Edukacja

Minister nauki: studenci będą partnerami dla władz uczelni

prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego
Fotorzepa, Dariusz Pisarek Dariusz Pisarek
Studenci będą partnerami dla władz uczelni – mówi minister nauki Barbara Kudrycka przed rozpoczęciem roku akademickiego
Z sierpniowego badania TNS OBOP wynika, że aż 45 proc. wyborców w wieku 18 – 24 lata nie wie, na kogo zagłosować w wyborach parlamentarnych. W 2007 r. niemal co drugi młody człowiek poparł PO. Czemu młodzi teraz nie są tak zdecydowani?
prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego: Zwykle młodzież jest radykalna i bardzo krytyczna – tak jak wobec rodziców, tak też wobec rządzących. Dlatego część młodych popiera oryginalne partie polityczne, takie jak np. Janusza Korwin-Mikkego czy Janusza Palikota. Ruch Palikota jest dla PO zagrożeniem, jeśli chodzi o głosy młodych ludzi?
Młodych ludzi uwodzą kontrowersyjne poglądy, a takie ma Janusz Palikot. Jednak są różne wyniki badań. Z tych przeprowadzonych podczas prawyborów przez Parlament Studentów wśród prawie 3 tys. osób wynika, że PO popiera 52 proc. studentów, Ruch Palikota – 14 proc., PiS i SLD po ok. 7 proc., PSL – 2 proc., PJN – ok. 3 proc., a Polską Partię Pracy – 0,5 proc. Może młodych zniechęciła do PO zapowiedź wprowadzenia od 2012 r. opłat za drugi kierunek studiów? Nie sądzę. Obecnie 10 proc. studentów studiuje drugi kierunek na koszt państwa i nadal będzie mogło studiować 10 proc. Zmiana polega na tym, że dopiero od roku akademickiego 2012/2013 tylko dobrzy studenci, dający gwarancję ukończenia studiów na obu kierunkach, będą mogli to robić na koszt podatników. Poza tym od 1 października 2012 r. uczelnie autonomicznie będą mogły tworzyć interdyscyplinarne, międzywydziałowe kierunki z odpowiednio przemyślanymi programami studiów. Będzie można studiować dwa kierunki w jednym programie. Studenci nie będą więc potrzebowali dyplomów dwóch oddzielnych kierunków, lecz wystarczy jeden, ale dobry dyplom, który zaświadczy o lepszym przygotowaniu do wykonywania zawodu. Uczelnie już przygotowują takie interdyscyplinarne kierunki, np. prawno-ekonomiczne, by przyszły pracownik banku miał nie tylko wiedzę z dziedziny finansów i ekonomii, ale też prawa gospodarczego. Wiem, że dla pracodawców nie sam papier jest ważny, a nawet dwa, lecz to, jak on się przekłada na wymierną wiedzę, umiejętności i kompetencje studenta. W młodych uderzyły zmiany w stypendiach naukowych, które powodują, że pieniądze dostanie mniejsza grupa studentów, bo nie wystarczy tylko wysoka średnia, ale trzeba wykazać się dodatkową działalnością, na przykład w kołach naukowych. Rozmaitych stypendiów będzie znacznie, znacznie więcej i skorzysta z nich dużo więcej studentów niż dziś. Zmiana systemu stypendialnego była potrzebna i zabiegali o nią studenci z wielu organizacji studenckich. Stypendia będą przyznawane nie tylko za wyniki w nauce, ale też dodatkowo dla tych utalentowanych studentów, którzy mają wybitne osiągnięcia artystyczne lub sportowe. System stypendiów naukowych przejęliśmy z najlepszych uczelni polskich, uniwersytetów Warszawskiego i Jagiellońskiego, gdzie tego rodzaju stypendia otrzymuje około 10 proc. najlepszych studentów. Dzięki tym rozwiązaniom stypendia naukowe będą wyższe. Planujemy też zwiększenie ich puli przez wprowadzenie od 2012 r. stypendiów już od pierwszego roku studiów. Przyznawane byłyby w pierwszym semestrze na podstawie wyników matur, a w drugim na podstawie ocen z egzaminów w sesji zimowej. Tak przyznawane są stypendia na kierunkach zamawianych. Ale to obietnica wyborcza? Studenci wiedzą, że obietnica z wyborów prezydenckich dotycząca ulg komunikacyjnych została przez rząd spełniona i teraz korzystają z 51-proc. ulg. W dodatku, zgodnie z nowym prawem z takich ulg będą mogli korzystać studenci między studiami licencjackimi a magisterskimi, a od 1 stycznia 2012 r. doktoranci. Stypendia naukowe też możemy już zagwarantować. Wiemy, że będą kosztowały dodatkowo około 140 mln zł rocznie. Czy wprowadzenie powszechnej odpłatności za studia będzie w przyszłości konieczne? Pobieranie opłat proponowali sami rektorzy. Nie będziemy zmieniać systemu, w którym istnieją dwa sektory: uczelnie publiczne i niepubliczne. Utrzymamy zasadę, że państwo finansuje studia stacjonarne na uczelniach publicznych i wspiera tylko najlepsze uczelnie niepubliczne, np. finansując w nich studia doktoranckie. Rektorzy uczelni niepublicznych twierdzą, że przez to nie ma równej konkurencji między szkołami prywatnymi i państwowymi, bo pieniądze z budżetu idą na studenta w uczelni publicznej, obojętnie czy jest dobra, czy słaba. Czemu nie wprowadziła pani mechanizmu finansowo wspierającego np. szkoły, których absolwenci nie mają problemu z zatrudnieniem? Oczywiście, że wśród uczelni publicznych i niepublicznych są uczelnie dobre i słabsze. Nowa ustawa stwarza możliwości uczelniom obu sektorów, by zmieniały programy i strukturę kształcenia tak, aby wiedza i umiejętności absolwentów odpowiadały oczekiwaniom pracodawców i aby absolwenci nie mieli problemów z zatrudnieniem. A nowa dotacja projakościowa przewiduje dodatkowe finansowanie tych kierunków, które najlepiej kształcą studentów, bez względu na sektor – publiczny czy prywatny. Poza dotacją projakościową będą również podwyżki płac dla nauczycieli akademickich. To wszystko konsumuje znaczące pieniądze z budżetu państwa. Warto dodać, że uczelnie niepubliczne dostają środki z dotacji statutowej na badania, o ile prowadzą udokumentowane, wysokiej jakości badania naukowe, oraz pieniądze na stypendia naukowe i socjalne dla studentów. Mogą też na równych prawach ubiegać się o pieniądze z funduszy unijnych np. na infrastrukturę, kierunki zamawiane, poprawę poziomu dydaktyki. Premier Donald Tusk w pierwszych dniach objazdu autobusem po kraju stwierdził, że „są takie miejsca w Polsce, gdzie wyższe wykształcenie nie daje szansy na znalezienie roboty". Podał przykład 23-letniej dziewczyny z Chełmży, w wieku jego córki, która ma dwa fakultety i „zero roboty". Dlaczego uczelnie wciąż kształcą bezrobotnych? Przygotowana przeze mnie reforma dopiero od 1 października tego roku wchodzi w życie. A na jej efekty musimy poczekać jeszcze kilka lat. Te szkoły wyższe, które dostosują kierunki i programy kształcenia do potrzeb rynku pracy, będą monitorować losy absolwentów, współpracować z przedsiębiorcami, będą miały większe szanse na to, aby ich absolwenci szybciej znajdowali dobrą pracę. Pomagać w tym będzie rzecznik praw absolwenta. Także zajęcia z przedsiębiorczości, które będą realizowane na wielu kierunkach studiów, pozwolą studentom na rozwój własnej aktywności biznesowej. Jeśli do tego dołączymy wsparcie państwa na zakładanie mikro- i małych firm, to myślę, że cały zespół tych zmian pozwoli na znalezienie pracy lub własnego sposobu na pracę dziewczynom z Chełmży. Skoro jednym z celów wchodzącej reformy ma być zbliżenie uczelni do gospodarki, to dlaczego nie zapisano w ustawie, że uczelnie mają obowiązek tworzenia konwentów, w skład których wchodzić będą m.in. przedsiębiorcy? Obowiązek dotyczy tylko szkół zawodowych. Ustawa została skonstruowana tak, by dawała uczelniom dużo szans i możliwości do wyboru. Liczymy, że nastąpi zróżnicowanie uczelni na typowo akademickie, które będą prowadziły badania na wysokim poziomie i kształciły studentów, oraz te, które będą rozliczane tylko z kształcenia studentów i praktycznego przygotowania ich do wykonywania zawodu. W uczelniach zawodowych o profilu praktycznym konwent jest niezbędny. W uczelniach badawczych o profilu teoretycznym konwent może, ale nie musi być potrzebny do kształtowania polityki naukowej i edukacyjnej. Które z zapisów ustawy o szkolnictwie wyższym reformujących uczelnie i wchodzących w życie już 1 października tego roku uważa pani za najważniejsze? Najważniejsze są rozwiązania dla studentów. Opinie studentów o nauczycielach akademickich będą brane pod uwagę przy ocenie ich pracy. Monitorowane będą losy absolwentów na rynkach pracy. Treść recenzji prac dyplomowych będzie znana studentom. Będą zawierane umowy między uczelnią i studentem określające jednoznacznie dopuszczalne opłaty, również na studiach bezpłatnych, aby studenci nie byli zaskakiwani dodatkowymi kosztami w trakcie studiów. Wprowadzony został też katalog usług, za które uczelnia nie może żądać pieniędzy od studenta, również na studiach płatnych. To wszystko sprawia, że po raz pierwszy studenci naprawdę będą partnerami dla władz i pracowników uczelni. Dlaczego przez ostatnie cztery lata nic nie zmieniło się, jeśli chodzi o siłę przebicia efektów pracy polskich naukowców na rynku międzynarodowym? Polska jest np. na 18. miejscu spośród 21 państw, których badacze dostali prestiżowe granty European Research Council. Nieomal przez cztery lata konsultowaliśmy rozwiązania prawne ze środowiskiem akademickim. Dopiero 1 października 2010 r. weszło w życie sześć ustaw dotyczących nauki. 1 października 2011 r. wchodzą zmiany w szkolnictwie wyższym. Ale mamy już pierwsze efekty. Naukowcy zrozumieli, że gros środków na naukę można zdobyć w drodze konkursów organizowanych przez Narodowe Centrum Nauki i mieliśmy rekordową liczbę wniosków w tym roku. Ważne jest, że NCN pracuje wedle tych samych procedur co ERC. A więc nasi naukowcy, ubiegając się o środki w NCN, przetrą te ścieżki i łatwiej będzie im otrzymywać europejskie granty. Warto zauważyć, że poprawiając jakość nauki i szkolnictwa wyższego, dopiero teraz nadrabiamy zaległości ostatnich 20 lat. Na przykład wprowadziliśmy matematykę na maturze, bo matematyka jak żaden inny przedmiot uczy kreatywnego, twórczego myślenia. To były minister edukacji Roman Giertych w 2007 r. podpisał rozporządzenie wprowadzające matematykę od 2010 r. Ale można było się z tego wycofać, jak to zrobił wcześniej SLD. Matematyka weszła na maturę za czasów Platformy. Osobiście obrywałam za to od mojej córki, która organizowała mi strajki w domu razem ze swymi kolegami humanistami. My musieliśmy wziąć odpowiedzialność za tę decyzję. Naukowcy mówią, że brakuje instytucji, która pomagałaby m.in. współpracować z zagranicznymi partnerami i promowała polską naukę za granicą. Takiej jak np. British Council w Wielkiej Brytanii. Planujemy powołanie Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Powstanie z wykorzystaniem doświadczeń Fundacji Rozwoju Systemów Edukacji oraz Biura Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej. To będzie instytucja, która zajmie się w szerszym wymiarze międzynarodową wymianą studentów i naukowców. Jej zadaniem będzie też szeroka promocja wszystkich możliwych wyjazdów zagranicznych i ofert współpracy. Ta agencja mogłaby też pomóc niektórym polskim uczelniom w przetrwaniu niżu demograficznego. W czasie naszej prezydencji występujemy z wnioskiem rozszerzenia programu wymiany studentów Erasmus na kraje Partnerstwa Wschodniego. Szersze otwarcie polskich uczelni na studentów z państw Partnerstwa Wschodniego jest szansą na ich większe umiędzynarodowienie. Różnica w sondażach przedwyborczych między PO i PiS nie jest duża. Pani startuje z list Platformy w trudnym podlaskim regionie. Zdobędzie pani mandat? Mam taką nadzieję. Jednak to wyborcy zdecydują. Jako profesor prawa i specjalista administracji publicznej mam odpowiednie kompetencje, a teraz też doświadczenie w pełnieniu funkcji publicznej. Nie dryfowałam, pełniąc tę funkcję, lecz wprowadziłam konieczne zmiany. Nie rewolucyjnie, lecz spokojnie, stanowczo i skutecznie wykorzystując mądre podpowiedzi studentów i pracowników naukowych. Teraz jestem krytykowana, że może niektóre zmiany były zbyt słabe, np. że nie zlikwidowałam habilitacji. Jednak to, co najważniejsze, udało mi się zrealizować. Przestawiłam cały system nauki i szkolnictwa wyższego na bardziej nowoczesny, europejski. Reszta zależy już od samego środowiska naukowego i akademickiego – w jaki sposób skorzysta z szans i możliwości, które nadaje mu nowe prawo. Wierzę też, że nie zawiodłam wyborców, którzy głosowali na mnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. Czy po wyborach, jeśli PO wygra, znów zostanie pani ministrem nauki? Nie ja będę o tym decydować. A jeśli wygramy i premier mi to zaproponuje, to wówczas się zastanowię. Seneka mawiał: „martwić się zawczasu, to martwić się za wiele".
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL