Społeczeństwo

Pacjenci tracą swoich lekarzy

Zgodnie z nowymi przepisami lekarze bez II stopnia specjalizacji nie będą mogli samodzielnie prowadzić gabinetów. Doświadczenie i liczba pacjentów są bez znaczenia. fot. Richard Shock
Corbis
NFZ od stycznia zerwie umowy ze specjalistami. A tysiące chorych mogą nie mieć już dostępu do ich opieki
– Wygląda na to, że po 35 latach pracy przejdę na utrzymanie żony – denerwuje się Jacek Zaidlewicz, ginekolog-położnik z I stopniem specjalizacji. – Od 12 lat mam podpisany kontrakt z NFZ na świadczenie usług z zakresu ginekologii i położnictwa. Prowadzę trzy gabinety w różnych miejscowościach. Mam założonych 15 000 kart pacjentek. Te kobiety świadomie wybrały mnie na swego lekarza. I nagle, jednym ruchem, minister zdrowia decyduje, że muszę gabinety zamknąć – mówi rozgoryczony.
Od stycznia 2012 r. umowy na leczenie w ramach ubezpieczenia zdrowotnego stracą lekarze, którzy nie zrobili tzw. II stopnia specjalizacji. Nie ma znaczenia, że w zawodzie pracują od kilkudziesięciu lat. Nie będą mogli samodzielnie przyjmować pacjentów. NFZ już zapowiada, że z końcem roku wypowie im umowy. Tłumaczy, że taki obowiązek nałożył na niego minister zdrowia, a zasady przyjmowania pacjentów są ustalone w rozporządzeniu z maja tego roku.
Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że przepisy wprowadzono dla dobra pacjentów. – Celem było zapewnienie jakości i bezpieczeństwa udzielanych świadczeń – mówi rzecznik resortu Piotr Olechno. Podkreśla też, że lekarze bez II stopnia specjalizacji nadal mogą pracować, jeśli nawiążą współpracę „w dowolnym wymiarze godzin" z takim, który tę specjalizację ma. – Daje to możliwość bezpośredniej konsultacji z lekarzem specjalistą, wspólnej oceny stanu zdrowia i poprawności postępowania – wyjaśnia Olechno. Lekarze już myślą, jak te przepisy ominąć. – Lekarze będą zatrudniać kolegów, którzy skończyli specjalizację, na godzinę tygodniowo. Współpraca będzie kompletnie fikcyjna. O ile w ogóle uda się namówić kogoś, by choć na godzinę przyjeżdżał do małego, wiejskiego gabinetu – zauważa Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Bo zdaniem OZZL to właśnie na wsi może być największy problem z dostępem do specjalistów, zwłaszcza ginekologów, okulistów, dermatologów, pulmonologów, lekarzy chorób zakaźnych. Tam lekarze częściej prowadzą indywidualne gabinety lub niepubliczne przychodnie, które do tej pory miały kontrakt z NFZ. Związek szacuje, że nowe przepisy „zdezorganizują pracę" nawet kilku tysięcy lekarzy. Resort zdrowia wypomina, że rozporządzenie było konsultowane z organizacjami lekarskimi i te nie ostrzegły, że pacjenci mogą stracić dostęp do leczenia. – Interweniujemy w tej sprawie – mówi Maciej Hamankiewicz, szef Naczelnej Rady Lekarskiej. – Sam znam lekarkę, która może stracić prawo prowadzenia przychodni diabetologicznej, mimo że ma 20-letnie doświadczenie w tym zakresie – opowiada. Co będzie dalej? Resort uspokaja, że gdyby pacjenci w jakimś regionie mieli w ogóle stracić dostęp do opieki specjalisty, NFZ może zawrzeć umowy z lekarzami, którzy nie spełniają wymogów w nim opisanych.

Stopnie specjalizacji

Lekarze kształcili się w systemie dwustopniowym, czyli uzyskiwali najpierw pierwszy, a potem drugi stopień specjalizacji, przed 1999 r. Dziś ci, którzy nie mają I stopnia specjalizacji, mogą od razu zrobić drugi w ciągu pięciu lat, ci zaś, którzy mają jedynkę, na zrobienie II stopnia specjalizacji mają trzy lata. Jednak bardzo niewielu lekarzy się na to decyduje. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że umożliwi tym osobom zdanie egzaminu specjalizacyjnego bez kilkuletniego szkolenia, ale to rozwiązanie – jako nielegalne – oprotestował samorząd medyczny. Ostatecznie więc zapowiadane przez resort ułatwienia nie weszły w życie. Lekarze z jedynką podkreślają, że nie mieli żadnych szans, by w ciągu kilku miesięcy uzupełnić wykształcenie i zrobić II stopień specjalizacji. —syl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL