donalda Tuska konsultowali z nim swoje decyzje. A ponieważ ani Radosław Sikorski (MSZ), ani Bogdan Klich (MON) tego nie robią, Lech Kaczyński postanowił zwrócić się w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego. – Tak, by raz na zawsze było to jasno określone – tłumaczy nam polityk z otoczenia prezydenta.
Według Stefana Niesiołowskiego z PO nie ma tu jednak nic do wyjaśniania. – Dotychczas podział kompetencji między rządem i prezydentem był jasny, nawet gdy prezydent pochodził z innego obozu politycznego niż rząd – twierdzi wicemarszałek Sejmu. Jego zdaniem Lech Kaczyński po prostu próbuje wywalczyć dla siebie większą władzę. – Ale najciekawsze jest to, że jeszcze do niedawna prezydent zwalczał Trybunał Konstytucyjny i nie robił nic, gdy jego brat poniżał sędziów i krytykował podejmowane przez nich decyzje. Zaskakujące więc, że teraz chce wykorzystać TK do swoich celów. Sądzę jednak, że w ten sposób niczego nie osiągnie – dopowiada Niesiołowski. Nie wiadomo, co Trybunał zrobi z pytaniami prezydenta. Zdaniem konstytucjonalisty prof. Piotra Winczorka sędziowie najpewniej w ogóle się nimi nie zajmą. Jak tłumaczy, mogliby to zrobić, pod warunkiem że doszłoby do sporu kompetencyjnego prezydenta z innym organem państwowym. – Spór musi dotyczyć podjętych już decyzji, a nie jakichś planów czy politycznych zapowiedzi. Musi dojść do takiej sytuacji, w której jedna strona coś czyni, a druga mówi: nie rób tego, bo decyzje w tej sprawie należą do moich kompetencji. Wtedy można się zwrócić do TK z konkretnym pytaniem, kto ma rację. Także Eugeniusz Kłopotek z PSL przewiduje, że pytania prezydenta pozostaną bez odpowiedzi, a relacje między nim i rządem powinny się jakoś ułożyć bez orzeczenia Trybunału. – Musi w końcu nastąpić porozumienie wzorowane na doświadczeniach chociażby Aleksandra Kwaśniewskiego z Jerzym Buzkiem – mówi. Poseł Kłopotek zaleca jednak cierpliwość. Jego zdaniem dotychczasowe nieporozumienia to wynik przegranych przez PiS wyborów, z czym Lech Kaczyński wciąż nie potrafi się pogodzić. – Prezydent powinien mniej słuchać fałszywych doradców i zdać się na własny rozum i doświadczenie – radzi. Decyzji Lecha Kaczyńskiego broni sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński. – To prezydent stoi na straży ustawy zasadniczej. Jest gwarantem jej przestrzegania. Jego konstytucyjnym obowiązkiem jest dbać o odpowiednie relacje między poszczególnymi organami władzy – podkreśla.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA