fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Podatek od transakcji

AFP
Komisja Europejska zaproponowała daninę od transakcji finansowych. Dochody mogą wynieść od 30 do 50 mld euro rocznie. Chodzi o to, by banki i fundusze zapłaciły za kryzys
Z dokumentu, do którego dotarła „Rz", wynika, że Bruksela chce, aby obowiązywały dwie stawki: inna dla akcji i obligacji, inna dla instrumentów pochodnych. Na razie dokładny poziom nie jest podany, konkretną wysokość przedstawi sam szef KE Jose Barroso.
Z naszych informacji wynika, że jedna z nich wyniesie 0,01 proc., a druga 0,1 proc. Będą to poziomy minimalne, kraje mogą wprowadzić podatki na wyższym poziomie. – Stawka będzie bardzo niska, żeby nie zniechęcać banków i inwestorów do europejskiego rynku finansowego – mówi ekspert KE. W przypadku pojedynczych transakcji obciążenie będzie prawie niezauważalne, zacznie mieć znaczenie w przypadku dużych funduszy inwestycyjnych i banków. Podatek bezpośrednio zapłaci nie inwestor, ale dokonująca w jego imieniu transakcji instytucja finansowa. Będzie musiała podzielić równo opłatę na sprzedającego i kupującego instrument finansowy. Podatkowi będą podlegać prawie wszystkie operacje, z wyjątkiem wymiany walut (typu spot) oraz transakcji dokonywanych przez osoby prywatne czy małe firmy. Pieniądze pochodzące z tej nowej opłaty mogłyby częściowo zasilić unijny budżet, a częściowo kasy narodowe. W jakiej proporcji, tego Komisja na razie nie precyzuje. Jeśli chodzi o budżety narodowe, to dochody będą dzielone według kraju pochodzenia inwestora, a nie kraju siedziby instytucji pośredniczącej. Podatek będzie obowiązywał zawsze, gdy choć jedna strona transakcji – kupujący lub sprzedający – ma siedzibę w UE.
Przez lata eksperci KE przekonywali, że podatek od transakcji finansowych nie miałby sensu, gdyby miał obowiązywać tylko w UE. Bo to mogłoby doprowadzić do osłabienia konkurencyjności europejskich rynków finansowych. Zmienili zdanie, mimo że żaden kraj na świecie propozycji unijnej nie chce podchwycić. – Opłaty są małe, jeśli zniechęcają, to raczej spekulantów, których nie potrzebujemy. Unia będzie liderem, może inni dołączą – tłumaczy nasz rozmówca w KE. Zmieniła się przede wszystkim atmosfera polityczna. Dziś podatku bardzo chcą Angela Merkel i Nicolas Sarkozy, którzy pragną pokazać obywatelom, że instytucje finansowe też zapłacą za kryzys. Propozycja musi być teraz zatwierdzona jednomyślnie, jak wszystkie decyzje podatkowe, przez 27 państw członkowskich. W Brukseli nie wyklucza się zastosowania mechanizmu tzw. wzmocnionej współpracy, czyli wprowadzenia nowej dyrektywy w grupie krajów, jeśli nie wszyscy się zgodzą. Kluczowa jest zgoda Wielkiej Brytanii, gdzie dokonywana jest połowa europejskich transakcji. Jeśli wszystko pójdzie po myśli Brukseli, to nowy podatek mógłby wejść w życie 1 stycznia 2014 roku. Fiasko pomysłu - Szwedzkie doświadczenia W 1984 roku w Szwecji wprowadzono podatek od obrotu akcjami w wysokości 1 proc., a pięć lat później obciążono również transakcje papierami o stałym dochodzie – 0,2 proc. na instrumenty o terminie wykupu poniżej 90 dni i 0,03 proc. na dłuższe. Podatek obowiązywał tylko brokerów w Szwecji, więc klienci natychmiast przenieśli się za granicę. Podatek od papierów dłużnych zniesiono już po zaledwie roku, gdy zamiast spodziewanych 1,5 mld koron szwedzkich przyniósł zaledwie 50 mln koron. Korzyści budżetowe z podatku od akcji były praktycznie zerowe, ponieważ dochody z tego tytułu wyrównały tylko straty z powodu znaczącego spadku wpływów z podatku od zysków kapitałowych. Został on zniesiony w 1991 roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA